Wielkie wina!

„Nie masz wina nad węgrzyna” – tak brzmi słynne staropolskie przysłowie, które teraz rozumiem do samego dna. Krótko i treściwie ujmuje fakt, że wina Węgierskie mają długą tradycję, siłę i smak doskonały.

Nie jestem w tej materii znawcą, ale potrafię odróżnić dobre wino od przeciętnego. Znam też swoje kubki smakowe i wiem, co mi smakuje. Nie przepadam za ciężkimi, taninowymi i wysoko – alkoholowymi winami. Nie mam po prostu do nich głowy. Najbardziej lubię pinot noir i cabernet sauvignon. I właśnie dlatego zdecydowaliśmy się odwiedzić region Villány-Siklós, gdyż właśnie tu uprawia się głównie czerwone wina: merlot, cabernet, pinot noir, które należą do ścisłej czołówki win węgierskich.

Dobry Bóg obdarzył ten region szczególnie. Dał im góry, które mają chronić od zimnych wiatrów, idealną ziemię i malownicze wzgórza. Dał też niezliczoną ilość godzin słońca, aby dobre wina nabrały bukietu i szczególnego smaku. Klimat tego regionu nosi cechy klimatu śródziemnomorskiego. Jest to najcieplejszy węgierski region winiarski, położony tuż przy granicy z Chorwacją. Zdecydowanie różni się od okolic Balatonu, które zostawiliśmy już za sobą. Ten region zwany jest także „Toskanią Węgier”. To małe siedlisko jest bardzo istotnym punktem na mapie Węgier. Tu po prostu trzeba być!

Winiarze z Villány kochają swój region miłością wielką i szczycą się swoim miejscowym Kékfrankos lub Portugieser. Szczepy, które dają wielkie wina. Mówią z dumą – nasze! Nie bez podstaw. Dziś wina z Villány podbijają świat i zawładnęły też i moim sercem.

A wszystko zaczęło się w Babarcszőlős (czyt. Boborczsolosz) na krańcu tego świata. To właśnie tu mogliśmy poznać świat wina od podszewki. Ledwo odstawiliśmy bagaże i już próbowaliśmy młodego wina. Bezgłośnie niucham swój kieliszek, bo zaczyna pierwszy nos i myślę sobie, jakie to pyszne. Czysty bukiet smakował zdrowo.  Kolejne wino od gospodarza było do obiadu, a obiad był nadzwyczaj smaczny, który przyrządzony został z lokalnych produktów. Nie przez przypadek wino i jedzenie pasują do siebie jak ulał. Nasz serdeczny przyjaciel z Węgier mówi nam, że po obiedzie pójdziemy za tamten las, za tamtą górę. Nie wiem, co lepsze?! Czy ten obiad, czy też spacer po pysznym posiłku.

Jedzenie, wino i otoczenie złożyły się na pełnie doznań, których nigdy nie zapomnę. Spacer po winnicy okazał się moją największą przygodą. Fascynujący świat wina nabrał teraz innego rozmiaru. Morze pagórków, poprzecinanych rzędami równo obsadzonych winorośli, wygląda imponująco. Gdzieś na horyzoncie widać zaorane pola, a w oddali delikatnie rysuję się już inny kraj na granicy. Słodkie i soczyste winogrona najlepiej smakują zerwane prosto z krzewu. Są jak miód. Pękają w moich dłoniach i plamią moje ubrania. Jest w nich tyle słońca. Nie mogę przestać ich jeść. Najbardziej smakuje mi odmiana pinot noir. Nic więc dziwnego, że to wino z tego szczepu smakuje mi najbardziej. Cudownie było tak swobodnie spacerować i rozkoszować się tymi wszystkimi smakami. Białe winogrona z odmiany chardonnay też smakują wyśmienicie, ale pinot wygrywa. W chylącym się ku zachodowi słońcu rwaliśmy również figi z drzew, którymi wypchałam sobie jeszcze kieszenie na drogę ;-) Jestem łapczywa na takie smaki.

I tak spacerując po winnicy snuliśmy sobie rozważania o ich winiarskim potencjale oraz o kraju, który przyjął nas niezwykle serdecznie. Myślę sobie, że z winem życie smakuje lepiej.

