deser w 5 minut

Przeglądasz wpisy otagowane jako deser w 5 minut.

Doszłam do małej perfekcji z lodami, które nie zawierają ani żółtek, ani białek. Są banalnie proste i nie ma potrzeby używania maszyny do lodów. Wcześniejsze moje desery lodowe były bardziej sorbetami. Dobre, ale nie idealne. Te są kapitalne!

Przepis jutro, gdyż dziś muszę szykować pokoje. Zmiana turnusu ;-)

PS Dziś istna Grecja :-) W cieniu było 34 stopnie. Lato na całego! W końcu nasz dom się nagrzał ;-) Trudno Wam pewnie uwierzyć, ale tak to bywa w górach.

****

Domowe lody malinowe

  • 500 g malin
  • 140 g brązowego cukru ( ja dałam nawet mniej)
  • 300 ml śmietany kremówki

Maliny podgrzać z cukrem, dodać 5 łyżek wody. Gotować przez chwilę, aż do momentu, gdy maliny będą miękkie, a cukier się rozpuści. Trochę przestudzić i wlać śmietanę kremówkę. Wymieszać. Ja zrobiłam to delikatnie, aby mieć duże kawałki owoców w lodach.
Następnie ostudzoną masę wlać do szczelnego pojemnika i wstawić lody do zamrażarki. I jeszcze trzeba co pół godziny, przemieszać łyżką, aż do momentu całkowitego zmrożenia. Tym sposobem rozbijamy kryształki zamrożonej wody. Ja robiłam to 5 razy. Tym sposobem lody są kremowe i takie idealne!

Nie potrzebujemy maszyny do lodów ani blendera :-)
Przed podaniem należy lody wyjąć z zamrażarki chwilę wcześniej, aby dały się ładnie nałożyć.

Smacznego!

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Uwielbiam stare książki i dekadenckie przepisy. Takie, które przypominają mi dzieciństwo i beztroskie chwile. Moją ulubioną książką kucharską jest „Kuchnia Polska” z 1969 roku. Zbiór najlepszej wiedzy i porad, które dziś cenię sobie najbardziej. Oprócz tego przepisy, które przez swoją staroświeckość są teraz modne i lubię do nich wracać. Zawsze, gdy czytam tą książkę to popadam w zadumę i ogarnia mnie nostalgia.

Kisiel nigdy nie był moim ulubionym deserem. Nigdy nie wygrał z domowym budyniem, ale też nigdy nie marudziłam, gdy miałam go zjeść na deser. Moja Mama podawała go z herbatnikami i to wspomnienie przetrwa na wieki. Ostatnio kisiel chodził za mną i nie dawał mi spokoju. I jeszcze u Ani na blogu też się pojawił znienacka :-) W domu była ekologiczna porzeczka, więc natychmiast zrobiłam sobie miseczkę, aby przywołać wspomnienie dzieciństwa i prostych podwieczorków. Cudowny, prosty deser. Właściwie nic takiego, tylko znakomite sezonowe składniki. Naturalny i dietetyczny. Nie jadłam kisielu co najmniej ze dwadzieścia lat.

Pora to zmienić! Bo domowy kisiel smakuje, jak mus. Jak coś za czym powinniśmy zatęsknić… Nawet jeśli kiedyś nie przepadaliśmy za tym smakiem… Smak zaklęty jest w ciepłych wspomnieniach. Czasach, kiedy tak mało było, ale liczył się smak i jakość. I pora podwieczorku też się liczyła.

Gotowanie domowego kisielu nie zajmuje dużo więcej czasu niż przygotowanie kisielu z torebki typu instant, który nie powinien się nawet tak nazywać. Tam nie ma przecież owoców! W kisielach kupnych jest E 163, czerwień koszenilowa – barwnik syntetyczny. Zabroniony w Norwegii i Finlandii.

Podobne wpisy:

Tagi: ,