Montmartre

Przeglądasz wpisy otagowane jako Montmartre.

…Czyli kolorowy zawrót głowy na ulicach Paryża. Dla wszystkich, którzy czekają na wiosnę, lepsze światło, więcej kolorów i siłę barw.

I dla wszystkich, którzy wkrótce odwiedzą, to piękne miasto, bo wiem, że są takie osoby wśród moich Drogich Czytelniczek :-)

I dla tych, którzy odwiedzą inne miasta. Kolory są wszędzie. Wystarczy ich trochę poszukać.

Zapraszam na United Colors of Mimi – ulicami Paryża.  I na pieczone kasztany, które wcale nie są najlepsze na Pl. Pigalle, tylko na Pl. Abbesses w 18 dzielnicy Paryża. To nie Photoshop, to Paryż :-)

Dobrej zabawy!

„Paris is always a good idea.”
Audrey Hepburn

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

Mon Paris

24 – 27.11.2010

Był najdłuższym weekend w moim życiu. Tam byłam: 71 godzin. 4,260 minut i  255,600 sekund.

„Szczęście jest jak Tour de France – długo czekasz, a potem chwila i go nie ma. Kiedy się zjawia, trzeba je łapać”. To myśl Amélie Poulain, której jestem wierna.

1500 km od domu. Podróż samolotem 1/40h. Dojazd metrem z Lotniska CDG do stacji Pigalle – Boulevard de Clichy, około 55 minut. Dwie przesiadki. Dojście od stacji metra do apartamentu 10 minut. Mieliśmy dobrą mapkę. Pokonanie drzwi, domofonów, windy -  5 minut. Przywitanie się z właścicielką mieszkania i odebranie kluczy – 15 min. Madame Arlette okazała się bardzo miła. Rozpakowanie mini torby w, której prawie nic nie ma – kolejne 5 minut. Szybkie zapoznanie się z nowymi kątami, które wpisały się w 27 metrów kwadratowych. Mieszkanko znajduje się w cudownej, wysokiej kamienicy. Mieszkamy na samej górze. Wysokie 6 piętro, poddasze. Jest winda. Mała jak klatka. Cholernie klimatyczna. Na dwie osoby, no może trzy. Na schodach dywan. Kandelabry na półpiętrach. Uroczo! Otwieram okno, widok na Paryż rozczula mnie bez reszty. Słychać miasto. Delikatne światło otula wszystkie dachy i kominy. Oddycham głęboko i czuje, że żyję!

Później te wszystkie godziny i minuty stanowiły całość. Tysiące oblicz Paryża. To było jak sen, ale nawet snu wiele nie było. Wróciłam pod Bazylikę Sacré-Coeur i na Montmartre, który darzę wielką miłością. Szukałam wspomnień, które układałam w pamięci. Dochodzę do wniosku, że tu wszystko wygląda tak samo. Nic wiele się nie zmieniło. Miasto żyję tą samą melodią. I właśnie tu tkwi prawdziwe piękno i magia tej metropolii. Mon Paris. Mon Amour.

Paryż 1992. Miałam wtedy 17 lat. Byłam dzieckiem. Świat był prosty i jasny. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie scenariusze mi życie napisze…

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

Sobota 27 listopada. Temperatura powietrza +2 st. Wczesny ranek. Gdy wstajemy jest jeszcze ciemno, ale zanim wyjdziemy zrobi się jasno. Przyjemnie było od wczesnej pory oglądać jeszcze nie zatłoczone ulice. Patrzyć, jak budzi się do życia dwumilionowe miasto. Budzi się Paryż.

Chwilę jesteśmy na 18 dzielnicy Paryża. Rue Lepic jest bowiem prawdziwym handlowym sercem Montmartru. Tu kupisz wszystko. Później wsiadamy do metra i przenosimy się na Quartier Latin (dzielnica łacińska).

Paryż podzielony jest na 20 dzielnic. Biegną one spiralnie od środka, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Każda dzielnica rządzi się swoimi prawami. Ma inne przyzwyczajenia, sklepy, parki a nawet kolor skóry. Są różnice także w ubiorze, w wystroju miasta, w sposobie spędzania czasu…

Paryż zabiegany jest… Życie ułatwia metro i sklepikarze, którzy proponują zakupy bez wchodzenia do sklepu. W biegu kupisz bagietkę, karczocha, owoce morza, croissanty, ser i wino. Na rowerze, skuterze, pieszo… Pani w pomarańczowym szaliku zrobiła zakupy na Rue Burq i wsiadła na rower. Pan w szarym płaszczu kupił bułeczki na Rue de Seine, tuż obok Bar du Marche. Obserwujemy miasto, mieszkańców. Czas mija… Robimy zdjęcia. Dużo zdjęć. 

Idziemy dalej. Mijamy targ, rzeźnika i magazyn owoców, stragany z kwiatami. Kolejna boulangeria, patisseria, café. Mijamy ludzi. Pełno tu ładnych ludzi i rodziców cieszących się swoimi późno urodzonymi dziećmi, które mogą wszystko. Naprawdę nie widziałam ani jednej młodej mamy.

Jesteśmy głodni. Mijamy naleśniki na wynos, robione w oknie. Z cukrem, z serem, z bananem i przede wszystkim z czekoladą. Zjadamy i idziemy dalej… Były cholernie słodkie.

Zastanawiam się na czym polega fenomen Paryża. Co tak naprawdę stanowi o magii tego miasta. Od stuleci zapewne uchodzi za stolicę świata mody, kuchni i sztuki życia. Może Moulin Rouge na Placu Pigalle? Może donośne dzwony katedry Notre Dame? Może Louvre lub Musée d’Orsay? A może urok wielkiego romansu? Tak, miasto kochanków. Miasto miłości. Mówi się, że Paryż jest też miastem świateł. To prawda. W żadnym innym mieście nie widziałam w nocy takiej łuny nad miastem. Patrzyłam na to codziennie z okna kamienicy przy Boulevard de Clichy. Nigdy tego nie zapomnę…

Co jeszcze składa się na ten klimat. Szerokie ulice, bulwary, bukiniści, impresjoniści, kolorowi kloszardzi? Może Montmartre i Sacre-Coeur? I ta cała atmosfera, magia, tajemnica, cyganeria artystyczna. Klimat jest wszędzie. Na każdym kroku. W barach, romantycznych uliczkach, drewnianych okiennicach, paryskim metrze, centralnych placach i francuskich piosenkach Jacquesa Brela i  Edith Piaf. „La Vie En Rose” wygrywa mini katarynka, taki souvernir za parę euro. Kupuję dwie, bo nie mogę się zdecydować. Wybieram „Padam Padam” – Edith Piaf i „La Valse d’Amelie”. Kupujemy je u francuskiego araba przy Boulevard de Rochechouart. Dostajemy dobrą cenę.

Nie znalazłam odpowiedzi na powyższe pytania. Paryż jest tajemnicą. Paryż jest legendą. Zgubione ponad 17 lat temu franki, gdzieś przy Place de la Concorde – wróciły do mnie…

Paryż jest jak prawdziwy szampan. Musujący i uderzający do głowy.

 

 

W obłędnym chaosie paryskiego ruchu ulicznego spotyka się dwa rodzaje przechodniów: spieszących się i nieżywych.
Autor: Jean Renoir

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

« Starsze wpisy