slow food

Przeglądasz wpisy otagowane jako slow food.

W kolejce grzecznie czekał wpis o chlebie, który Wam obiecałam, ale myślę, że na ten chlebek warto było czekać. Byłby wcześniej, ale brakowało mi zdjęć. Specjalnie dla Was zrobiłam go po raz kolejny. Chleb jest ważnym elementem naszego pożywienia. U mnie prawie najważniejszy! Bo chleb – to chleb. Musi być zawsze! A ten jest bardzo fajny, gdyż trochę bakalii sprawia, że to taki chlebek śniadaniowy. Świetny do miodu, konfitury, serów. A nawet z samym masłem smakuje wyśmienicie. Pasuje także z kubkiem gorącego kakao lub kawy zbożowej.

Przepis powstał na bazie prostego chleba na zakwasie, który znajdziecie {tu}.

  • 500 g mąki orkiszowej typ 750
  • 2 łyżeczki soli morskiej
  • łyżeczka cukru trzcinowego
  • 300 g wody
  • 6 – 8 g świeżych drożdży
  • 150 g aktywnego zakwasu pszennego
  • pół szklanki rodzynek i trochę suszonych moreli, fig

Mąkę przesiać do miski i dodać sól. Odlać trochę wody, aby rozpuścić drożdże z łyżeczką cukru, odstawić w ciepłe miejsce, aby zaczęły pracować. Do mąki dodać zakwas, drożdże i resztę wody o temperaturze około 35 stopni. Wyrabiać 10 minut w mikserze. Pod koniec dodać rodzynki, bakalie, ale nie więcej niż w przepisie, gdyż bakalie potrafią bardzo obciążyć chleb. Morele lub figi trzeba pokroić na małe kawałeczki.

Wyrobione ciasto ma być elastyczne i mało klejące. Jeśli podczas wyrabiania jest wilgotne i mokre, dodać trochę mąki, jeśli zbyt suche i ciężkie – nieco wody. Ja wyrabiam ciasto równo 10 minut. Jeżeli będzie zbyt długo wyrabiane w robocie, rozgrzeje się, a włókna glutenu mogą się rozpaść. Wtedy nie wyrośnie dobrze. Przykrywamy lnianą ściereczką, odstawiamy w ciepłe miejsce. Idealna temperatura pomieszczenia, do którego odstawiamy ciasto do wyrośnięcia, wynosi 21 – 24 stopnie. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, zagniatamy ponownie, formując klasyczny bochenek i układamy do formy, aby ponownie podrosło. Przed pieczeniem można posmarować chlebek wodą z masłem i odrobiną cukru. Można też użyć mleka lub jajka. Piec w temperaturze 220 stopni przez około 45 minut.

Po prawej: chleb pszenno – żytni z dodatkiem mąki kukurydzianej.

A pod śniegiem mam jeszcze tymianek, który jutro użyję do focacci ziołowej.

I pyszną szałwię, która przysmażę na maśle do ziemniaków.

W koszu chleby różniste. Te ciemne, żytnie znajdziecie w przepisach w numerze 3/2013.

Wspaniała konfitura od Edith pasowała do tego chleba idealnie. Dziękuję za ten rarytasik! Kardamon i morele, to boskie połączenie.

Zastanawiacie się co leży na podłodze? To pierwsze, próbne wydruki „trójeczki”.

Dziś była mała narada, liczenie stron i rozpiska dalszej pracy.

A Lista Przebojów Programu Trzeciego leci sobie… Słuchacie?

Dobrego weekendu! My jesteśmy trochę zasypani śniegiem, ale zapas mąki jest!

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Ostatnie dni są u nas bardzo pracowite. Bardzo! Każdą wolną chwilę spędzamy na naszej działce, z małej chwili robi się kilka dobrych godzin. Do tego stopnia, że narzędzia ogrodnicze zbieramy po ciemku. Na szczęście dni są teraz takie długie, i pogoda łaskawa. Wracamy do domu padnięci i umorusani. Dopiero po kąpieli czujemy wielkie zmęczenie. Nie dziwię się, że ludzie na wsi chodzą spać z kurami. To bardzo łatwo zrozumieć, gdy pracuje się pół dnia na świeżym powietrzu, w polu. Plus taki, że pozbyłam się bólu w kręgosłupie, a gdy wraca najlepiej wysiłek powtórzyć. Przestaje boleć, naprawdę!

Niestety, borykamy się też z ciągłymi przeciwnościami losu. Parę dni temu, podczas wycinki, zwalił się na naszą działkę 20 metrowy buk, który zniszczył dopiero co zrobione ogrodzenie i pierwszą grządkę – najlepiej zagospodarowaną i prawie obfitującą w pierwsze plony :-( Mogę Wam zrobić jeszcze zdjęcie tego olbrzyma, który leży przy płocie. Ale to też uczy nas prawdy, że los ogrodnika – hobbysty wcale nie jest łatwy. Trochę zabrało mi to siły. Miałam już rzucić grabiami i pójść do domu, ale to nie jest wyjście. Nie można obrażać się na swoje młode sadzonki, które nas bardzo potrzebują. Tak naprawdę bez pracy naszych rąk nie są w stanie przeżyć. Bynajmniej w pierwszej fazie wzrostu. Zatem nie poddajemy się! Trzeba walczyć o każdy liść sałaty, każdego pomidora!

****

W ubiegłym tygodniu przeszła do mnie ciężka paczka, prawie 9kg. Co prawda spodziewałam się sadzonek od mojej drogiej Czytelniczki, ale po cichu liczyłam na dwie, trzy sztuki. No może cztery :-) Dostałam kilkanaście sadzonek pomidorów w świetnej kondycji oraz niezliczoną ilość nasion. Dostałam również wspaniałe ziarna fasoli ze starych, nieprzemysłowych upraw. Do tego były jeszcze wymarzone domowe przetwory, m.in. lemon curd - 100% eko na domowym maśle. O tych słoiczkowych zaprawach będzie wpis szczególny. Tym bardziej, gdy przyjdzie dzień na otwarcie cytrynowego kremu :-) Uwielbiam wszystko co cytrynowe!

