domowe ciasto

Przeglądasz wpisy otagowane jako domowe ciasto.

Podam Wam przepis na bardzo pyszne i aromatyczne babeczki, które wspaniale pasują do herbaty lub kawy. Przepis miał się pojawić w weekend, ale zaniemogłam i dalej mnie trzyma, ale nie mówmy o tym.

Babeczki są bardzo szybkie w przygotowaniu i świetne do podawania na wiele sposobów: z bitą śmietaną lub polewą czekoladową. Z konfiturą na drugie śniadanie też są pyszne.

Składniki na około około 8 sztuk

  • 150 g mąki orkiszowej typ 700
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 60 g cukru trzcinowego
  • mała szczypta soli morskiej
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki startej skórki z cytryny + łyżka soku
  • torebka cukru waniliowego
  • 1 jajko „0″ lub „1″
  • 100 ml kefiru lub maślanki
  • 60 g masła

Do jednej miki wsypać przesianą mąkę, proszek do pieczenia, cukier + cukier waniliowy, sól. W drugiej misce połączyć jajko z kefirem lub maślanką, skórką cytrynową + sok oraz roztopione i ostudzone masło. Lekko wymieszać i przelać do miski z suchymi składnikami. Delikatnie i niezbyt dokładnie wymieszać (ciasto powinno pozostać grudkowate, w przeciwnym razie babeczki będą zbyt twarde i zbite).
Przełożyć do wysmarowanych masłem kokilek lub papilotek i posypać kokosem oraz grubym cukrem. Warto dać na wierzch trochę zimnego masła, aby powstała chrupiąca skórka, która robi najlepszą robotę ;-)

Piec przez 15/20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.
Podawać z bitą śmietaną lub dżemem.

Rada: na drugi dzień odgrzewam babeczki w piekarniku. Wystarczy lekko skropić sokiem z cytryny lub wodą przed wstawieniem do nagrzanego piekarnika. Będą tak samo pyszne i świeże jak pierwszego dnia.

PS. Zdjęć kokosanek nie ma zbyt dużo, bo co to jest 8 sztuk. Szybko się zjadło ;-)

U mnie nie ma jeszcze wielkich dekoracji świątecznych i nie będę stroić domu na całego. Trochę światełek, białe świece, jabłka w koszu, świerkowe gałązki…Choinka. To zupełnie wystarczy…

A to już Lyon, ale pasuje mi tu ;-)

I jeszcze małe migawki z naszego ostatniego „nocnego” spotkania oraz słoiki Ball, które przebyły bardzo długą drogę, gdyż przyjechały z Kanady od mojej serdecznej Czytelniczki – Magdy. W jednym słoiczku był organiczny syrop klonowy, a w drugim różowa sól z Pakistanu. Tak pysznego syropu klonowego jeszcze nie jadłam, a sól himalajską bardzo lubię, gdyż cenię jej słodki smak. Dziękuję raz jeszcze za całe przedsięwzięcie. Marzyłam o tych słoikach ;-)

A Wam moi Kochani dziękuję za cudowne spotkanie do prawie nocy ;-)

I jeszcze na koniec kanapeczka pysznego chleba na zakwasie z rodzynkami. Przepis podam Wam wkrótce.

To bardzo dobry przepis, ale jeszcze nad nim pracuję.

Dobrego tygodnia!

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Dzisiejsza niedziela wcale nie jest leniwa, ale to nic… i takie weekendy być muszą. Kończymy bardzo ładny i stylowy projekt dla llooki, która już czeka i pisze o tym :-) Oprócz tego w piątek, po wielkich staraniach przyszła wspaniała paczka pełna (?) O tym, co kryła napisze Wam Zorki, gdyż to On wszystko nadzorował i prowadził do samego końca, a ja muszę jutro wygospodarować trochę czasu, aby ten cały towar sfotografować.

Ale na jedenastą do niedzielnej kawki było crumble – moje nieśmiertelne z przepisu, który znajdziecie {tu}. A do ciasta wpisał mi się fartuszek, który jakby nie patrzeć stworzyły dwie bardzo fajne i zdolne babeczki. Uszyła go Myszka, a ozdobiła monogramem – Ula. Oprócz bardzo misternie wyhaftowanych inicjałów, fartuch zyskał jeszcze inne ozdoby: przeszycia, lamówki i tasiemki, które Ula kupiła u naszej Anny z Lyonu. Całość wygląda bardzo „po mojemu”. Jest z naturalnej surówki i pasuje mi bardzo. Fartuch był nawet ze mną na urlopie, to bardzo ważna część mojej kuchennej garderoby. Część z Was już to wie ;-)

Tymczasem, moi Mili! Jutro od samego rana wysyłam dalej do Was „Dobry wiatr”. Gdzie przyleci, co przyniesie? Czekam na Wasze komentarze. Jak zawsze.

I listy, które zapakowałam w sobotę. Jutro rano polecą do Was.

****

I jeszcze jedno zdjęcie, które mi tutaj pasuje, ale do crumble jajek nie potrzebujecie ;-)

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Moje zimowe gruszki przestały się dobrze trzymać. Pomarszczyły się, zmiękły i chyba mają już dość zimowania. Ja też mam dość, ale nie będę utyskiwać. Zimowa spiżarnia pustoszeje. Jabłek też już parę sztuk zostało. Przebieram owoce i myślę sobie, co z nich zrobić. Gruszka jest taka wszechstronna. Wyrafinowana, ale subtelna. Pasuje mi bardzo do czekolady, i do sera pleśniowego. Lubię ją też w sałatkach z pasternakiem. Moja ulubienica Sophie Dahl pewnie powiedziałaby, że przepisy z gruszką i czekoladą są bardzo dekadenckie. Czysta doskonałość!

Zapraszam ostatnie gruszki na salony i funduje im buduarową sesję zdjęciową. Jeżeli mam być dekadencko, to na całego! Herbata Kusmi – Sankt Petersburg, gruszkówka w kieliszku i goździk na stole. Jeszcze tylko samowara brakuje ;-)

Dziś mam wszystko, co niezbędne do leniwego wyciszenia. I nową książkę Sophie Dahl „From Season to Season” też mam :-) Nie byłam w stanie czekać, aż może ukaże się polskie wydanie.

Mój weekend. A w garnku rozgrzewająca zupa, ale to już temat na następny wpis, gdyż zupa to szczególna.

A teraz już pora na niezwykle proste i niebywale pyszne „Czekoladowe ciasto z gruszkami”.

Przepis pochodzi od llooki.

  • 175 g miękkiego masła
  • 175 g cukru
  • 3 jajka „0″ lub „1″
  • 160 g mąki
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • 3 łyżki dobrego kakao

Masło utrzeć z cukrem na gładką masę, a następnie dodawać po jednym jajku, aż połączą się składniki. Dodać sypkie składniki, wymieszać dokładnie. Piekarnik nagrzać do 180 C. Okrągłą formę (ok. 22 cm) natłuścić i obsypać bułką tartą. Gotowe ciasto wyłożyć równomiernie na formę. Na wierzchu poukładać obrane i pokrojone w paski gruszki. Piec do suchego patyczka, około 45-50 min.

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

« Starsze wpisy