kuchnia

Przeglądasz wpisy otagowane jako kuchnia.

Do Julii Child jeszcze mi daleko, gdyż jej batterie de cuisine liczyła siedemdziesiąt cztery przybory, od tarek do sera po miedziane rondle. Jak na tamte czasy, to naprawdę sporo. Ale mając na uwadze, że poniższe akcesoria kuchenne zabrałam z sobą na urlop (!), to chyba jest ze mną coraz „gorzej” ;-). Na szczęście Zorki nie miał nic przeciwko, że pakuję do naszego małego auta pół kuchni. Wręcz przeciwnie! Dokładał jeszcze korkociągi, serwetki i inne gadżety. Jak dobrze, że wspólnie lubimy gotować.

Pokrótce opowiem Wam, po co mi to wszystko było. Od lewej strony zaczynam. Dodam tylko, że raptem jedna rzecz nie była konieczna, niezbędna. Trzepaczka do ubijania białek. A zabrakło mi małego sitka.

Miedziany czajnik do uzdatniania wody. Nie kupujemy do picia wody mineralnej, tylko gotujemy „kranówkę” i przelewamy do miedzianego naczynia. Nauczyłam się tego w Maroko, dokładnie na pustyni. Węgierska, emaliowana forma, idealna na zapiekanki, tartę, mały chleb. Emaliowany garnek, przynajmniej jeden. Mała tortownica (wyjątkowo zabrana z racji urodzin Zorkiego). Obieraczka do warzyw. Trzepaczka. Garnek żeliwny – najcięższy eksponat kolekcji, głównie do pieczenia chleba (przepis już znacie). Miarka oraz termometr do wody (mało waży, a bardzo ułatwia pracę). Dwa młynki: sól i pieprz. Mała deseczka. Emaliowany kubek. Sztućce dla dwóch osób, wszędzie są, ale lubimy mieć swoje. Emaliowana forma, która może być lunchboxem, a i do pieca też można włożyć, aby upiec małe ciasto. Trzy noże. Waga kuchenna. Stalowe formy na tartaletki. Dwa scyzoryki (dla każdego po jednym). Stalowa patelnia (zawsze z nami!). Szczypce do makaronu.

Da drugim zdjęciu załapała się jeszcze szklanka (ulubiona miara) oraz porcelanowy imbryk na parzenie zielonej herbaty. Mieliśmy z sobą również: kosz piknikowy, który był również po brzegi zapakowany m.in. metalowe talerze, dwa kubki, butelkę na wodę, serwetki. I to chyba tyle…

PS. Swoją drogą uwielbiam Julie Child (dla mnie kulinarna bogini) i jej męża, Paula. Para idealna, niedościgniony wzór.

I na koniec jeszcze zdjęcie cudownego sklepu, gdzie słowa Julii wciąż są żywe.

Foto: http://potandpantry.com/

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

Piegusek

…Nie wiedziałam, że Poppy to imię żeńskie. Pierwszy raz usłyszałam je w programie Jamiego Olivera. To imię jego córeczki. Słodko brzmi i bardzo pasuje do małej dziewczynki.

Polne maki są cudowne. Nie raz je malowałam. Najlepsze prace sprzedałam, ale wiem gdzie są, więc to mi daje poczucie bezpieczeństwa. Lubię też mak i wszelakie ciasta z makiem. Lubię też Macbooki, które zabawnie nazywam Maczek lub Mak ;-)

Podczas lata jestem taki trochę piegus. To piegi od słońca. Szkoda, że znikną gdy zniknie letnie słońce. Lato nam ucieka…
Zrobiłam na weekend „Piegusa”. Cały przepis znajdziecie w magazynie „Kuchnia” nr 3-2010 lub na stronie: http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/1,87978,7730303,Piegusek_dla_Pippi.html

Miłego weekendu Moi Drodzy!

PS

dodano 1.08.2010

Uwaga! Nie polecam ” Pieguska” – ciasto porażka. Zakalec. Coś jest nie tak z tym przepisem.

„Maki na polu”- akwarela 1997

Te zdjęcia dostałam od mojej Drogiej Czytelniczki.  Myślę, że na podstawie tych zdjęć powstanie obraz. Piękne są te nasze polskie drogi.
Fot. Katarzyna- Jacob Studio

Podobne wpisy:

Tagi: , ,