Egeszsegere, czyli na zdrowie słyszałam nie raz, a teraz moimi zdjęciami ja Wam to powiem. Na zdrowie moi Drodzy!

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Komentarze (41)

  1. Joanna’s avatar

    Uwielbiam winogrona, natomiast wino już niekoniecznie. Zwykle jest dla mnie zbyt mocne ale tak zachęcająco napiłaś, że przyszło mi do głowy iż nie być może nie piłam smacznego wina i już.
    Pędzę na bazar po winogrona !! Taką mi ochotę, swoimi zdjęciami na winogrona zrobiłaś. Na zdrowie Mimi i pięknego weekendu :).

  2. Helena’s avatar

    Na zdrowie Mimi :-) Tymi zdjęciami przypomniałaś mi kolejny raz moje toskańskie wakacje, winogrona, domowe wino z pysznych jedzeniem, figi zrywane koło domu. Lubię wina, zwłaszcza białe, we Włoszech nauczyłam się pić wino z wodą, idealnie sprawdza się w upały :-) Mam nadzieję, że kiedyś odwiedzę węgierską Toskanię :-) Nawet nie wiesz jakiego mi smaka narobiłaś przez te zdjęcia na focaccie z winogronami. Czekam na resztę zdjęć :-) Oby słonko świeciło jak najmocniej w ten weekend!
    P.S. Mimi, kiedyś pisałaś, że zamawiałaś foremki z amazon.fr, oni wysyłają do Polski? Bo mnie kusi jedna forma Le Creuset a tylko na francuskim Amazonie jest :-( Nie wiem czy mam odkładać na nią do skarbonki, czy się z niej wyleczyć heheh.

  3. Mimi’s avatar

    Joanna -
    zatem wspaniałych, jesiennych zakupów życzę. U mnie jedzenie winogron skończyło się na węgierskiej przygodzie :-) A z winem, to też tak wcześniej miałam. Bardzo długo nie byłam smakoszem tego trunku. Musisz odszukać swojego smaku. Powoli! Przyjdzie kiedyś samo :-) Uścisków moc.

    Helena -
    tak, pamiętam. Mówiłaś mi o Toskanii. Pamiętam też nasze plany ;-) Czułam, że te zdjęcia mogą Cię zabrać, porwać do Twoich marzeń.
    Piecie wina z wodą na Węgrzech jest również bardzo popularne. Piłam w upalne dni. Super sprawa! Znam ten zwyczaj z Francji.
    Amazon.fr raczej wysyła bez problemu. Chyba jednak musisz odkładać ;-)
    Dziękuję za słońce! JEST!

  4. Marta’s avatar

    Och te zdjęcia, te opisy to bajka. Potrafisz osłodzić dzień. Co więcej widać w tym wszystkim pasję i wiedzę, nie taką zasłyszaną od kogoś, ale taką prawdziwą, szczerą, taką, którą chce się chłonąć. Za to dziękujemy i czekamy na więcej. Życzę miłej pracy w ogrodzie. Pozdrawiamy słonecznie:)

  5. kaja’s avatar

    Magia jakaś prawie Monisiu…człowiek czyta,widzi,niby tylko na foto ,a prawie jak w realu…pieknie opisujesz,człek prawie nogą tam jest!!:)

    A ja wina uwielbiam,chyba najbardziej z alkoholi wszelakich:)
    Dzis własnie mam babską nasiadówę z przyjaciólkami,jak zawsze…przy winku właśnie!

    A ogród i grabienie w tak piekne ,słoneczne dni,to rarytas taki prawie jak te winnice na Węgrzech…mmmm…prawda!???:)

    Pozdrawiam jesiennie i baaardzo słonecznie

  6. Myszka’s avatar

    O jaaaaa, ale smakowite zdjęcia!

  7. Edith’s avatar

    Oj, Mimi, wodzisz na pokuszenie! A ja właśnie na takim etapie życia jestem, że mi wina nie można :( Ale co się odwlecze, to nie uciecze ;) Ściskam jesiennie!

