Z racji tego, że jestem wielką miłośniczką wszystkiego, co francuskie do „La Petite France” trafiłam tuż po otwarciu i od wejścia byłam zachwycona. Po pierwsze, przywitał nas sam właściciel i rozpoczęliśmy sympatyczną pogawędkę na temat serów, która była niezwykle imponująca. A, że przyzwyczaiłam się już do faktu, że Francuzi pasjonują się dobrym jedzeniem i winem, więc takie powitanie było jak najbardziej na miejscu. Po chwili rozmowy kupujemy ser Morbier, który rozpoczynamy jako pierwsi klienci. To dla nas został wycięty trójkącik w tym olbrzymim serze. Dla mnie to zaszczyt, bo sery francuskie uwielbiam!
Przyglądamy się, jak z wielkim namaszczeniem właściciel kroi ser. Jasno szara skórka jest gruba, matowa i skórzasta. Rozmawiamy dalej. O świeżym mleku, o krainie serów Franche – Comte i o tym, jak powstaje Morbier z klasyczną linią sadzy, czyli popiołu. Ser już mamy, ale co do sera! Zapach bagietek zwala z nóg i przenosi mnie natychmiast na Rue Lepic do Paryża. Pełna obaw pytam nieśmiało z jakiej mąki pieką bagietki. Natychmiast pada najlepsza z możliwych odpowiedź.
- „Pieczemy z mąki francuskiej, bo polska się nie nadaje, ma złe parametry”.
Pomyślałam sobie jestem w niebie :-) Dla stuprocentowej pewności została odczytana na głos etykieta.
- „Mąka pochodzi ze zbiorów najlepszej jakości zbóż francuskich, uprawianych w szacunku do środowiska zgodnie z zasadami ARVALIS – Instytut badania i rozwoju rynku zbóż. Marka ” Céréales de France - deklaracja jakości środowiska naturalnego”. Gwarancja pszenicy uprawianej według odpowiednich metod kultywacji, łączących w sobie dobrą jakość produktu oraz ochronę środowiska. Proces ten jest kontrolowany przez niezależny organ.
Chciałam bić brawa lub wznieść toast lampką wina. Vive le France! Ale na wino trzeba jeszcze chwilkę zaczekać. Będzie wkrótce w sprzedaży i to też nie byle jakie, bo z małych winnic, które pewnie zostały starannie wybrane przez właścicieli lokalu. Nota bene Francuzów!
…Po paru dniach wracamy ponownie do La Petite France na ulicy Tomasza. Jesteśmy głodni wszystkiego! Chcemy sera, bagietki, francuski wędlin z Lyonu! Cichutko sączy się Yann Tiersen – „L´apres midi”. Cudownie! Zapach koziego sera roznosi się na całe bistro. Jemy bez pośpiechu, bo trzeba się delektować smakiem i żyć chwilą… Do lunchu wypijamy 1,5 litra wody Evian. Na deser zamawiamy croissanta i małe makaroniki na jeden kęs. Część moich serków z lunchu proszę, by je zapakować na wynos. Jeżeli człowiek nie może najadać się do syta, to trzeba się pilnować. Dewiza życiowa Dominique Loreau!
Do domu kupujemy bagietkę, ser i pasztet - bien sûr.
Niewiele rzeczy sprawia mi tak dużą radość, jak odkrywanie miejsc, do których chce się wracać. To małe bistro to dla mnie mały kawałek Francji i coś czego mi bardzo brakowało. Mogę tu zjeść bez obaw i kupić co nieco do domu. Dostaniecie tu m.in. Fleur De Sel de Camargue, konfitury Bonne Maman oraz wspaniałe francuskie mięsne specjały w słoikach. No i oczywiście sery typu: Morbier, Beaufort, Livarot, Comté i inne.
Miejsce jest świetne na pogawędki z przyjaciółką i miło spędzony czas podczas lunchu. Tu można odkrywać małe smaki Francji. Ten skromny lokal bije na głowę wytworne restauracje, które już dawno zapomniały, że liczy się jakość.
Trzymam za kciuki za pomyślny start i będziemy do Was często zaglądać.
Bonne chance! A bientôt!
Mimi








„La Petite France de Cracovie”
ul. św. Tomasza 25
Kraków
Petit déjeuner – 15,00
Bagietka, croissant – 5,00
Deska serów – 20,00
Sery od 40,00 do 100,00 zł za 1kg

Podobne wpisy:
wysłany maj 17, 2012
wysłany maj 17, 2012
wysłany maj 17, 2012
wysłany maj 17, 2012
wysłany maj 17, 2012
wysłany maj 17, 2012