piknik

Przeglądasz wpisy otagowane jako piknik.

Jedzenie na świeżym powietrzu, nie było popularne aż do czasu rewolucji francuskiej. Od tamtej pory zapanowała moda na pikniki, które jadano w parkach, nad wodą oraz w innych ustronnych miejscach. Wynoszenie posiłków na dwór i spożywanie ich w gronie rodziny i przyjaciół szybko weszło w życie. Miękkie trawniki kusiły, aby szybko rozłożyć koc i wyjąc z kosza niezwykłe smakołyki. Już na płótnach impresjonistów możemy zobaczyć współczesnych ludzi podczas posiłków i ich nieśpieszne życie.

A ja dziś zabieram Was na piknik nad rzeką Rodan. Miejsce znaleźliśmy sobie wygodne, które zapewniało nam i słońce, i cień. Pogoda tego dnia była fantastyczna! A nasz kosz piknikowy był po brzegi wypełniony sezonowymi smakołykami. Tym razem zabraliśmy wszystko, co dobrze smakuje na zimno, co nie zepsuje się podczas upału. Razowa bagietka, z dodatkami była bardzo pożywna i konieczna, aby po pikniku udać się na dalsze zwiedzanie miasta. Wszystko smakowało wyśmienicie! Nie zabrakło również czerwonego wina (po małej buteleczce na głowę) oraz małego deseru. Tym razem były mini bułeczki Brioche à la Praline Rose. Niesamowicie delikatne w smaku, na dwa kęsy, może trzy :-) Wszystko mieliśmy dobrze zorganizowane, więc chwile nad wodą były już tylko błogim odpoczynkiem i delektowaniem się francuskimi smakołykami.

Myślę sobie, że w nadchodzący weekend musimy wybrać się na piknik, jeżeli tylko pogoda pozwoli. Są już nawet pierwsze pomysły i plany. Nam prawdziwe lato nie może obejść się bez pikników. O nie!

Po jedzeniu przenieśliśmy się na wygodne leżaki nad rzeką, które w międzyczasie się zwolniły.

Sałatka z jajkiem, rodzynkami i serem Morbier.

Razowa bagietka – artisanal z serem.

I jeszcze z lyońską długo dojrzewającą kiełbasą.

Woda i wino, i Zorki 4 w tle.

Na chwilę przed oblizaniem się ;-) Pamiętam ten moment.

I jeszcze kanapki z płynnym serem Brie.

Schody nad rzeką.

Po drugiej stronie piękne, jasne kamienice i szerokie bulwary z platanami.

Przepyszne czarne oliwki AB (Agriculture Biologique) w prowansalskich ziołach.

Francja = Espadryle, które sobie kupiliśmy, ale o tym będzie wpis osobny, gdyż to fajna historia :-) Po prawej mały deser. Drożdżowa bułeczka – Brioche à la Praline Rose.

Mosty na rzecze przypominają mi Budapeszt. Po prawej bistro Le Café du Gros Caillou. O tym miejscu też będzie :-)

Podobne wpisy:

Tagi: ,

…Od kilu dni pada deszcz, a gdy przestaje mocniej padać to zaczyna się mżawka. W ogrodzie wszystko moknie i kurczy się od braku słońca. Podczas takich dni uciekam do słonecznych wspomnień, aby jakoś przetrwać.

Podczas naszego pobytu w Lyonie też często padał deszcz, ale bywały dni pełne słońca i ciepłego wiatru. Wtedy pakowaliśmy kosz, który pożyczaliśmy od naszej Anny i ruszaliśmy na piknik. Tym razem nasze menu było naprawdę bogate. Od zupy aż po deser ;-) Kosz piknikowy był ciężki i pełen francuskich smakołyków.

I tak potrafiliśmy spędzić pół dnia. W cieniu starego drzewa, z winem, pysznymi serami, dzień mijał błogo i spokojnie. Zielony skwerek przy Place Bellevue był cichy i uroczy, a proste i świeże jedzenie, które zostało przyrządzone z lokalnych składników było niczym wielka uczta. Nikt na nas nie zwracał uwagi. Nikt nawet nie spojrzał na nasze gorące słoiczki z domową zupą. We Francji to jest normalne. Pod chmurką można smakować małe i duże przekąski, które dopełnione będą winem i serem (bien sûr). To lubię!

Place Bellevue i nasz kosz piknikowy, z ekologicznym chlebem, który kupiliśmy po drodze w mojej ulubionej piekarni.

Deser Bonne Maman – Tarte Citron.

U zbiegu ulic – nasze miejsce.

Marynarka pod piknik?

Jedząc pyszną sałatkę myślałam sobie o tym, że jutro pójdę na targ i kupię białe rzodkiewki, kilka sałat, karczochy i szparagi.

Wiosenna sałatka w słoiku po dżemie.

Jedliśmy nieśpiesznie w cieniu drzewa. W torbie, którą dostałam od Anny książki, które czytaliśmy po jedzeniu.

Oczywiście Fleur de Sel oraz kawałek sera Conte. Uwielbiam!

Krem ze szparagów był przepyszny. Dalej myślę o warzywach. Mangold czeka na jutro!

Po pikniku poszliśmy na espresso. A jakże!

Podobne wpisy:

Tagi: ,

To był ostatni dzień w Budapeszcie. Postanowiliśmy jednomyślnie, że kolację zjemy pod chmurką, ale nie w restauracyjnym ogródku, tylko na jakimś miejskim placyku. Niestety w ostatni wieczór pogoda trochę zmieniła się i zaczął wiać zimniejszy wiatr. Nie było zimno, ale patrząc na wcześniejsze dni, które były wręcz upalne, było znacznie chłodniej. Nie zniechęciło to nas w żaden sposób, gdyż w gorszych warunkach spożywaliśmy posiłki na zewnątrz. Tylko musiał odpaść pomysł rozłożenia kolacji na trawie, gdyż ziemia była jeszcze zimna i mokra. Zresztą zbyt późno wyszliśmy z domu i mieliśmy raptem godzinkę do zachodu słońca. Zdecydowaliśmy się na retro ławeczki nad Dunajem. Takie fajne, wygodne z widokiem na nabrzeże Budy i Wzgórze Zamkowe z Pałacem Królewskim.
Dodam jeszcze, że ławeczki były ustawione równolegle do deptaku – promenady nad wodą. Tuż obok hotel Marriott ;-) Czyli usiedliśmy w samym centrum promenady naddunajskiej, w pobliżu przystani rzecznej. Tu nam się podobało i kolacja na ławce smakowała wyśmienicie. Mieliśmy domowe kanapki, które zawinęliśmy w ręcznik papierowy, gdyż nie było pod ręką nic innego ;-) Hitem kolacji okazała się sałatka w słoiku. Przydział był równy, po słoiku na głowę. Budapeszt pożegnaliśmy cydrem, prawie niealkoholowym, który elegancko został rozlany do papierowych kubeczków ;-)

W pewnym momencie słyszymy znajomy język. Przechodzą Polacy, którzy patrzą na nas z niedowierzaniem. Jedna osoba z tej grupy mówi dość głośno.

- Zobaczcie! Niby dobrze ubrani, ale muszą jeść na ulicy.

Mało nie zakrztusiłam się chlebem ze śmiechu :-) To, był jeden z lepszych pikników na mieście.

*****

A już w następnym wpisie życzenia świąteczne i zajączki zwane prezentami :-) Zaczekajcie jeszcze z życzeniami do następnego wpisu, dobrze?

Zdjęcia zostały zrobione aparatem analogowym Exakta VX1000 na przeterminowanej kliszy ;-)

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

« Starsze wpisy