  8. Mimi’s avatar

    Marta -
    cieszę się, że mogłam Ci osłodzić dzień. Dziękuję za odwiedziny i ciepły komentarz. Wróciłam z ogrodu zmarznięta, ale Twoje słowa mnie ogrzały. Zimno już bardzo sie robi o tej godzinie. Uściski i pozdrowienia :*

    kaja -
    miło mi to słyszeć. Nie mam barwnego języka, ale staram się oddać te chwile najlepiej, jak potrafię. Teraz mam małą przerwę w grabieniu, bo łapki już bolą. Słonko było może godzinę. Zawsze to coś. Dziękuję za ciepłe słowa i słoneczne pozdrowienia :-)

    Myszka -
    :-)))DZIĘKUJĘ!

    Edith -
    wino, które czeka jeszcze lepiej smakuje. Mówi Ci!
    Na wszystko przyjdzie czas. Uścisków moc :***

  9. Aleksandra’s avatar

    Nigdy bym nie przypuszczała, że o winie można tak pięknie i uczuciowo pisać. Mało jest typowych opisów wrażeń wzrokowych, za to bardzo dużo tu gości przeżyć wewnętrznych co sprawia, że człowiek przeżywa razem z tobą to wszystko. Magia… ^^

  10. kasia’s avatar

    Bedac w takich miejscach jak opisujesz to winko smakuje podwojnie dobrze,ale wystarczy dobre towarzystwo i samopoczucie.Dobrze,ze bedziesz Nas zasypywac takimi tematami,przyczynisz sie do upiekszenia jesieni,oczywiscie tej ktora przed Nami bo narazie jest super.Jak zawsze wprowadzilas taki klimat,ze czlowiek czuje jakby prawie tam byl,tez czekam na wiecej,to beda „dawki”slonca dobrego wypoczynku

  11. amelia’s avatar

    och Mimi!! a ja znowu wracam od białych deseczek i na deser mam Twoje węgierskie kolory..ech!!!! merci:-)))
    ściskam mocno a.

    ps.nie wiem o jakie foremki chodzi ale sklep internetowy czerwonamaszyna ma w swym asortymencie Le Creuset :-)sklep sprawdzony więc polecam!!!

  12. amelia’s avatar

    ..jak tam nigdy nie grabie liści,bo zajęło by mi to całą jesień,ale są do polubienia:-)))

  13. konstancja30’s avatar

    Mimi nie można nie zacząć szukać dobrego wina i nie mieć ochoty na zabłądzenie w rejon, który tak pięknie pokazałaś :) … i choć podziwiam Twoje „bliźniaki” od ponad roku w każdej nowej ich układance odnajduje tę samą siłę przekazu … niezmiennie mnie zachwycają detale … dziś energia słonecznego blasku w tej jesiennej już barwie (wrześień to jednak wrzesień ) przekonała mnie, że jesień i jej tonacja ma czym otumanić … wielki buziak :)

  14. Helena’s avatar

    Te plany musimy kiedyś zrealizować, co prawda ktoś nam zgarnął ostatnią sporą kumulację w Lotto, ale może jakaś kolejna się nam trafi ;-) Jak się uda to i winnica będzie i oliwa z domowym chlebem i kwiatki cukinii w ilościach hurtowych.
    Dzięki za informację nt. Amazona, zatem muszę odkopać moją skarbonkę i pozbierać troszkę :-)
    Amelia, dzięki za informację, znam ten sklep, ale ceny Le Creuseta we wszystkich polskich sklepach internetowych są mocno zawyżone i kolorów mały wybór (najwięcej jest płomiennego, który najmniej mi się podoba) i niestety nie ma u nas formy do tarty Tatin w kolorze Terre Naturelle, ot takie moje dziwactwo, że nawet kolor musi mi pasować ;-)
    Pozdrawiam serdecznie i udanej niedzieli wszystkim życzę!

