wycieczka na weekend

Przeglądasz wpisy otagowane jako wycieczka na weekend.

W ubiegłym roku podczas weekendowych wycieczek zwiedzaliśmy Słowację. W tym roku padło na kraj Kretika, ahoj!

Ostrawa, trzecie co do wielkości miasto Czech. Nie ma zabytkowego centrum i na pierwszy rzut oka nic wiele do zaoferowania. Od samego wjazdu do miasta straszy kominami. Miasto przemysłu i górnictwa. Przypomina trochę nasz Śląsk. Do niedawna nazywana „stalowym sercem”. Schematycznie postrzegana jako zadymione, ponure miasto twardych i ciężko pracujących ludzi.

Ale ja wyznaję zasadę, że nie ma zupełnie brzydkich miast. I gdziekolwiek jestem muszę zajrzeć na Rynek, nawet gdy go nie ma. Aby mieć swoje zdanie. Bo odwiedzanie miast tylko od strony sklepów i dużych marketów, to nie dla mnie. Zatem idziemy na mały spacer. Wiatr wieje niemiłosiernie i urywa głowę. Szukamy miłego miejsca na kawę i oglądamy wystawy. Miłe zaskoczenie. Pastelowy ryneczek o zwartej formie. Czysto, cicho i schludnie. Kamienice jasne i odremontowane. Ludzie jacyś bardziej wyprostowani i uśmiechnięci. Wystawy nowe, świeże i bardzo wiosenne. Ba, nawet letnie! Po świętach nie widać śladu. W przeciwieństwie do Bielska, które mijaliśmy jadąc do Czech. Tam na rogatkach jeszcze śnieżynki, gwiazdeczki i inne świecące ozdóbki. Chyba trochę zbyt długo, prawda? No, ale do ostatków jeszcze trochę, więc powiedzmy, że mają jeszcze prawo ;-)

Wróćmy do tematu. Z daleka widzimy fajną witrynę „Ostravanka Coffee Shops”. Wchodzimy do środka. Ludzi multum. Są też czworonogi, które szczekają, gdy pojawia się ktoś nowy. Cudem mamy jeden stolik koło baru. Obsługa uwija się prężnie i jest szalenie miła. Zamawiamy, to co zawsze. Kawy są wyśmienite. I tu Ostrawa dostaje plusa. Drugi plus dostaje za wiosenny powiew w sklepach. W sieci „Bata” kolekcja letnia jest przecudowna. Ceny też miłe dla portfela. Jestem pozytywnie zaskoczona i już wiem, gdzie kupię sobie buty na lato. W sklepach nie ma już zmęczonych wyprzedaży i krzykliwych bilbordów. Czyżby wszystko zeszło, albo mniej było?

Później ruszamy na zakupy do „Ikea” i dużego centrum „Avion Shopping Park”. Na drogach pusto. Na parkingach pusto. Przypomina mi si, jak to jest na parkingu pod „Ikea” w Krakowie podczas weekendu. Czasem trzeba robić kilka okrążeń, aby zaparkować.

Na koniec zostawiamy sobie delikatesy „Marks & Spencer”. Kolejny plus za miłą obsługę w sklepach. Pomocną i wyrozumiałą. Bo choć języki nasze są dość podobne, to jednak nie całkiem identyczne. Jest wesoło, gdy wyrabiamy sobie kartę klienta i z zapałem mówimy po czesku ;-) Takie zakupy, to ja lubię. I Ostrawę też!

OSTRAVANKA COFFEE SHOP

Čs. legií 152/8
702 00  Ostrava – Centrum

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

…Jeśli nie możesz pojechać do Maroka, to pojedź do Kežmarok-a ;-)

No właśnie… Ja, miłośniczka Maroka musiałam tu przyjechać, bo sama nazwa była dla mnie bardzo intrygująca. Nazwa miasta pochodzi od niemieckiego złożenia Käsemarkt ( Käse – ser i Markt – targ). Swojego czasu najważniejsze miasta na Słowacji, z racji dobrego położenia na ważnych szlakach handlowych.
Wszyscy miłośnicy regionu doskonale wiedzą, że Kežmarok położony jest o przysłowiowy „rzut beretem” od Polski – 30 km od Łysej Polany. Jednak niewiele osób wie o tym, że w Kežmaroku odbywa się coroczna impreza Elroy. Podczas drugiego tygodnia lipca na 3 dni Kežmarok zamienia się w największe w Europie targowisko rzemiosła. W pięknym plenerze na starych ulicach rozstawione są stragany z kunsztownymi wyrobami i przedmiotami rzemiosła artystycznego. Są tu też stoiska z tradycyjnymi przysmakami. Owcze sery, pierniki i Trdelnik*, który okazał się pyszny. Imprezę rozpoczyna historyczny pochód ulicami miasta i uroczyste otwarcie. Ponad 180 rzemieślników, twórców ludowych ze Słowacji i zagranicy. Były stoiska przedstawicieli m.in. z Holandii, Węgier, Serbii, Włoch. Artyści tworzyli wyroby z drewna, wikliny, trzciny, gliny, metalu, szkła i innych materiałów. Można je było kupić na miejscu. Dla miłośników zabawy, humoru i folkloru był bogaty program rozrywkowy i estradowy. Właściwie działo się tak dużo, że nie sposób to wszystko było zobaczyć.

