Cafe Camelot

Przeglądasz wpisy otagowane jako Cafe Camelot.

…Lubię takie zdjęcia, które układają mi się same. Tworzą wspólny temat i wątek. Nadal zafascynowana jestem retro kolorami o typowo „orwowskim” zabarwieniu. Pisałam o tym w wpisie „Tęsknoty i powroty”. I lubię, gdy ludzie na ulicy są trochę vintage. Retro rowery i pastelowe sukienki w kwiaty. I Pani z watą cukrową na Rynku. I śmieszne słoneczne okulary. Wiosna ma w sobie taki luz i chyba potrafi nas trochę odmienić, dodać skrzydeł. Można myśleć o niebieskich migdałach i patrzeć w niebo.

Jak zwykle siadam na kawę nieopodal Rynku – Zaułek Niewiernego Tomasza i obserwuje sobie ludzi. Później mały spacer i tak narodziły się poniższe zdjęcia. Cieszę się, że są takie trochę romantique i paris.

Dobrego, słonecznego tygodnia Wam życzę!

Duża buźka :*

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Okruchy dnia

Światła jak na lekarstwo, ciągle mało… Bywają takie dni, że od samego ranka jest szaro i buro. Poszłam na adekwatny do pogody – spacer. Czasem lubię te stare mury, oplecione w bluszcze. Witryny znane i stare okna. Bez koloru, bez fasonu. Na stole filiżanki. Na ścianach malowane szyldy… Są takie miejsca do, których lubię wracać. „Zaułek Niewiernego Tomasza” i inne kąty.

W „Cafe Camelot” są zawsze świeże kwiaty w oknie. A w „Cafe Moment” ciągle dobra kawa. W „Alchemii” się jakoś rozjaśniło, ale to nie moje miejsce. W „Cafe Dym” już nie ma dymu ;-) Ktoś próbował czerwoną kokardą ozdobić Kazimierz. Hm…

Pozaglądałam, odwiedziłam i poszłam dalej…W melancholijnym trochę nastroju. A wszystko to z winy aury oraz wszechobecnej ciemności.

Oby do wiosny, wtedy wszystko będzie wyglądać inaczej, prawda..?

Zaułek Niewiernego Tomasza

„Cafe Camelot”

św. Tomasza 17 – Kraków

19 lutego godz. 20:00
JAGA WROŃSKA
w recitalu
„Uliczka Piaf”
koncert piosenek francuskich
Bilety po 35 zł

Podobne wpisy:

Tagi: ,

 Pogoda zupełnie nie mówi o tym, że jest już połowa listopada. Ale mówi nam o tym kalendarz. Listopad tego roku jest nawet cieplejszy od października. Na trawnikach pojawiły się stokrotki, które kontrastują z śnieguliczką białą. Nie pamiętam, aby w okolicach moich urodzin było tak słonecznie i ciepło. Bardziej pamiętam już śnieg i mróz. Wyczytałam, że rekord padł jednak w 1968 roku, kiedy słupki rtęci w termometrach pokazywały 22 kreski, ale wtedy to mnie jeszcze na świecie nie było.

Niedziela: 14.11
temperatura w samo południe + 20 st. Matka natura dała mi najlepszy prezent! Ciepłe powietrze znad Afryki, może z mojego Maroka ;-)  Ludzie też jacyś ładniejsi. Bardziej wyprostowani, mniej szarości wokół. Rozpięte kurtki, luźne szaliki i jakoś tak lepiej, lżej… Szkoda tylko, że moje najlepsze ogródki na rynku, już dawno pochowane. Zostały tylko te, które mniej lubię. Mały niesmak, ale nie zepsuje mi to dobrego nastroju. Postanowiliśmy za wszelką cenę wypić kawę na zewnątrz. Wynieśliśmy sobie sami krzesełka na chodnik ;-)

Byliśmy na starociach i dwóch dłuższych spacerach. Jeden zupełnie późnym wieczorem, bo powietrze pachniało wiosną i nadal było ciepło. Niebo usłane gwiazdami. Dużo ludzi wszędzie.

Niestety słoneczny listopad nie oznacza automatycznie, że zima będzie również ciepła. Wiem, że takie temperatury w połowie listopada, to nic normalnego. Podobno w górach niedźwiedzie nie poszły jeszcze spać, bo nie wiedzą o co chodzi. Ja też w sumie nie wiem, ale i tak się cieszę, bo mogłam nagrzać buzię w jesiennym, ciepłym słońcu.

„Jak mglisto na św. Marcina (11.11), przyjdzie lekka zima” – ludowa mądrość.

Oj… gdyby tak mogło być…

 

 

 

 

Podobne wpisy:

Tagi: , , , ,

« Starsze wpisy