wycieczka na weekend

Przeglądasz wpisy otagowane jako wycieczka na weekend.

{Bliżej morza}

Specjalnie dla Was odwiedzamy kolejne latarnie morskie, które zobaczycie w 6. numerze Subiektywnego Przewodnika Po Małych Przyjemnościach.

Miłego dzionka i dobrego weekendu!

Foto: Lexington

Podobne wpisy:

Tagi:

„Lanckorona, Lanckorona, rozłożona, gdzie osłona, od spiekoty i od deszczu, od tupotu, szybkich spraw” – tak śpiewał o tym miasteczku Marek Grechuta, który był zauroczony anielską miejscowością.
Do Lanckorony, która jest prawie naszą sąsiadką wybraliśmy się w zeszłą sobotę. Lanckorona jest niewielką, malowniczą wsią położoną na Pogórzu Karpackim, znajdującą się na Małopolskim Szlaku Architektury Drewnianej. Wieś zachowała oryginalną drewnianą zabudowę z drugiej połowy XIX wieku.
O urodzie miejsca decyduje stara drewniana zabudowa, wąskie brukowane  uliczki, ukwiecone ogródki, małe podwórka. Budynki stoją tak blisko siebie, że pomiędzy nimi są jedynie wąskie przejścia.
To wszystko emanuje spokojem, a malownicze drewniane domy okalają pochyły rynek i przyległe uliczki.
Lanckorona jest mniej znana niż inne miejscowości zza góry – Kalwaria Zebrzydowska, Wadowice. I dobrze! Największą zaletą tego miejsca jest to, że nie można tu trafić przypadkowo. Skutecznie ukryta pomiędzy drzewami. Mimo szerokich planów na rozwój gminy, Lanckorona pozostała jakby w głębokim śnie. Nie znajdziecie tu budek z tandetnymi pamiątkami, lodziarni i plastikowych ogródków, które oferują hot – dogi i frytki. Zresztą sami mieszkańcy, wychowani w duchu wyjątkowości tego miejsca, starają się, żeby ich wieś nie uległa dużym zmianom. Nie przepadają za tłumami turystów. Wolą, gdy miasteczko jest lekko opustoszałe.

Lanckorona ma swoisty urok. Może wynika to z opieki aniołów. Aniołem Lanckorony został odznaczony m.in. Marek Grechuta. Anielskie motywy są wszędzie. Wychylają się z okien Galerii, pilnują studni, domów i ozdabiają wjazdowe bramy. Lanckorona często określana  jest miastem aniołów. Kiedyś miała status miasta, teraz ma status wsi. Nic dziwnego, że bohema artystyczna odkryła Lanckoronę już w początkach ubiegłego stulecia. Bywały tu takie sławy jak: Jerzy Nowosielski, Adam Hanuszkiewicz, Andrzej Wajda, Zofia Kucówna, Marek Grechuta, Agnieszka Osiecka. Zachwycił mnie sielski klimat tego niecodziennego miasteczka. Tu czas płynie powoli… Mieszkańcy żyją swoimi sprawami. Pod wieczór wyciągają przed swoje domy drewniane ławeczki i obserwują, jak dzień chyli się ku końcowi. Powietrze pachnie nagietkami. Uwielbiam!

To był wspaniały dzień w Lanckoronie. Sennej i pięknej, a nasza sobota była wyjątkowo długa. Ktoś dał nam czasowstrzymywacz? Czy może zimna woda, którą piliśmy ze studni obudziła nas na dobre?

Będziemy tu często wracać. Jak dobrze mieć Cię blisko piękna Lackorono!

PS

wpis dla Marty i Pawła. Naszych przesympatycznych Gości. Przypomnijcie sobie te chwile raz jeszcze :-)

Liche okienka. Czy tu nie ma zimy?

Czynna studnia. Zimna woda zdrowia doda :-)

Wietrzenie piwnic w ciepły i słoneczny dzień.