 

Kežmarok ma bardzo bogate tradycje. Szkolnictwo, kultura i folklor jest tu wciąż żywy. Na tyle to wszystko jest prawdziwe, że przez chwilę myślałam, że naprawdę jestem w Maroku. Tym bardziej, że dzień był bardzo gorący, wręcz upalny, a ciemne karnacje Romów jeszcze bardziej potęgowały ten nastrój.

Wiadomo, że Maroko słynie z rękodzieła. To ich praca i życie. Sztuka rzemieślnicza jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest w Kežmaroku. Tutaj nadal kwitnie rękodzieło. To wszystko wzbogaca kulturę i region. Bez pośpiechu oglądam wyroby wszystkich rękodzielników. Niektóre mniej, inne bardziej chciałoby się mieć. Artyści w cieniu straganu z dużym uśmiechem prezentują swoje wyroby. Wszyscy są ubrani w tradycyjne stroje ludowe, które bardzo mi się podobały. To jeszcze bardziej podnosi poziom imprezy. Nie było też zakazu robienia zdjęć, co mnie bardzo ucieszyło. Robiąc ujęcia wręcz portretowe nikt nie protestował.
Jarmark był świetną okazją, aby kupić coś ciekawego i niepowtarzalnego. I chociaż ceny w euro dość wysokie, to zobaczyć na żywo pracę twórców ludowych warte jest każdej ceny. Miło, prawdziwie i bardzo naturalnie. Idea festiwalu polega na tym, aby pokazać różnorodność otaczającego nas świata sztuki, a przy tym konsekwentnie unikać komercji i wyrobów produkowanych „taśmowo”. Ten niezwykle barwny jarmark zapamiętam na długo. Dzień spędzony w Kežmaroku był bogaty we wrażenia. Na pewno pojawię się tu na kolejnym jarmarku! Do zobaczenia za rok. Dovidenia!

 

* Trdelnik – to pierwszy słowacki regionalny produkt spożywczy, który został zarejestrowany przez Unię Europejską. Produkowany jest w sposób tradycyjny poprzez nawinięcie wyrośniętego ciasta drożdżowego na wałek. Ciasto jest w kształcie walca pustego w środku z posypką wedle uznania: orzechy włoskie, laskowe, migdały, kakao, kokos. Polecam orzechowy (orechowy). Najlepszy jeszcze ciepły.

 

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

Osturnia – miejscowość rozciągnięta na długości 9 km w malowniczej dolinie. Prawdopodobnie jest to najdłuższa wieś na Słowacji. Leży jakby na uboczu głównych dróg. Przez ponad 30 km byliśmy na drodze zupełnie sami w samym środku tygodnia. Trafiają tu nieliczni, przypadkowi turyści lub tacy, którzy po prostu chcą tu przyjechać. Czułam się jak etnograf w żywym skansenie. Drewniana wioska zauroczyła mnie. Chodząc po wsi z aparatem fotograficznym wzbudzałam lekkie poruszenie miejscowych. Na mój uśmiech odpłacają się uśmiechem, więc atmosfera jest przyjazna. Wystarczy powiedzieć „Dobrý deň„.

 

Domy są ustawione w zabudowie łańcuchowej. Znajduje się obecnie około 150 gospodarstw i zabudowań, z czego wiele jest już niezamieszkanych. Część wsi została uznana za „Rezerwat Ludowej Architektury”.

Osturnia – wciąż na szczęście nie odkryta przez masową turystykę. Region dziki, naturalny wśród lasów i polan słynących z monumentalnych widoków na Tatry. To idealna wycieczka dla miłośników spokoju i wolnego tempa życia. Tu wszystko jest jakby zatrzymane w czasie i spowite w przyjemnym zapachu owczego sera. Zapewne jeszcze tu wrócę…

Pamiętajcie tylko, że po słowacku chleb świeży to chlieb cerstvy. Truskawka to jahoda, a květen to maj ;-) Ahoj!

 



Przeczytaj również pierwszą część cyklu: Okna naszych sąsiadów – część I

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

« Starsze wpisy § Nowsze wpisy »