Nie umiem nawet podziękować mojej Dobrodziejce – Ani. Szukam w sobie odpowiednich, godnych słów, ale powiem tyle, że takie chwile dają mi siłę ogromną. Mamy takie czasy, gdy o prawdziwe i uczciwe jedzenie trzeba zawalczyć, ale z drugiej strony jestem szczęśliwa, że potrafimy się dzielić zieloną nadzieją, prawdziwym smakiem, domowymi przetworami i cennymi nasionami. To powrót do natury, korzeni. To mnie napawa radością, gdyż tworzymy razem grupę, która przetrwa wszystko i będzie się wspierać. W ciężkich czasach liczy się chęć do działania, determinacja i wspólna wiara w lepsze jutro.

Jak to mówi Ania: – Zieloni górą!

Dziękuję Ci z całego serca. Nigdy nie zapomnę tej zielonej przesyłki, a wszystkie Twoje cenne uwagi są moją nauką, która jest niezwykle potrzebna, aby z roku na rok stawać się „mistrzem  wysokiego urodzaju”.

Po lewej: sadzonki wyjęte z paczki. Niesamowite, prawda?

Melisówka zawsze z nami na polu ;-) Najlepsza na skołatane nerwy. W tle podwyższone grządki.

Po prawej: zielona paczka pełna pomidorów :-)

Po prawej: zdjęcie zrobione, gdy zakładaliśmy grządki, które zostały wypełnione m.in. suchym sianem.

Pod siano poszła spora warstwa drobnych, suchych gałęzi.

****

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Przez całą długą zimę zbieraliśmy organiczne nasiona, a z początkiem wiosny zamarzyliśmy o większym kawałku ziemi pod uprawę warzyw i zaczęliśmy rozglądać się po naszej okolicy. Cel był jasny i mocno nakreślony. Potrzebujemy kawałek pola, który będzie dobrze nasłoneczniony i nie będzie daleko od naszego domu. Chcemy być coraz bardziej samowystarczalni, ale do tego potrzebna jest nowe miejsce, trochę dodatkowej ziemi.

Wraz z pierwszym dniem wiosny rozpoczęliśmy poszukiwania, które zabrały nam trochę czasu. Problem okazał się dość spory, gdy przyszło do rozmowy z właścicielami gruntów, którzy zupełnie nie wykazywali chęci wynajmu. Ot, paradoks polskiej wsi! Pola stoją odłogiem i porastają lebiodą, sady dziczeją, a kur już nie chowa nawet najbiedniejszy chłop. Całe hektary zachwaszczone lub zarośnięte tzw. samosiewkami. Widok smutny, a rozmowy z właścicielami jeszcze bardziej. Traciliśmy nadzieję…

Ja rozumiem, że ma się wielki sentyment do ziemi, tzw. ojcowizna i nie chcą jej sprzedać. Ale my chcieliśmy tylko wynająć i uprawiać, aby ziemia żyła i dawała plony. A może nasze stawki, które oferowaliśmy były po prostu zbyt małe. Spotkaliśmy się też z odmową, gdy przyszło do podziału gruntu. Najchętniej miejscowi chcieli wynająć całe pole, kilka hektarów. Wykrawanie kawałka ziemi nie wchodziło w rachubę. Na nic się zdały nasze rozmowy, że nie przerobimy tyle ziemi, nie mamy takich mocy ani potrzeb. Potrzebujemy ar, może dwa, aby zrobić grządki na podstawowe warzywa, które wcale nie muszą nam się udać. Oprócz tego nie jesteśmy rolnikami, więc nie możemy w pełni się temu oddać. Nie mówiąc już o tym, że wokół domu też mamy sporo roboty. Eh, pomyślałam. Trzeba zapomnieć o tym, i dać sobie jakoś radę na naszych przydomowych mini grządkach.

Wieści po wsi rozeszły się szybko i podobno się o nas mówiło, że z motyką na słońce się porwaliśmy. Staliśmy się swojego rodzaju „dziwakami”, którym chce się coś uprawiać w dobie globalnej dystrybucji taniej żywności, która zalewa nasz kraj. W pobliskiej miejscowości powstał następny market, a nawet dwa! Wszystko w sklepie, wszystko w dobrej cenie. Cały rok!

Pewnego dnia spotykamy sąsiada, który mówi do nas, że słyszał o naszych planach. Bez chwili namysłu pokazuje nam swoją ziemię. Piękny kawałek pola po drugiej stronie rzeki. Nasłoneczniony taras na lekkim wzniesieniu z cudownym widokiem na naszą dolinę. W pobliżu szemrzący strumyk.

Sąsiad, mówi z uśmiechem.

- Jak chcecie to bierzcie!  A, co z tym zrobicie to wasza sprawa. Nie chcę ani złotówki!

W zamian proponujemy nasz chleb, aby dzielić się i pomagać.

****

Radość z ziemi i widok na sąsiednie pola.

Po lewej widok z działki na porośnięte zbocze góry.

Pierwsze prace. Mierzymy i wytyczamy teren, który wkrótce będziemy grodzić.

Zdjęcia jeszcze bardzo chłodne, takie jesienne. Ciągle zimno i bez wiosennych oznak. Czekamy na rozpogodzenia i prawdziwą wiosnę. Dużo prac wstrzymanych, gdyż ciągle przygruntowe przymrozki. Dziś zimno okrutnie…

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

« Starsze wpisy