  15. Mimi’s avatar

    Aleksandra -
    och, dziękuję! Jak już wcześniej wspomniałam nie mam zbyt barwnego języka, ale trochę zdjęciami nadrabiam ;-) Pozdrawiam ciepło i dziękuję raz jeszcze!

    kasia -
    będę Wam ocieplać jesień. Zdecydowanie muszę to robić. Cieszę się ogromnie, że czekasz na więcej. Mam jeszcze sporo ciepłych i słonecznych tematów. Fajnie, że mogłam Cię zabrać na spacer po winnicy. Dzięki Kasiu!

    amelia -
    ojej, a Ty dalej malujesz. Deseczka za deseczką. Biedaku mój!
    Cóż Ci mogę powiedzieć. Kiedyś skończysz i będziesz z dumą patrzeć na ogrom pracy, który zrobiłaś.
    Ja liści u siebie też nie grabię. Syzyfowa praca w moim lesie ;-) Niestety mamy tu taki teren wspólny i dziś wypadła moja kolej, więc grabiłam i leciały dalej po nogi…Tłumaczyłam to sobie, że trochę ruchu nie zaszkodzi ;-)
    Buziaki mój malarzu!

    konstancja30 -
    bardzo się cieszę, że moje „bliźniaki” mają przekaz, siłę i potrafią mówić za siebie. Nie potrafię już ich nie tworzyć. A wina były na tym wyjeździe wyjątkowo odkryte i bardziej zrozumiane. Cieszę się z tej nabytej wiedzy. Jeszcze będę o tym pisać.
    Moc pozdrowień! Dziękuję za Twoje słowa.

    Helena -
    tia! Kwiaty cukinii w ilościach hurtowych. Przepadłam… Zamarzyłam teraz właśnie. Ach, trzeba tyle czekać na ten rarytas. Ale mamy o czym marzyć i tego trzeba się trzymać.
    Twoje „dziwactwa” są mi bardzo bliskie ;-))) He, he!

  16. amelia’s avatar

    jeszcze pół stosu zostało:-)) i ściany też na biało hi hi co zrobić?!
    pięknie tam u Was wino,figi i inne sardynki
    a.

  17. Bebe’s avatar

    Bla, bla ,bla….Snobizmem mi tu zalatuje.
    A ta noga w trampku jaki ma zwiazek z winem?

  18. amelia’s avatar

    Bebe
    skoro jest tu dla Ciebie snobistycznie, to chyba przybyłaś w złe miejsce?!!!
    a noga w trampku..trochę wyobraźni.
    a.

  19. Yba’s avatar

    Z winem życie smakuje lepiej, o tak, zdecydowanie!
    Mimi, pięknie napisałaś, jak zawsze. A skaczące zdjęcia rewelacja. Zresztą wszystkie inne też :)

  20. kasia’s avatar

    Mam pytanie nie na temat,czy w produktach galerii wystepuje czasami mieta marokanska?pozdr.

  21. Helena’s avatar

    Mimi, te czarno białe zdjęcia są śliczne! Takie ciepłe, radosne, wakacyjne. Aż chciałoby się pobiec tą samą ścieżką co Ty, w trampkach oczywiście :-)))))
    Pozdrawiam cieplutko!

  22. Celina’s avatar

    Na zdrowie!, czerwone wino na czerwone krwinki ;-)).Piękne zdjęcia ,aż się chce pobiegać wśród winorośli .
    P.S Na stronie Bogutyn Młyn pojawiła się pozycja : Węgierskie produkty ekologiczne.

  23. Mimi’s avatar

    amelia -
    szybkiego wałka i pędzla życzę. A sardynka jest świetna! Film color z Rossmanna i zabawa na całego ;-)

    Bebe -
    powiało chłodem…

    amelia -
    ♥ jesteś moim bohaterem!
    Dziękuję!

    Yba -
    bo przy winie czas inaczej płynie :-)
    Cieszę się, że się podobało. Uściski i ciepłe pozdrowienia.

    kasia -
    nie występuję, ale mogę ją mieć dla Ciebie. Napisz na @
    Nie ma problemu. Dobrej niedzielki!

    Helena -
    ach, mówię Ci! Biegałam tam, jakbym się szaleju napiła ;-)
    To była wielka przygoda. Cieszę się, że mogłam Wam ją pokazać.
    Dobrego dzionka!

