smaki świata

Przeglądasz wpisy otagowane jako smaki świata.

Bliny – tradycyjne danie kuchni rosyjskiej, które można jeść na słodko lub na słono, z cukrem pudrem, z wiśniami lub łososiem. A w wersji na „bogato” z  kawiorem! Spożywane w olbrzymich ilościach w okresie ostatków, w tygodniu poprzedzającym Wielki Post. Bliny mają również charakter symboliczny. Są uznawane za symbol słońca i mocno kojarzą się z nadchodzącą wiosną. Dawniej ludzie wierzyli, że razem z okrągłymi rumianymi plackami, tak podobnymi do słońca, zjadają cząstkę jego ciepła. Zresztą na ostatki trzeba się najeść, aby człowiek był syty i silny. Nawet kukła marzanna, dostaje jednego blina na drogę :-) Później jest uroczyście palona.

I tak, te małe placuszki towarzyszyły ludziom od narodzin aż po śmierć. Jadali je biedacy i bogacze. Wszystko zależało od przybrania. Ja, pierwszą porcję pysznych blin podałam z wspaniałą, domową konfiturą z pigwy, którą dostałam od Ewelajny. Osobliwe połączenie, ale konfitura była bardzo konkretna w smaku.

Podam Wam dwa przepisy na bliny. Ten pierwszy jest bardzo klasyczny i prosty w przygotowaniu. Pochodzi z magazynu „Kuchnia” Nr 2 -2012.

Bliny tradycyjne

  • 10 g świeżych drożdży
  • 400 ml mleka
  • 200 g mąki pszennej
  • 160 g mąki gryczanej
  • 1 jako „0″ lub „1″
  • sól, cukier, pieprz
  • olej do smażenia lub smalec
  • dodatki wg uznania

Drożdże rozpuszczamy w niewielkiej ilości ciepłego mleka ze szczyptą soli i cukru. Gdy ładnie podrosną, miksujemy z resztą składników i odstawiamy na 40 minut. Ciasto nakładamy dużą łyżką na gorący olej, formując małe i cienkie placuszki. Smażymy z dwóch stron na złoto. Bliny podajemy ciepłe. Najsmaczniejsze są prosto z patelni.
Dodatki wg uznania. Od śledzia aż po konfiturę ;-)

Mnie najbardziej smakują okraszone kwaśna śmietaną i zdecydowanie przyrządzone z mąki pszennej i gryczanej. Pół na pół. Nie mogą być za grube lub za duże. Bliny to nie pankejki ;-)

*******

Drugi zaś przepis pochodzi z programu Zimowe ATELIER SMAKU – Jola Słoma i Mirek Trymbulak.

Polecam dla osób na diecie bezglutenowej oraz bezmlecznej. Mleko kokosowe nie jest wyczuwalne, gdyż mąka gryczana ma tu swój mocny smak gryki.

  • 1 szklanka mąki gryczanej
  • 2 dag drożdży
  • 1/2 szklanki rzadkiego mleka kokosowego
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki wody
  • olej do smażenia lub smalec

W ciepłej wodzie z cukrem rozpuszczamy drożdże. Mąkę mieszamy z solą i łączymy z rozpuszczonymi drożdżami i mlekiem kokosowym. Mieszamy i odstawiamy na 20 minut. Smażymy nakładając łyżką na patelnię z rozgrzanym olejem z obu stron, na złoty kolor. Ja smażyłam oczywiście na smalcu.

******

Sesja zdjęciowa powstała w towarzystwie wspaniałych albumów: Izaaka Lewitana oraz Hermitage Museum.

Pozycje godne tego dania, zresztą nie bez kozery się tutaj znalazły.

Dla Drogiej Izy z okazji Jej wspaniałych urodzin. Nie wiem nawet, czy lubisz Izaaka Lewitana, ale jakoś odgórnie mi to przyszło do głowy. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

Izaak Lewitan – „Władymirka”

Podobne wpisy:

Tagi: , , , , ,

Witajcie!!!

Wczoraj zakończyliśmy naszą wyprawę po Węgrzech. Wróciliśmy szczęśliwie do domu naszym małym autkiem, które po sam dach zapakowane było paprykami, pomidorami i winami :-) Ktoś kiedyś powiedział, że bogaci ludzie podróżują tylko z małą walizką, a ci biedniejsi z całym majdanem. Hm…coś w tym pewnie jest :-)

Pogoda była cudowna, ani jedna kropla deszczu nie spadła z nieba. Dni były bardzo słoneczne i ciepłe. Momentalnie wręcz upalne. Poranki bywały rześkie i zwiastujące, że jesień zbliża się małymi krokami. Właściwie aura była niezwykle łaskawa dla nas. Tylko raz ubrałam długie spodnie :-) Jedynie spadające kasztany i lekko złotawe liście dawały oznaki, że to już prawie październik.

Węgry leżące zaledwie 350 km od południowych granic Polski zaskoczyły mnie swoją różnorodnością. Zrobiliśmy po tym małym kraju ponad 1500km. To dużo, gdyż sam kraj z północy na południe ma około 330km, zaś w linii wschód – zachód – 520 km. Oczywiście unikaliśmy autostrad. Wybieraliśmy wiejskie, boczne drogi.

Nasze przystanki były spontaniczne i nieśpieszne. Jeździliśmy po małych miasteczkach, gdzieniegdzie zostawaliśmy dłużej niż planowaliśmy. Czasami przez przypadek ;-) Traciliśmy poczucie czasu. Odwiedzaliśmy winnice i lokalne targi (piac). Dostać tam można wszystko: miody, kiszoną kapustę na słodko, nabiał, całe stosy warzyw, które zawsze udekorowane są odręcznie napisaną karteczką lub tabliczką – węg. Magyarország lub Magyar, czyli po prostu węgierskie. Gotowałam i cieszyłam się z tego całego „bogactwa”. Poznaliśmy też całą prawdę o winie. Odwiedziliśmy winnice, pijąc lepsze i gorsze wina, ale zdecydowanie więcej było tych lepszych. Podczas podróży spotkaliśmy się z niezwykłą życzliwością i gościnnością.

