Budapeszt

Przeglądasz wpisy otagowane jako Budapeszt.

W ubiegły czwartek wybraliśmy się ponownie do Budapesztu. Spod samego domu mamy raptem 355km do samego serca miasta. Bliskość kusi i ta bliskość ma szerokie znaczenie. Wyjazd był taki trochę biznesowo – zakupowy. Między innymi po części do lamp dla Zorkiego, ale tu nie wszystko udało się tym razem załatwić, więc będzie trzeba wrócić :-)

Nie ukrywam, że pojechaliśmy też odwiedzić nasze ulubione piac - targi (vel rynki). Po długiej zimie, która pod koniec była u nas już bardzo uboga w zapasy, byłam głodna wszystkiego! Nasza dieta przez kilka miesięcy była dość monotonna, bazowała głównie na kaszach, ziarnach i warzywach okopowych. Na własne nowalijki trzeba będzie jeszcze długo poczekać, więc tylko słoneczne Węgry mogły mi pomóc na chandrę po zimie ;-)

W samej stolicy jest kilka świetnych targów, gdzie można kupić warzywa bezpośrednio od rolników. Wiele stoisk może się nawet pochwalić certyfikatem upraw ekologicznych. Tu nasuwa mi się stare przysłowie węgierskie: „Obok wielkiej bramy zawsze jest mała furtka”. I dla mnie tą małą furtką są stoiska, które na każdym targu są trochę ukryte. Czasem znajdują się w bocznym rzędzie lub na tyłach ogromnych zadaszonych hal, które nie zmieniły się od lat. Odwiedziliśmy chyba wszystkie z możliwych, aby ponownie spotkać znane już trochę twarze oraz nacieszyć oczy zielenią. Sezonowość widać tu w pełni! Na takich małych i niepozornych stoiskach nie znajdziecie mandarynek, bananów ani innych importowanych owoców lub warzyw. Nawet nie dostaniecie jeszcze pomidora i ogórka! Papryki czerwonej też nie było, która od lat rządzi sercami Madziarów, od słodkiej edes paprika, po ostrą – csípős paprika. Jedynie mieloną i suszoną można dostać przez cały rok lub zaprawioną w słoiczkach coś na nutę sambal oelek. Tylko prawdziwe nowalijki, które na tą porę być powinny. Stoiska uginały się od czosnku niedźwiedziego, którego liście przypominają olbrzymie bukiety konwalii. Były też wszystkie z możliwych wczesnych sałat, a właściwie samych liści, chude szczypiorki, pachnące natki pietruszki, malutkie rzodkiewki i orzechowa w smaku i zapachu – rukola.  I to są dla mnie prawdziwe nowalijki, gdyż wiele zależy od tego, jak warzywa były uprawiane. Owszem u nas też się da, nie zrozumcie mnie źle, ale jeszcze nie końcem marca. W naszym klimacie pierwsze warzywa są pełne związków azotowych i lepiej się wstrzymać, gdy będą mogły rosnąć w większej dawce słońca. Tak bardzo mi się podobała ta sezonowość, którą tu mogłam podziwiać i smakować. Wszystko było nie tylko obłędnie pyszne, ale i odpowiednie do pory roku. Na niektórych stoiskach kupiłam jeszcze przepiękne marchewki, które zimowały w kopcach oraz dość rzadko spotykane odmiany ziemniaków. Zaopatrzyliśmy się też w kiszonki i słynne węgierskie pikle, aby nie chorować na przedwiośniu.

Innym tematem długim jak rzeka Dunaj jest świat wędlin. Salami, kiełbasy dojrzewające, szynki parmeńskie i wszystko z dodatkiem papryki, która konserwuje i dodaje niesamowitego smaku. Ale o tym opowie Wam już Zorki, który rwał się do węgierskich kolbász na całego :-) Ja zresztą nie mniej, jeśli chodzi o ścisłość.

*******

Zdjęć na tą chwilę brak, ale mam nadzieję, że uda się je odzyskać.