    Celina -
    Na zdrowie! Ja czerwone muszę pić w małych ilościach. Służy mi bardzo.
    Dzięki za kolejne cenne informację. Zaraz tam idę po mąki, więc zerknę sobie. Jesteś moją pogodynką i dobrą informacją. DZIĘKI WIELKIE!

  24. Joanna’s avatar

    Cudowne skaczące zdjęcia !! Tyle radości. Dziękuję, że podzieliłaś się tymi chwilami. Serdeczności :)

  25. Justyna’s avatar

    Witaj, sielsko i smacznie się zrobiło. U nas trudno o dobre wina, chyba że w winiarniach czy sklepach z samymi winami, ale te najczęściej są spotykane w wielkich miastach i mają straszne ceny…

  26. Mimi’s avatar

    Joanna -
    to ja dziękuję! Siłę mi wielką dajecie.
    Dobrej niedzielki.

    Justyna -
    to prawda! Czasem w sklepach typu: winoteka można coś fajnego trafić, ale tam często spotykałam się z nadmiernym och i ach ;-) Nie jestem wielkim koneserem, więc czułam się tam trochę z przypadku, więc stronię od takich miejsc. Nigdy też nie kupuję wina, którego wcześniej nie mogłam spróbować. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odwiedziny.
    PS
    w Krakowie polecam na Sławkowskiej „Delikatesy Francuskie”. Właścicielka zawsze poczęstuje winem, które ma do degustacji. Wina od 20-25 zł z małych winnic, które biją na głowę wina za marketu za 50-70 zł. Obsługa wyrozumiała i pomocna. Kiedyś o tym miejscu napiszę…

  27. Linka’s avatar

    Kochana Mimi,
    bardzo się cieszę z powrotu na Węgry – Boże(!) jak tam pięknie, jak cudownie!
    Biegałam właśnie z tobą wśród winorośli, zgniatałam winogrona w dłoniach i wypychałam kieszenie figami – fantastycznie! Kiedy wracamy? :o) Zaraz zaraz, tylko napiszę do końca i biegnę tam z powrotem, czytać raz jeszcze i jeszcze… i … :o)

    „Bo w ogrodzie rośnie pnącze
    w dzikim winie świat się plącze(…) ” – i tak mi do tego wszystkiego przyszło to na myśl.
    Mimi, fantastyczna są te niedzielne chwile w Villány.
    Dziękuję.
    :o)

  28. Mimi’s avatar

    Linka -
    Moja Droga, jaki piękny komentarz mi tu pozostawiłaś :-)
    „w dzikim winie świat się plącze (…) ” – piękne i prawdziwe!
    Teraz wzdycham do Twoich słów. Jeszcze zabiorę Cię na niejedną wycieczkę, jeśli tylko zechcesz.

  29. Linka’s avatar

    Czy zechcę?!
    Mimi ja, póki co w winie zaplatana, doczekać się nie mogę tych wycieczek z Tobą, z Wami! :o)))))))

  30. Bree’s avatar

    Fajnie ujelas winne zycie wina :) noo ale szalenstwo miedzy krzakami winorlosi -bezcenne ,cudne foty, milego wieczorku

  31. lo’s avatar

    O lat mam takie marzenie, żeby spędzić chociaż tydzień w winnicy w czasie winobrania. Uczestniczyć w tym rytuale, odwiecznej magii i ciężkiej pracy. Być częścią tego odwiecznego rytuału. Pięknie napisałaś o winie. Do tego te zdjęcia… Cudo. Pozdrawiam serdecznie.

  32. Ola_83’s avatar

    Oj wina mi się chce,ale niestety nie mogę bo kaszel mnie męczy i leki biorę:(((a winoszem jestem strasznym, to jedyny alkohol jaki piję, no jeszcze naleweczką nie pogardzę:)
    Ale widać, że dobrze Ci tam było:)
    buziaki!

  33. only beautiful things’s avatar

    Winka widać bardzo wyskokowe – szkoda, że u mnie dopiero pora śniadaniowa bo narobiłaś mi smaku;) I trampki macie piękne :D :D :D Pozdrawiam ciepło!