Stereotypowe postrzeganie tego kraju przez pryzmat Balatonu, Budapesztu i Tokaju jest bardzo krzywdzące. Węgry to kraj wspaniałych krajobrazów, niezwykle malowniczych wzgórz i wspaniałych ludzi. Natura szczodrze obdarzyła to miejsce na ziemi. Wielkie rzeki, ciepłe źródła i wspaniały klimat, który ma w sobie lekki powiem śródziemnomorskich wiatrów, które przynoszą ciepłe i pełne słońca lata. Dzięki tym południowym wpływom średnia roczna temperatura jest zawsze nieco wyższa, niż wynikałoby to z położenia względem równika. I jeszcze Alpy i Karpaty chronią ich od tych wszystkich silnych wiatrów. W każdym bądź razie Węgrzy skrupulatnie obliczają liczbę słonecznych dni w roku i szczycą się swoim klimatem.

Jeszcze nie umiem zebrać myśli i słów, ale musiałam już się z Wami przywitać tym wpisem. Pół drogi zastanawiałam się, jak pokazać Wam naszą całą wyprawę. Czy dzień po dniu czy też na początek pokusić się o najmocniejsze wrażenia. Hm… Chyba zacznę od początku, aby nie pogubić po drodze wspomnień i obrazów. Dziś powiem tylko tyle, że było cudownie!

A teraz mały skrót naszej podróży. Taki jakby spis treści. O tym wszystkim chciałabym Wam bardzo opowiedzieć. Jeśli tylko chcecie moi Drodzy.

Odwiedziliśmy: Veszprém, Felsőörs, Alsóörs, Balatonfüred, Tihany, Badacsony, Szigliget, Keszthely, Babarcszőlős, Siklós, Harkány, Villány, Villánykövesd, Palkonya, Kőszeg, Halogy, Sopron.

„Chleb i wino”

„Veszprém, jak sen kamienny”

„Spacer w Babarcszőlős”

” Historia i miasto nieznane”

„Felsőörs po sezonie”

„Villány – Toskania Węgier”

„Słoneczny Kőszeg”

„Ekologiczny jarmark”

„Moje Tihany”

…i właśnie o tym miejscu opowiem Wam już w kolejnym wpisie.





Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Chyba przez to gorące powietrze, które przyszło do nas z Afryki, tak mnie nosi… Wspominam i uciekam do chwil, które Maroko podarowało mi już na zawsze.

Od naszego przyjaciela Marokańczyka dostałam pierwsze takie naczynie. Swój własny tażin. Staram się go robić ściśle wg. przepisu, aby był taki prawdziwy. Wyjątkowo w tym rozdziale nie modyfikuję przepisów. Jednak jak to mówią w Maroku: każdy robi swój własny tażin i każdy będzie inny…Tak jak ten w Warzazat – u bram gorącej Afryki.
Bałam się go używać. Bałam się, że pęknie od ciepła. Chciałam go postawić na półkę i ewentualnie podawać w nim chleb. Nic głupszego! Naczynie wystarczy namoczyć przez noc przed wielkim gotowaniem. Możemy gotować na gazie lub na rozżarzonych węglach, czyli np. na grillu. Ogień nie może być zbyt duży.

Dziś wiem, że sekret tego dania nie kryje się wcale w tym stożkowym gliniaku. To ich mięso, warzywa, woda i słońce są najbardziej cenne. Bo naczynie sobie kupisz, przyprawy też, a zresztą będzie gorzej. O szczęście niepojęte, jak wczesną wiosną uda mi się kupić marokańskie ziemniaczki lub cukinię. Niestety bardzo rzadko można dostać u nas warzywa z Maroka.


Tażin z kurczaka z kiszonymi cytrynami i oliwkami

Składniki:

  • mały kurczak, najlepiej wiejski chów
  • oliwa z oliwek
  • 4 – 5 ząbków czosnku
  • 1/2 kiszonej cytryny (patrz wpis z dnia 8 czerwca )
  • garść dużych oliwek z pestkami
  • kilka wątróbek drobiowych lub inne podroby
  • duża cebula
  • łyżka mielonego imbiru, kuminu, kurkumy
  • szczypta szafranu i pieprzu cayenne
  • 2-3 goździki
  • łyżeczka oliwy arganowej

I dodatki wg. uznania: orzechy, zioła, mięta, daktyle, morele.

 

Przygotowanie:

Cebulę pokroić w kostkę. Do rondla wlać kilka łyżek oliwy i podsmażyć cebulę, czosnek oraz przyprawy. Po chwili włożyć kurczaka w kawałkach i wątróbki drobiowe. Podsmażyć mięso. Następnie dodać szklankę wody i dusić na małym ogniu przez ok. dwie godziny. W razie potrzeby podlewać kurczaka bulionem.
Z kiszonych cytryn wykroić miąższ, skórkę pokroić w paseczki. Na około 30 min. przed końcem gotowania dodać cytryny + oliwki + olej arganowy. Podawać bardzo gorące z chlebem. Dekorować gałązkami pietruszki lub prażonymi migdałami, orzechami.

Jeżeli nie macie naczynia tażin, możecie ugotować to w dowolnym garnku pod przykryciem.

Smacznego!

 

 

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

« Starsze wpisy