Istria

Przeglądasz wpisy otagowane jako Istria.

„Miałem wtedy 13 lat. Pierwszy raz zobaczyłem ją pewnego wiosennego dnia 1941 roku. Pamiętam to dobrze, bo tego popołudnia, gdy Mussolini wypowiedział wojnę Francji i Wielkiej Brytanii dostałem rower”.

(Renato Amoroso)

* * * *

Rozświetlone słońcem, jakby nieco wyblakłe miasteczko. Kobiety w czerni, senne uliczki i bezgraniczna moja miłość do kina. Ten niezwykle symboliczny film pamiętam, tak dobrze. Subtelny scenariusz i bardzo wzruszająca historia. Światło, kolory, obrazy w każdej chwili potrafię przywołać. Do tego jeszcze muzyka Ennio Morricone, którą mam w głowie.
I chociaż, to nie Castelcuto na słonecznym wybrzeżu Sycylii, to nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo Malena żyję w moim sercu od lat i widzę ją bardzo często.
I tu jej szukałam. Niczym nasz filmowy bohater Renato. Zachodziłam w nieznane zaułki. Odnajdywałam zapomniane place. Czekam na sjestę, opustoszały rynek i zamknięte okiennice starych domów. Na pudrowo – różowe światło.

Znalazłam… Uliczki, podwórka i skaliste wybrzeże. Sznury prania, stary zakład fryzjerski, porzucony rower. I ta fontanna z 1949 zaprowadziła mnie dalej… Na starym podwórku rozwieszone baloniki. Jakby witały chłopców, którzy powrócili z wojny.
Tak dzień za dniem odkrywałam kawałki filmu, które postanowiłam Wam pokazać. Bo moja moc wyobraźni i siła pamięci bywa czasem zaskakująca.

Spędziłam tak kilka dni szukając Maleny.

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione na półwyspie Istria. W niewielkiej, północnej części należącej do Słowenii.

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

Takie souveniry…

…jestem ostatnio monotematyczna i nudna. Wiem, wiem. Wybaczcie Moi Drodzy, ale tak długo czekałam na swój urlop, że tylko to chcę nadal wspominać. Jakoś nie ciągnie mnie do fotografowania mojego jesiennego ogrodu. Zresztą mało wychodzę, bo ciągle jestem podziębiona. W domu też nic się nie zmieniło, więc tematów do zdjęć- brak. Jedynie postanowiłam pokazać Wam jesienną odsłonę mojej sypialni, bo już zrobiłam trochę fotek. To wkrótce.

Ten rok dał nam, jak to się mówi w kość. To był sezon pogodowych katastrof. Przeszliśmy dwie powodzie i ciepłego lata mieliśmy tyle co nic… Dlatego wyjątkowo byłam i nadal jestem spragniona słońca.

Przeglądam zdjęcia z wakacji przy każdej wolnej chwili. Układam je tematycznie i kolorystycznie. Zdjęcia to dla mnie najlepszy souvenir. Wolę nawet jedno super dobre zdjęcie, niż kupioną pod wpływem chwili pamiątkę. Cieszę się nimi szalenie i dziś pokaże Wam zestaw moich wspomnień w formie takiego małego pamiętnika. Za tym już tęsknie, i to bardzo!

Miłego tygodnia i dużo słoneczka!

 

 

 

 Plakat wykonał: Pete Herranen

Podobne wpisy:

Tagi: , , , , ,

Addio Pirano!

i zostawiliśmy Piran w oddali…

W głowie multum wspomnień i opalona buzia. Ze łzami w oczach pożegnaliśmy Riverę marzeń i dostaliśmy w prezencie najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek widziałam. Smutek rysujący się na twarzy widać na ostatnim zdjęciu, to nie było zagrane…
Na tym urlopie zdałam sobie sprawę, że raptem 950 km od mojego domu jest mały kraj o wielkim sercu. To serce bije tam dalej przez 365 dni roku. Każdą godzinę, pół godziny i kwadrans wybija dzwon na kampanili, która wzniesiona jest na szczycie miasta. Wejście na 47m wieżę wymaga przełamania lęku wysokości, gdyż schody liczą sobie ponad 400 lat i bardziej przypominają drabinę niż klasyczne schody. Ze szczytu wieży rozciąga się niesamowity widok na miasto, jak i całą Istrię. Ten widok zapamiętam na długo. W oddali było widać nawet Alpy Julijskie i Dolomity. Patrząc w dół widziałam swój ukochany placyk Tartiniego i marinę, w której zacumowanych było kilkaset małych łódek i jachtów. Tam życie toczyło się swoim rytmem, które dyktowało słońce, wiatr, sztorm i pora dnia.
Kampanila zwieńczona jest okazałym Aniołem Stróżem, który wykonany jest z metalu. To on chroni miasto przed silnymi burzami i sztormami. Bardzo się polubiliśmy. Z każdego punktu miasta spoglądałam na niego.

Ostatniego dnia nie gotowałam, szkoda było mi czasu i nie miałam nic na obiad. Nasi rybacy zresztą nic nie złowili. Usłyszeliśmy tylko: „Ne ma riba :(„. Zatem poszliśmy do restauracji – gospody Stara Gostilna (lubiana przez miejscowych) na ostatnie danie rybne i niezmiernie smakujące mi piwo Laško. Kalmary były doskonale przyrządzone.

Bywały dni podczas których nie działo się wiele, bo tak chcieliśmy. Ja to lubię, bo spokój to najcenniejsza rzecz na świecie. Nie wiem, czy któreś państwo w Europie ma na tak niewielkiej powierzchni nagromadzone aż tyle atrakcji. Muszę tam wrócić jeszcze nie raz, bo zostawiłam tam drogi, które jeszcze na mnie czekają i wspaniałych ludzi.

 

Plakat wykonał: Peter Hirth

 

 

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

« Starsze wpisy