  34. ula’s avatar

    Napisałaś to tak, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że było Ci tam najlepiej na świecie, wtedy właśnie, podczas tego pobytu i w tamtych okolicznościach, nie można było temu miejscu zrobić lepszej reklamy i napisać o tym tak ciepło i z taka miłością.
    Czuje każdy smak i zapach o którym piszesz, dla mnie picie wina jest wielką przyjemnością, wąchanie go, zgadywanie kolejnych nut które w nim czuję, rozsmakowywanie się po Samo dno kieliszka, po kolejny kieliszek, ciekawe zawsze jest to, że na początku smakuje inaczej, a potem jeśli oczywiści trafi się takie, odnajduje w nim niespotykane i niesamowite niekiedy smaki, niekiedy już po drugim, a nieraz po trzecim kieliszku, jest to bardzo przyjemne uczucie. Chociaż równie przyjemnie piło mi się lekkie stołowe wina do obiadu we Włoszech, tam podawano je litrami i piło się je litrami bez szwanku na zdrowie, i głowę, ot, po prostu humor był nieco lepszy po obiedzie, ale piło się je jak wodę, a jak wiadomo picie wody tez jest przyjemne ;))
    Wtedy nie doszukiwałam się w nim smaku długo, po pierwszym łyku było ok i piłam je już jako część składową posiłku ;)).

    Natomiast nieraz zdarza się, że wpadają do nas znajomi tylko z butelką nowo odkrytego wina i pół wieczoru jest tylko o winie, o jego smaku i walorach, takie powolne odkrywanie, delektowanie się, tylko i wyłącznie, bardzo lubię te nasze winne wieczory :))

    Zdjęcia pięknie oddają Twoje uczucia, kolory i zapachy o których piszesz, ja byłabym w swoim żywiole, jakbym trafiła w takie miejsce ;))
    Sami robimy wino, mamy takie jedno 10-letnie, niezwykły rarytas, wyszło nam tylko raz takie dobre, jest mocne ale ma niezwykły smak, postaram się je przywieźć do Was niebawem ;)), dla oceny ;))
    buziaki wielkie

  35. Iwona’s avatar

    Bosko! czytałam i miałam wrażenie jakbym tam była. Przez chwilę nawet czułam smak wina o którym piszesz :-) A już napewno nabrałam ochoty na kieliszek tego, które mam w barku. Sama robiłam z mniszka lekarskiego. Trochę się obawiam, ale drożdże kupiłam w dobrym sklepie winiarskim, więc może będzie choć namiastką wina. Ministerstwo Turystyki Węgier (jeśli jest coś takiego) powinno Ci płacić za tak cudną zachętę do odiwedzenia ich kraju. Zdrowo zazdroszczę.
    Buziaki!
    Iwona

  36. agalu’s avatar

    Pięknie to opisałaś. Z sercem, z miłością, z pasją :-) Tak, jak trzeba, jeśli się coś kocha :-)))

  37. Mimi’s avatar

    Linka -
    cieszę się ogromnie!
    Dziękuję!

    Bree -
    …a to prawda! Nigdy wcześniej nie miałam okazji spacerować po winnicy, więc nie mogłam się nacieszyć. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odwiedziny.

    lo -
    my też mamy takie marzenia :-) Teraz jestem pewna, że za rok jedziemy pomóc przy winobraniu. Jak tylko zdrowie będzie. Uściski i moc pozdrowień!

    Ola_83 -
    oj, tak! Bardzo dobrze tam się czułam. Taki spacer nawet mi się nie śnił.
    Olu! życzę szybkiego powrotu do zdrowia i do wieczorów przy lampce wina.
    Pozdrawiam ciepło i do szybkiego następnego! Muszę Cię odwiedzić wkrótce!

    only beautiful things -
    he, he! Dobre!
    Bardzo wyskokowe ;-) Dziękuję za wesoły komentarzyk!

    ula -
    cieszę się bardzo, że tekst oddał moje uwielbienie i zachwyt!
    Było tam naprawdę pięknie, prosto i naturalnie. Węgry potrafią zachwycić.
    Ja wielkim koneserem wina nie jestem, ale mam swoje smaki i preferencje. Wina to też wielki przemysł, dlatego nigdy nie kupuję win z dużych firm, które robią wina na olbrzymią skalę. Takie winogrona są pryskane po kilkanaście razy, aby zbiór był duży. Wina, które trafiają do marketów nawet na dobrą i wyższą półkę też mnie nie interesują, bo wiem, jak powstały. Ale wina domowe. Ba! To jest rarytas! Praca ludzkich rąk. Miłość i pasja! Wasze wino jest zapewne niczym napój bogów.
    Uścisków moc moja Droga!

