Listopad 2011

Przeglądasz archiwum miesięczne dla Listopad 2011.

…Jakoś tak mam, że jesienią i zimą zdecydowanie częściej myślę o jedzeniu. Spójrzmy prawdzie w oczy: im krótsze dni, tym człowiek mniej aktywnie żyje. Mniej podróżuje, spaceruje i „glebo – terapii” też nie uprawia. Zatem, gdy nastrój mam ponury to muszę od samego rana zjeść coś dobrego i lekko słodkiego.

W związku z powyższym będzie teraz znacznie więcej przepisów kulinarnych na moim blogu, które zawsze sprawdzone są i z ręką na sercu polecane. Jeżeli jesteście na diecie lub nie przepadacie za kuchennymi wpisami, to wpadnijcie do mnie na wiosnę, ale wpadnijcie! A najlepiej zostańcie! Bo będą ogniska, lodowiska i opowieści z archiwum wydarzeń i zdarzeń. Obiecuję!

Z typowymi jesiennymi chandrami musimy się zmagać. Co roku uczę się, żeby przeżyć ten czas w sposób możliwie pełny i dobry. Marudzenie i utyskiwanie, że tej pory roku nie lubię w niczym nie pomaga. Lepiej zejść do kuchni i przygotować sobie coś pysznego.

Lubię swoje dania dostosowywać do nowych nabytków. Jakiś czas temu kupiłam patelnię na starociach, która widnieje na zdjęciach. Była niemiłosiernie brudna i wydawała mi się bardzo zniszczona. Po dokładnym oczyszczeniu, patelnia nadaje się do użytku. Emalia wytrzyma jeszcze kolejne dobre lata. Placuszki czekały na weekend i wolniejszy poranek. Takie pankejki możecie zrobić, gdy zabrakło Wam na śniadanie chleba lub chcecie zjeść coś zupełnie innego. Moje placuszki zrobiłam z borówkami amerykańskimi. Nadszedł już czas, aby zjadać zapasy z zamrażalnika. Nie mrożę dłużej owoców niż 3 miesiące. Uważam, że tak krótki okres mrożenia jest najbardziej korzystny. Owoce zachowują swoje składniki odżywcze i mają jeszcze naprawdę dużo swojego smaku. Co prawda wkrótce skończą mi się zapasy, ale mam nad tym kontrolę ;-) Do końca grudnia mi wystarczy. Później pozostaną słoiki i przetwory.

Postaram się, aby moje jesienno – zimowe wpisy dobrze prezentowały się i były dla Was inspiracją, natchnieniem i siłą.

Przepis z lekko zmodyfikowany na podstawie przepisu Billa Grangera z książki „Nakarm mnie”.

Gorące placuszki owsiane z owocami

150g mąki pszennej

50g mąki kukurydzianej

1 łyżeczka proszku do pieczenia*

1/2 łyżeczki sody

płaska łyżeczka cynamonu

szczypta soli morskiej

1 łyżka stołowa miałkiego cukru

20g płatków owsianych

400 ml maślanki lub kefiru

1 średnie jajko „0″ lub „1″, lekko roztrzepane

Aby przygotować ciasto, przesiej do miski mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamonem, sodą i solą. Wsyp cukier i płatki owsiane. Nie rezygnuj z płatków! Są tu najlepszym składnikiem, który jest bogaty w błonnik. Tym sposobem placuszki są też zdrowsze, lżejsze i mniej kaloryczne. Zrób w środku wgłębienie i wlej do niego maślankę + jajko. Wymieszaj, aby składniki się połączyły.

Na patelni z grubym dnem rozgrzej tłuszcz. Nalej chochlą porcję ciasta. Nie za dużą! Uważaj by nie wypełnić patelni plackami zbyt mocno. Teraz możesz powtykać w placuszki małe owoce tj. borówki, porzeczki, jagody. Smaż po 2 – 3 minuty, przewróć na drugą stronę.

Można podawać z syropem klonowym, miodem. Gdy nie masz owoców to wystarczy dobra, domowa konfitura.

* Polecam proszek do pieczenia firmy – ARCHE. Skład: kamień winny (52%), kwaśny węglan sodu, skrobia kukurydziana. Nie zawiera fosforanów. Bezglutenowy.

Smacznego!

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

…Już wkrótce opowiem Wam o niezwykle ciepłym i wzruszającym filmie, który udało mi się obejrzeć w ubiegły weekend.

Może ktoś z Was już wie, o jakim filmie będzie mowa?

Pozdrawiam ciepło w ten zimny wieczór.

Do szybkiego usłyszenia!

Dodano: 25.11.

„Zawsze wiedziałem, że kiedyś opowiem historię, której bohaterowie będą mieć fobie – sam miałem je od wczesnego dzieciństwa. Pamiętam, gdy byłem mały i musiałem wyjść z domu, uchylałem drzwi i wyglądałem na zewnątrz, sprawdzając, czy jest ktoś na ulicy. Jeśli spóźniłem się do szkoły, nie było szans, żebym wszedł do klasy jako ostatni. Pogorszyło mi się w okresie dorastania. Wtedy jednak rozwinęło się też moje zamiłowanie do kina. W ciemnej kinowej sali mogłem bezpiecznie doświadczać strachu, niepewności, radości i nadziei; mogłem doświadczyć wielkich emocji nie zastanawiając się, czy ktoś się na mnie patrzy”.