Bogna – Studnia Trzeciego Anioła

Takie szyldy sklepowe to ja lubię!

I kolejna studnia i ukryte ogrody.

Małe okienka i kamienne murki.

Koło Gospodyń Domowych działa i tworzy :-)

A gdzie udaliśmy się na piknik i co znalazło się w bardzo spontanicznym menu – już w kolejnym wpisie :-)

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

No i pojechaliśmy… Co prawda nie Škodą 100 i nie na Oravu, lecz na Moravu :-) Ale jakie to ma znaczenie. Ważne, że azymut ten sam – Czechy! Wycieczkę rozpoczęliśmy już od 7 rano.

Ołomuniec (Olomouc) jest historyczną stolicą Moraw. Miasto jest wyposażone w dwa rynki, żeby nie było mało :-) Górny rynek – Horní náměstí i Dolny rynek – Dolní náměstí. Ten pierwszy jest największym placem w Ołomuńcu. Ciekawostką Ołomuńca jest to, że podobnie, jak Praga posiada swój zegar astronomiczny na ratuszu. Na pierwszy rzut oka, to miasto kościołów, barokowych fontann i pastelowych kamieniczek. A dzięki kolumnie Trójcy Przenajświętszej, która stoi na płycie rynku Ołomuniec jest nawet na liście UNESCO.

Pogoda dopisała i jak na pierwsze dni marca było naprawdę bardzo ciepło. Spacer zaczynamy od kawy, bo to już tradycja. Miejsce mieliśmy już nakreślone i wyszukane wcześniej w internecie – „Potrefená husa”, to sieć kawiarni o bardzo fajnym wystroju i nie tylko wystroju. Kawa znakomita! Znajdziecie ich lokale m.in. w Pradze, Bratysławie i w Ostawie. Po kawie był czas na zdjęcia i zapuszczanie się w uliczki o śmiesznych nazwach. Nawet mają swoją ulicę Lafayettova ;-) Co prawda, na próżno tam szukać Galerii Lafayette, ale małe francuskie akcenty znalazłam np. sklepik w bocznej uliczce od rynku z dodatkami do wnętrz lub cafe „Champagne Perrier-Jouët”.

Koło godziny 14:00 dopadł nas głód i poszliśmy na tradycyjny oběd – czyli lunch. A jak tradycyjny, to tylko czeskie houskove knedliki :-) A jakże! Restaurację też wybraliśmy pod ten obiad – „Hanácká hospoda” – Dolní náměstí 38. Dobry widok, ludzi full. Czyli powinno być smacznie. Zamawiamy bez przeglądania menu, bo wiemy, co chcemy. Ugotowany na parze knedlik był smaczny i pokrojony w grube kromki, lecz podobno to nie knedlik odpowiada za smak potrawy, lecz sos – czyli omáčka.
Było smacznie i tanio! Za dwie porcje knedlików z sosem i mięsem oraz dwa piwa w tym jedno nealko – (czyli bezalkoholowe) dla kierowcy. Zapłaciliśmy mniej niż za zakupy w sklepie „KOH-I-NOOR” do, którego udaliśmy się po ołówki.

O Ołomuńcu można pisać wiele, ja powiem tylko tyle, że  urok tego miasta smakuje się stopniowo. Trzeba się bez pośpiechu przejść uliczkami starego miasta. Odwiedzić uliczkę Hrnčířská – po naszemu Garncarska, która jest urocza. Małe kamieniczki, zaciszne skwerki porośnięte bluszczem, trochę praskie klimaty. Cisza jak makiem zasiał. Księgarnie i sklepy zielarskie co krok. Ludzi brak. Można się poczuć, jakby się było w mieście dla siebie. Czasem tylko spokój tego miasta obudzi piszczący tramwaj jedno – wagonowy, który również nigdzie się nie śpieszy, a podobno kursują, jak w szwajcarskim zegarku.

Cafe Potrefená husa – Opletalova 1, Olomouc

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

« Starsze wpisy