    Iwona -
    ach! Uśmiecham się na Twoje słowa :-) i na to całe Ministerstwo Turystyki ;-) Dziękuję, że się podobało!
    Mniszek lekarski, jest taki zdrowy. Świetny pomysł. Sądzę, że Twoje wino będzie, jak nektar! Tego Ci bardzo życzę!

    agalu -
    starałam się! Czasami mam takie dni, że piszę sercem i emocjami. Wtedy słowa kładą się czułe… Fajnie, że to widzisz, czujesz. WIELKIE DZIĘKI!

  38. ewelajna’s avatar

    Mimi Kochana, ile słońca w Twoich zdjęciach…!!! Ile radości, zachwytu, „hopsasów”, uśmiechów i pięknego cieszenia się dobrami, które daje natura. Ileż bym dała aby znaleźć się w takim miejscu z Taaakim Towarzystwem… Buziaki najsłodsze pinot noirowe;)
    P.S. Figami prosto z drzewa zajadałam się w Chorwacji, a później kupowałam suszone od babinek na rynku – ech.., co to są za smaki…!

  39. gioia’s avatar

    Mimi kochana,malujesz slowami…Mam wrazenie jakbym tam byla z Toba i widziala wszystko na wlasne oczy! Zdjecia sa fantastyczne,pelne radosci,takie spontaniczne! Uwielbiam Mimi skaczaca z radosci oraz rozesmiana Mimi trzymana za reke przez Zorki’ego :))) Moje dwa faworyty :)) Swieze figi uwielbiam,a winogrono prosto z drzewa smakuje sloncem! :) Mam na wprost domu oraz z jego prawej strony male winnice.Czesto spacerujemy miedzy drzewkami,wlasciciel pozwolil nam zrywac tyle winogron ile mamy ochote :) Alez mialam radoche gdy kilka tygodni temu weszlam miedzy drzewka uginajace sie pod ciezarem owocow,nie wiedzialam ktore grono najpierw zerwac :)) Pierwszy raz w zyciu zrywalam winogrona z drzewka :))) Rozumiem wiec Twoja radosc i pewnie gdybym miala wtedy ze soba aparat moze i mialabym podobne,pelne radosci zdjecie „w locie” do Twojego ;)))) Calusow moc i duzo slonka na dzis!

  40. Bozena’s avatar

    Bardzo lubię zaglądać na Twój blog. Lubię kadry, które pokazujesz, są niespotykane. ten wpis i zdjęcia dodały energii na dziś.

    pozdrawiam ciepło:)

  41. Mimi’s avatar

    ewelajna -
    figi, które dojrzewały w wielkim słońcu to sama słodycz. Uwielbiam!
    I buziaki najsłodsze pinot noirowe też ;-)
    Uścisków moc moja Droga!

    gioia -
    cieszę Cię, że mogłam Cię zabrać na spacer.
    Ach, jak wspaniale, że możecie chodzić na na winogrona do sąsiada. Luksus, jakich mało :-) I te Wasze winogrona, które mają tyle słońca, muszą być pyszne. U nas już bardzo jesiennie i zimno. Codziennie pada deszcz i jest szaro. Jutro odpiszę na Twojego @. Buziaków cały worek :***
    Pa!

    Bozena -
    Witam Cię serdecznie! Dziękuję za odwiedziny i ciepłe słowa.
    Cieszę się, że mogłam tym wpisem dać Ci trochę słońca i energii.
    Pozdrawiam i do szybkiego następnego!

Komentarze wyłączone.