Jean-Pierre Améris

****

Przepis na miłość” – oryginalny tytuł „Les Emotifs anonymes„, który powinien pozostać, ale nie pozostał. Zresztą to już nie pierwszy raz tak krzywdzi się filmy nadając im banalne tytuły. Ale sam film nie jest banalny, tylko wzruszający. Główni bohaterowie Angélique – (Isabelle Carré) i Jean-Rene – (Benoît Poelvoorde) są nadwrażliwi i bliskie kontakty wywołują w nich panikę, strach i inne kłopoty. Ona, gdy się stresuje to śpiewa lub powtarza te same zdania, on się poci i natychmiast musi zmienić koszulę. Próby ukrycia ich nerwów przechodzą momentami granice wyobraźni. Reżyser Jean-Pierre Améris kręcił wcześniej wyłącznie ciężkie filmy, które były raczej mrocznymi opowieściami. Tym bardziej plus dla reżysera, gdyż dość płynnie wskoczył w zupełnie inną bajkę. Recenzje były dość przychylne. Pisano, że film podobny jest do „Amelii” i apetyczny, jak „Czekolada”. Z tym się trochę nie zgadzam, ale można doszukać się małych podobieństw, więc przymykam na to oko.
Również mały zwrot ku musicalowi nie jest tu jakoś szczególnie dobry, ale gdy Poelvoorde śpiewa „Oczy czarne” to już wszystko gra ;-) Zresztą aktora lubię bardzo, więc takie role jeszcze bardziej pogłębiają moją sympatię.
Mimo komediowego tonu, film jest bardzo czuły, ciepły i naprawdę wzruszający. Nic Wam więcej opowiadać nie będę, aby nie wprowadzać Was za bardzo w całą historię.

Dla wszystkich, którzy jeszcze nie widzieli – gorąco polecam na weekend.

A teraz kilka fotek z mojej domowej pracowni czekolady.

Sceny z filmu

*****

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Jestem okropnym łasuchem na wszystkie dania typu: kluseczki, pierogi, kopytka. Dla mnie to idealne menu na jesienną porę, gdy za oknem słońca brak i gdy jest mi zimno. Takie jedzenie pociesza, rozgrzewa i jest miło syte. Pamiętajcie, że dobry nastrój to odpowiedni stan ducha i ciała. Jedzenie jesienne powinno dać nam energię i dobry humor.

Gnocchi dyniowe, to takie włoskie kopytka. Sympatyczna odmiana naszych poczciwych kopytek. Dynia dodaje niesamowitego koloru, który raduje nasze oczy i rozjaśnia talerz ;-) Wszak, człowiek je oczami.

Kluseczki są bardzo delikatne. Dynia jest tu prawie niewyczuwalna. To informacja dla tych, którzy za dynią nie przepadają. Jednak dobre właściwości dyni zostały oddane.

Dynia jest bogata w karoten, żelazo, witaminy z grupy B, C, E, D, PP. Sami dobrze wiecie, że witamina D poprawia nasze samopoczucie. Takie kluseczki są też mniej kaloryczne od tych tradycyjnych. Dynia ma tylko 30 kalorii na 100 gramów. Nie na darmo jest nazywana królową ogrodu.

Polecam dla osób, które są na diecie bezglutenowej. Myślę tu o naszej Asi. Moja Droga to przepis dla Ciebie! Mam jeszcze słodkości dla Ciebie, ale to będzie w kolejnych wpisach. Jeszcze chwilkę zaczekaj, dobrze?

Dyniowe gnocchi

  • 300g miąższu z dyni
  • 3 spore ziemniaki
  • około 3/4 szklanki mąki ziemniaczanej. Czasem trochę więcej. Wszystko zależy od ziemniaków i dyni. Nie wliczam tu mąki do posypywania stolnicy i do wyrabiania ciasta.
  • 1 jajko „0″ lub „1″
  • gałka muszkatołowa
  • sól morska niejodowana

Ziemniaki ugotować w mundurkach. Nie rozgotować! Obrać i przecisnąć przez praskę. Dynię pokroić w grube plastry i udusić w małej ilości wody i zmiksować. Do masy ziemniaczanej dodać mus dyniowy, jajko, sól, gałkę muszkatołową. Wyrobić na stolnicy, dosypując stopniowo mąkę, tak aby ciasto dało się formować. Na tym etapie podsypujemy mąką. Z wyrobionego już ciasta uformować wałek, pokroić na małe kluseczki i ugotować w osolonym wrzątku. Kopytka gotują się błyskawicznie (około 2 minuty od ich wypłynięcia).

Podawać z z roztopionym masłem, tartą bułką, a nawet kleksem kwaśnej śmietany.

Jak coś zostanie to można zamrozić lub podsmażyć na patelni na drugi dzień. Wtedy są jeszcze lepsze. Smacznego!

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

« Starsze wpisy

close