mój ogród

Przeglądasz wpisy otagowane jako mój ogród.

Jestem całkowicie uzależniona od sporej ilości sałaty. Na szczęście codziennie ścinamy naprawdę dużo, a one ciągle odrastają :-) To jest niesamowite!

Uprawianie warzyw sprawia nam ogromną przyjemność. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale od dłuższego czasu nie kupiłam ani jednego liścia sałaty. Buraczki i cukinie pięknie rosną. Fasola pnie się do słońca na tyczkach. Lubczyk i estragon chyba mnie przerośnie :-) Muszę Wam zrobić zdjęcia.

Czasem po prostu coś się nie uda, ale trzeba to zrozumieć i poczuć jedność z Matką Naturą. Sukcesy i porażki są nam potrzebne. Ostatnio opanowaliśmy mszyce, które zjadały rabarbar i pomidory. Najbardziej pomocne okazały się biedronki. Przenosiliśmy je w słoiku na nasze pole i delikatnie przekładaliśmy na biedne pomidory. Biedronki zjadły wszystkie mszyce, one potrafią zjeść kilkadziesiąt mszyc dziennie. Hm, chyba miały ucztę ;-) Biedronki są bardzo pomocne w ogrodzie i potocznie nazywane bożą krówką. Kawał dobrej roboty zrobiły! Rabarbar i pomidory mają się znacznie lepiej! Dodam jeszcze, że pomidory nabierają rumieńców :-)

To jest niezwykle fascynujące, gdy możemy obserwować, jak rośliny nabierają kształtów. Jeszcze niedawno ledwo kiełkowały i delikatnie wznosiły się ponad linię ziemi. Rukolę, różne odmiany sałat oraz rzodkiewki sadzimy już kolejny raz, aby cały czas zapewnić sobie zbiory. Planujemy siać sałaty aż do końca sierpnia. Są odmiany jesienne, które dobrze powinny się sprawdzić w chłodniejsze dni. Całą długą zimę człowiek czekał na te miski pełne sałat, które najlepiej smakują na polu. Tu droga od grządki do talerza jest bardzo krótka. Nie ma więcej niż 5 kroków :-))) Do sałaty dodaję czosnek niedźwiedzi (suszony), trochę ziół, koperek i dobrą oliwę. Nic wyszukanego, ale takie jedzenie smakuje nam najbardziej.

Kolacje na polu stały się codziennością. Trzeba podlewać, ścinać codziennie sałaty, dorabiać pokrzywówki, nosić wodę, przekopywać (spulchniać) grządki, więc lepiej już tam zostać, pobyć i zjeść.

Gar pełen pokrzywówki – naturalnego nawozu oraz kolejny zbiór rzodkiewek. Wcale nie trudno latem o dobrą rzodkiewkę. Wystarczy skrócić jej dzień poprzez przykrywanie, aby nie miała tyle światła. Jest teraz jeszcze lepsza!

A na słodko była kanapka z miodem i malinami. Po prawej nasturcja na grządce. Bardzo czekam na kwiaty, które są jadalne i pyszne do sałatek.

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Otrząsnąwszy się z dość napiętego i intensywnego tygodnia wróciłam do zajęć, które w weekend lubię najbardziej: gotowanie na tarasie i leżakowanie. Parę dni byłam w Krakowie i tempo tych dni było meczące, a ilość spraw do załatwienie przyprawiała o natychmiastowy ból głowy.

Czekałam do weekendu na moje pierwsze zbiory sałaty. Cieszy mnie każdy liść, ponieważ wyhodowałam sama wartościowe i zdrowe jedzenie. Kiedy było zimno przykrywałam folią i podlewałam bio nawozami. Reszta warzyw rośnie i pnie się do słońca. Bardzo liczę na pomidory i letnie, młode pory. Nawet się trochę rymuje :-)

W takie leniwe dni po ciężkim tygodniu muszę dać sobie trochę luzu i pozwolić odpocząć ciału i duszy. Nie interesuje mnie nic w telewizji ani mały bałagan w kuchni. Chcę do słońca i do ogrodu. Nawet nie mam siły na jakiś konkretny wpis, ale musiałam się z Wami tu spotkać i pomyślałam sobie, że moja sałata jest warta wpisu :-)

Przygotowałam lekkie posiłki z powodu upału i zajadaliśmy się ekologicznymi truskawkami z prawdziwą śmietaną. A popołudnie było dobre na leżak, ponowną porcję truskawek, drożdżówki, które robią się same i lekturę łatwą i przyjemną. Najlepiej o podróżach i dobrym jedzeniu. Takie lubię najbardziej. Na stole kwiaty sezonowe i wszystko, co natura dała. Na krzakach już piwonie w pąkach i jeszcze rabarbar jest do zjedzenia.

Dbanie o estetykę w życiu codziennym i na stole wpływa na moje szczęście i ma zbawienny wpływ na lepsze samopoczucie. Zatem przy chwili wolnego czasu kolekcjonuję małe radości. Bo dusza i umysł potrzebuje przyjemności.

Sezon zielony uważam za otwarty!

Przepis na drożdżówki z rabarbarem i truskawkami wkrótce!

Dobrej niedzieli dla Was moi Mili.

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Zioła są kanwą wielu legend i anegdot, które możemy odnaleźć nawet w literaturze pięknej i poezji. Pionierami ziołolecznictwa byli prości ludzie, którzy zawsze byli w bliskim kontakcie z naturą.

Zioła stanowią bardzo ważny składnik w mojej kuchni. Gdy mam pęczek świeżo zebranych ziół, to mam już prawie obiad :-) Zioła  bardziej cieszą mnie niż kwiaty. Kupne przyprawy z paczki, to nie to samo, co własnoręcznie zerwane tuż nad samym ranem. Idealnie pasują mi do mojej letniej kuchni, która oparta jest na lekkich i zdrowych przepisach. Łączą w sobie wiele pozytywnych cech, które ceni każdy ogrodnik. Są zdrowe, ekstremalnie ubogie w kalorie i mają atrakcyjny wygląd oraz wspaniały zapach. Żadna dobra potrawa nie istnieje bez aromatycznych ziół.

Moja aromatyczna rabata powoli się rozrasta. Nie wszystkie zioła rosną tak szybko, jak mięta lub melisa, która lubi także „wędrować” po całej grządce :-) Mój ziołowy ogródek mam pod samym tarasem. Jest blisko kuchni – „w zasięgu ręki”. Ten mały zaciszny kącik daje mi ukojenie zarówno dla duszy, jak i dla ciała. I oczy me cieszy.

Zioła lubią miejsca zaciszne i ciepłe, ponieważ wiele z nich pochodzi z klimatu ciepłego. Muszę jeszcze zdobyć trybulę, cząber, koper włoski, czosnek niedźwiedzi i ogórecznik lekarski. Jedyne zioło, za którym nie przepadam, to szeroko stosowana w różnych kuchniach świata – kolendra. Ale i tak ją posadzę. Pasuje mi do indyjskiego curry i marokańskiego tagine.

Od dziecka lubiłam wyklejać zielniki. Prasować liście pod stosem ciężkich książek.  Dbać o czystość kartki i delikatnie wklejać wysuszone zioła i kwiaty. Wczoraj, aby uspokoić trochę myśli zrobiłam zielnik z tego co już mam w ogrodzie. Tym razem zioła były świeże i nie będę ich suszyć, ponieważ są mi potrzebne do jutrzejszego obiadu. Ale o tym opowiem Wam w następnym wpisie :-)

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

« Starsze wpisy