szlakiem win

Przeglądasz wpisy otagowane jako szlakiem win.

Kredenc Borbisztró

Ponownie odwiedziliśmy Balatonfüred i do rąk właściciela bistro „Kredenc” wręczyliśmy „Dobry wiatr”.

To był bardzo miły wieczór.

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Wielkie wina!

„Nie masz wina nad węgrzyna” – tak brzmi słynne staropolskie przysłowie, które teraz rozumiem do samego dna. Krótko i treściwie ujmuje fakt, że wina Węgierskie mają długą tradycję, siłę i smak doskonały.

Nie jestem w tej materii znawcą, ale potrafię odróżnić dobre wino od przeciętnego. Znam też swoje kubki smakowe i wiem, co mi smakuje. Nie przepadam za ciężkimi, taninowymi i wysoko – alkoholowymi winami. Nie mam po prostu do nich głowy. Najbardziej lubię pinot noir i cabernet sauvignon. I właśnie dlatego zdecydowaliśmy się odwiedzić region Villány-Siklós, gdyż właśnie tu uprawia się głównie czerwone wina: merlot, cabernet, pinot noir, które należą do ścisłej czołówki win węgierskich.

Dobry Bóg obdarzył ten region szczególnie. Dał im góry, które mają chronić od zimnych wiatrów, idealną ziemię i malownicze wzgórza. Dał też niezliczoną ilość godzin słońca, aby dobre wina nabrały bukietu i szczególnego smaku. Klimat tego regionu nosi cechy klimatu śródziemnomorskiego. Jest to najcieplejszy węgierski region winiarski, położony tuż przy granicy z Chorwacją. Zdecydowanie różni się od okolic Balatonu, które zostawiliśmy już za sobą. Ten region zwany jest także „Toskanią Węgier”. To małe siedlisko jest bardzo istotnym punktem na mapie Węgier. Tu po prostu trzeba być!

Winiarze z Villány kochają swój region miłością wielką i szczycą się swoim miejscowym Kékfrankos lub Portugieser. Szczepy, które dają wielkie wina. Mówią z dumą – nasze! Nie bez podstaw. Dziś wina z Villány podbijają świat i zawładnęły też i moim sercem.

A wszystko zaczęło się w Babarcszőlős (czyt. Boborczsolosz) na krańcu tego świata. To właśnie tu mogliśmy poznać świat wina od podszewki. Ledwo odstawiliśmy bagaże i już próbowaliśmy młodego wina. Bezgłośnie niucham swój kieliszek, bo zaczyna pierwszy nos i myślę sobie, jakie to pyszne. Czysty bukiet smakował zdrowo.  Kolejne wino od gospodarza było do obiadu, a obiad był nadzwyczaj smaczny, który przyrządzony został z lokalnych produktów. Nie przez przypadek wino i jedzenie pasują do siebie jak ulał. Nasz serdeczny przyjaciel z Węgier mówi nam, że po obiedzie pójdziemy za tamten las, za tamtą górę. Nie wiem, co lepsze?! Czy ten obiad, czy też spacer po pysznym posiłku.

Jedzenie, wino i otoczenie złożyły się na pełnie doznań, których nigdy nie zapomnę. Spacer po winnicy okazał się moją największą przygodą. Fascynujący świat wina nabrał teraz innego rozmiaru. Morze pagórków, poprzecinanych rzędami równo obsadzonych winorośli, wygląda imponująco. Gdzieś na horyzoncie widać zaorane pola, a w oddali delikatnie rysuję się już inny kraj na granicy. Słodkie i soczyste winogrona najlepiej smakują zerwane prosto z krzewu. Są jak miód. Pękają w moich dłoniach i plamią moje ubrania. Jest w nich tyle słońca. Nie mogę przestać ich jeść. Najbardziej smakuje mi odmiana pinot noir. Nic więc dziwnego, że to wino z tego szczepu smakuje mi najbardziej. Cudownie było tak swobodnie spacerować i rozkoszować się tymi wszystkimi smakami. Białe winogrona z odmiany chardonnay też smakują wyśmienicie, ale pinot wygrywa. W chylącym się ku zachodowi słońcu rwaliśmy również figi z drzew, którymi wypchałam sobie jeszcze kieszenie na drogę ;-) Jestem łapczywa na takie smaki.

I tak spacerując po winnicy snuliśmy sobie rozważania o ich winiarskim potencjale oraz o kraju, który przyjął nas niezwykle serdecznie. Myślę sobie, że z winem życie smakuje lepiej.

Egeszsegere, czyli na zdrowie słyszałam nie raz, a teraz moimi zdjęciami ja Wam to powiem. Na zdrowie moi Drodzy!

Podobne wpisy:

Tagi: , ,