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Z cyklu – Ukryty skarb

Na ulicy Gerloczy Utca 1 jest taki miejsce, którego nigdy nie zapomnę i zawszę będę tam wracać. Mogłabym Wam opowiadać o tym lokalu bez końca. Mój zachwyt nie ma granic. To moje ulubione miejsce w Budapeszcie – „Gerlóczy Kávéház”. Jakże byliśmy szczęśliwi, gdy już drugiego dnia naszego pobytu w Peszcie odkryliśmy ten ukryty skarb. Narożna kamienica, ogródek pod drzewem i cicho sączy się francuska muzyka. Wszystko ma tu swój sens, bo „Gerlóczy Kávéház” to francuska restauracja, kawiarnia i hotel. Najwyższa jakość obsługi i najlepsza jakość jedzenia za bardzo rozsądne ceny. Do tego przepyszna kawa i najlepsze croissanty jakie jadłam w swoim życiu. W menu znajdziecie również dania typowo węgierskie oraz chleby, bułeczki, ciabatty własnego wypieku. Tu należy wspomnieć, że jest to pieczywo szczególne, ponieważ wypiekane zgodnie z recepturą, która ma już ponad 200 lat. No i domowe wino, które pamiętam do dziś. Prawdziwy napój bogów. W każdy piątek menu rybne. Pod drzewem na tradycyjnym palenisku kelner przebrany za Marsylczyka na waszych oczach przyrządzi Wam świeżą rybę, którą doprawi najlepszą oliwą, która pochodzi z małej manufaktury Haute Provence. Kucharz ma tu dość pewności siebie i sporo wiedzy, aby nie zabijać smaku niepotrzebnymi sosami i dodatkami. W menu piątkowym dostaniecie też tradycyjną zupę „Bouillabaisse”. Do tego lokalne warzywa, którym słońca nie brakuje i naprawdę zdrowe jedzenie. Sprawdziłam ich kuchnię od podszewki, czyli od kuchni. Nawet masło, które serwuje się na petit déjeuner pochodzi z prowansalskiego regionu Camargue.

„Gerlóczy Kávéház” wierne odbicie francuskiej kuchni, która słynie z wyrafinowanych smaków. Do tego kelnerzy jak z filmu: biała koszula, kamizelka, bardzo uprzejmi z typowymi cechami dla paryskiego garsona ;-) Można rzec, że tu nawet największym smakoszom nie zabraknie niczego i kuchnia potrafi zaspokoić każda kulinarna zachciankę. Są świetne ryby, drób i słynne na cały świat sery produkowane w kilkuset gatunkach. We Francji panuje powszechne przekonanie, że nic nie nastraja człowieka tak, jak dobrze i smacznie zastawiony stół. I myślę, że to zdanie najbardziej odzwierciedla „Gerlóczy Kávéház”. Godziny spędzone w tym miejscu i smaczne wspomnienia są tak silne, że zawsze będziemy chcieli tam wrócić, aby rozkoszować się chwilą i chwalić potęgę smaku.

Należy podkreślić, ze ten szykowny lokal, nie jest przeznaczony jedynie dla bogatej klienteli. Jest to raczej kwestia wyboru miedzy kieliszkiem domowego wina a butelka piwa lub wytwornym creme brulée w cenie najzwyklejszego ciastka.

PS

1) proszę nie ominąć pozycji Lemon tart. To jest najlepszy deser, jaki jadłam w życiu!

2) zdjęcia podpisane są pozycjami z menu. Aktualne ceny!

3) więcej zdjęć u Myzorki. Zapraszam!

House wine „red” Ft/bottle: 350 Ft/dl

Espresso: 380 Ft & Cappuccino: 480 Ft

Greek salad: 1150 Ft & house wine red

Filled breakfast pastries according to the daily offer: 450 – 550 Ft

Lemon tart: 750 Ft

LIGHT MENU: Cappuccino + croissant: 750 Ft

Traditional goulash soup: 1350 Ft & Aubergine cream with red onion & toasts: 600 Ft

Flute Rustikal (250 gr) „The recipe’s been unchanged for 200 years.”
370 Ft

****

Gerlóczy Kávéház

Ker Gerloczy Utca 1
Budapeszt 1052
Węgry

http://www.gerloczy.hu/

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

…Człowiek wzdycha do lata, jakby już jesień była. A przecież mamy sam środek polskiego lata. Hm…Tylko gdzie ono jest?

Zatem dziś, w ten szary i pozbawiony słońca dzień, zapraszam Was na mały spacer po gorącym Budapeszcie. Bez liter, bez zbędnych słów. Zdjęcia dla zdjęć. Opowieść, która jeszcze nie ma końca. Myślę, że wkrótce odwiedzę ponownie to miasto. Dobrze, że Budapeszt jest tak blisko. Wyprawa po worek papryki i inne specjały kuchni węgierskiej, to na weekend idealny plan.

Czasami się zastanawiam, jak to jest możliwe, że raptem 350 km od mojego domu jest taki słoneczny kraj. Budapeszt to jedna z najważniejszych metropolii Europy Środkowej, która wciąż mnie miło zaskakuje. Piękne miasto z barwną historią i swoistym klimatem. Żyje pełnią życia i ma wiele twarzy. Byliśmy tam w czerwcu przez 8 dni i każdy dzień obfitował w słońce, dobre jedzenie, wino i niesamowicie ciepłe noce.
Bardzo lubię tam być!

Podobne wpisy:

Tagi: ,

« Starsze wpisy § Nowsze wpisy »