Luty 2012

Przeglądasz archiwum miesięczne dla Luty 2012.

Wpis bardzo na gorąco!

Donoszę Wam, że już jesteśmy w magazynie IKEA LIVE. Zorki wrócił z poczty i wraz z rachunkami i innymi listami przywiózł jeszcze kopertę z UK. Otwieramy, patrzymy, a tam nasz niedokończony taras na okładce ;-) Totalne zaskoczenie! Tego się raczej nie spodziewaliśmy, gdyż to zdjęcie było zupełnie nie planowane. Aranżacja, która jest na stole, to był mały poczęstunek dla ekipy, którą gościliśmy. Pisałam o tym tu. Dostaliśmy również wersję magazynu Live po szwedzku, norwesku i angielsku, czyli te kraje zapewne nas wybrały. Najlepsze i najgrubsze wydanie jest oczywiście ze Szwecji.

Trochę to taka niespodzianka dla nas, gdyż szykowaliśmy się bardziej na marzec, a nawet kwiecień.

Sesja, jak widzę została podzielona. Kuchnia, pokój Marine 1, salon oraz łazienka będzie w innym wydaniu (tak mi się wydaje). Zresztą już sama nie wiem, gdyż jak widać z IKEA wszystko jest możliwe ;-) Albo pozostałe zdjęcia będą dostępne w internecie na stronie IKEA FAMILY LIVE. Będziemy tam zaglądać!

Poniżej skany z gazety. Słaba jakość, ale zawsze coś tam widać. Jeszcze w dniu dzisiejszym wrzucę tu kilka swoich fotek, które udało mi się zrobić podczas sesji. Niestety tylko sypialnia. Zupełnie nie miałam czasu i głowy na bieganie z aparatem, gdyż wszędzie było dużo sprzętu ekipy: światła, kable, statywy. To była fajna przygoda!

źródło: www.ikeafamilylive.com

********

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Bliny – tradycyjne danie kuchni rosyjskiej, które można jeść na słodko lub na słono, z cukrem pudrem, z wiśniami lub łososiem. A w wersji na „bogato” z  kawiorem! Spożywane w olbrzymich ilościach w okresie ostatków, w tygodniu poprzedzającym Wielki Post. Bliny mają również charakter symboliczny. Są uznawane za symbol słońca i mocno kojarzą się z nadchodzącą wiosną. Dawniej ludzie wierzyli, że razem z okrągłymi rumianymi plackami, tak podobnymi do słońca, zjadają cząstkę jego ciepła. Zresztą na ostatki trzeba się najeść, aby człowiek był syty i silny. Nawet kukła marzanna, dostaje jednego blina na drogę :-) Później jest uroczyście palona.

I tak, te małe placuszki towarzyszyły ludziom od narodzin aż po śmierć. Jadali je biedacy i bogacze. Wszystko zależało od przybrania. Ja, pierwszą porcję pysznych blin podałam z wspaniałą, domową konfiturą z pigwy, którą dostałam od Ewelajny. Osobliwe połączenie, ale konfitura była bardzo konkretna w smaku.

Podam Wam dwa przepisy na bliny. Ten pierwszy jest bardzo klasyczny i prosty w przygotowaniu. Pochodzi z magazynu „Kuchnia” Nr 2 -2012.

Bliny tradycyjne

  • 10 g świeżych drożdży
  • 400 ml mleka
  • 200 g mąki pszennej
  • 160 g mąki gryczanej
  • 1 jako „0″ lub „1″
  • sól, cukier, pieprz
  • olej do smażenia lub smalec
  • dodatki wg uznania

Drożdże rozpuszczamy w niewielkiej ilości ciepłego mleka ze szczyptą soli i cukru. Gdy ładnie podrosną, miksujemy z resztą składników i odstawiamy na 40 minut. Ciasto nakładamy dużą łyżką na gorący olej, formując małe i cienkie placuszki. Smażymy z dwóch stron na złoto. Bliny podajemy ciepłe. Najsmaczniejsze są prosto z patelni.
Dodatki wg uznania. Od śledzia aż po konfiturę ;-)

Mnie najbardziej smakują okraszone kwaśna śmietaną i zdecydowanie przyrządzone z mąki pszennej i gryczanej. Pół na pół. Nie mogą być za grube lub za duże. Bliny to nie pankejki ;-)

*******

Drugi zaś przepis pochodzi z programu Zimowe ATELIER SMAKU – Jola Słoma i Mirek Trymbulak.

Polecam dla osób na diecie bezglutenowej oraz bezmlecznej. Mleko kokosowe nie jest wyczuwalne, gdyż mąka gryczana ma tu swój mocny smak gryki.

  • 1 szklanka mąki gryczanej
  • 2 dag drożdży
  • 1/2 szklanki rzadkiego mleka kokosowego
  • 1/2 łyżeczki cukru
  • 1/3 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki wody
  • olej do smażenia lub smalec

W ciepłej wodzie z cukrem rozpuszczamy drożdże. Mąkę mieszamy z solą i łączymy z rozpuszczonymi drożdżami i mlekiem kokosowym. Mieszamy i odstawiamy na 20 minut. Smażymy nakładając łyżką na patelnię z rozgrzanym olejem z obu stron, na złoty kolor. Ja smażyłam oczywiście na smalcu.

******

Sesja zdjęciowa powstała w towarzystwie wspaniałych albumów: Izaaka Lewitana oraz Hermitage Museum.

Pozycje godne tego dania, zresztą nie bez kozery się tutaj znalazły.

Dla Drogiej Izy z okazji Jej wspaniałych urodzin. Nie wiem nawet, czy lubisz Izaaka Lewitana, ale jakoś odgórnie mi to przyszło do głowy. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego!

Izaak Lewitan – „Władymirka”

Podobne wpisy:

Tagi: , , , , ,

Tymczasem w oczekiwaniu na wiosnę zapraszam na kolejne wyprzedaże z mojej szafy. W sklepach kończą się tego typu akcje, ale u mnie zaczynają :-)

Jeżeli coś się Wam podoba i chcecie to kupić, to piszcie na: galeria@camomille.pl  W komentarzach lepiej nie, aby nie robić zamieszania, zresztą musicie mi podać dane adresowe. Korzystając z okazji dziękuję za przemiłe maile, które dostałam od zupełnie nowych osób, które wypatrzyły sobie coś dla siebie w pierwszej turze wyprzedaży – second hand.

A już w następnym wpisie: bliny, chleb i mała czarna ;-) A! i jeszcze będzie nowy cykl „foto tygodnia”. Już dziś zapraszam!

Zdjęcia znajdziecie pod tym linkiem:

http://www.flickr.com/photos/75986162@N04/sets/72157629065615492/

Dodano dnia 25 lutego.

Wyprzedaż zakończona. Wkrótce kolejne wietrzenie szafy :-)

Tagi:

« Starsze wpisy

close