Czerwiec 2011

Przeglądasz archiwum miesięczne dla Czerwiec 2011.

Uwielbiam stare książki i dekadenckie przepisy. Takie, które przypominają mi dzieciństwo i beztroskie chwile. Moją ulubioną książką kucharską jest „Kuchnia Polska” z 1969 roku. Zbiór najlepszej wiedzy i porad, które dziś cenię sobie najbardziej. Oprócz tego przepisy, które przez swoją staroświeckość są teraz modne i lubię do nich wracać. Zawsze, gdy czytam tą książkę to popadam w zadumę i ogarnia mnie nostalgia.

Kisiel nigdy nie był moim ulubionym deserem. Nigdy nie wygrał z domowym budyniem, ale też nigdy nie marudziłam, gdy miałam go zjeść na deser. Moja Mama podawała go z herbatnikami i to wspomnienie przetrwa na wieki. Ostatnio kisiel chodził za mną i nie dawał mi spokoju. I jeszcze u Ani na blogu też się pojawił znienacka :-) W domu była ekologiczna porzeczka, więc natychmiast zrobiłam sobie miseczkę, aby przywołać wspomnienie dzieciństwa i prostych podwieczorków. Cudowny, prosty deser. Właściwie nic takiego, tylko znakomite sezonowe składniki. Naturalny i dietetyczny. Nie jadłam kisielu co najmniej ze dwadzieścia lat.

Pora to zmienić! Bo domowy kisiel smakuje, jak mus. Jak coś za czym powinniśmy zatęsknić… Nawet jeśli kiedyś nie przepadaliśmy za tym smakiem… Smak zaklęty jest w ciepłych wspomnieniach. Czasach, kiedy tak mało było, ale liczył się smak i jakość. I pora podwieczorku też się liczyła.

Gotowanie domowego kisielu nie zajmuje dużo więcej czasu niż przygotowanie kisielu z torebki typu instant, który nie powinien się nawet tak nazywać. Tam nie ma przecież owoców! W kisielach kupnych jest E 163, czerwień koszenilowa – barwnik syntetyczny. Zabroniony w Norwegii i Finlandii.

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Dziś na łamach mojego bloga muszę podziękować Wam za wszystkie listy, prezenty i niespodziewane przesyłki, które dochodzą na moją wiejską pocztę. Naprawdę nie spodziewałam się, że w dobie zabiegania i ciągle narastających obowiązków, macie jeszcze czas na takie czułe gesty. Doceniam to bardzo! Kolejność prezentowanych niespodzianek przypadkowa. Wszystkie są dla mnie bardzo cenne!

Oto prezent od Amelii, która uchyliła mi na swoim przepięknym blogu odrobinę tajemnicy i pokazała pierwsze dwa zdjęcia. Guzik i koszulkę w paseczki. Moja ciekawość rosła z dnia na dzień.

I doszła paczka. Obrazek był pięknie zapakowany w szary papier i ozdobiony firmowym stemplem. W środku list i ciepłe słowa. Bardzo Ci dziękuję! Króliczek ma już swoje miejsce i mieszka w mojej pracowni, chociaż pierwszą noc przemieszkał w naszej sypialni. Mimi spała z tymi wszystkimi prezentami :-)

Jakiś czas temu pisałam Wam, że dostałam sadzonki od Kasi. Przesyłka była mistrzowsko zapakowana i sadzonki doszły w świetnym stanie. Zdjęcie poniżej. Wkrótce pokażę Wam jak świetnie werbena, mięta bałkańska i jabłkowa dają sobie radę w doniczkach.

Pora również podziękować Helenie za śliczne soczysto zielone kokilki oraz Sonii za małe hafty ziół.

Wszystko do siebie pasuje :-)

Otrzymałam również niesamowitą niespodziankę od drugiej Kasi, która przysłała mi coś, za czym bardzo tęsknię. W paczce był obraz „Morze” i piękny list. Wszystko było zapakowane w bardzo artystyczny sposób. To była stuprocentowa niespodzianka. Bardzo Ci dziękuję Kasiu!

I jeszcze kubeczek i opaska na włosy od Ani. Prezent otwierałam przy kawie w „Karma Organic Coffee”.

Całość była również pomysłowo i słodko zapakowana :-)

Niespodzianki, które dostałam od Uli i llooki zostawiam na wpis tematyczny. Będzie o lnach i monogramach, ale to wkrótce!

Jeszcze raz dziękuję Wam za te wszystkie prezenty. Jesteście niesamowite!

Podobne wpisy:

Tagi: ,

Jak w tej piosence.

„Znów przyjdzie mi nosić przykrótkie sny. Do lata, do lata, do lata. Piechotą będę szła…”

Zawsze to śpiewam pod nosem, gdy zbliża się maj i kwitną bzy. Ale bzy już przekwitły i maj przeleciał niepostrzeżenie. W czerwcu kwitną piwonie. A moje przekwitły, kiedy mnie nie było. Po kwiatach już… Coś się skończyło…

Mamy jeszcze trochę czerwca i mamy już kalendarzowe lato. I coraz więcej warzyw, kwiatów, owoców. I najdłuższe dni i białe noce. I kwiat paproci w noc Kupały. Jest przecież tyle powodów, dla których kochamy lato. Natura dwoi i się i troi, żeby pokazać nam całe bogactwo i dobrodziejstwo lata. Pielęgnuję w sobie wakacyjny nastrój. Zbieram kwiaty i jeżdżę na zakupy do rolników. Teraz wszystko smakuję najlepiej. Warto było czekać cały rok. Muszę przyznać, że jestem uzależniona od takich chwil, które obfitują w dobre smaki i słońce. To cenię sobie najbardziej. Latem nie ma nic przyjemniejszego niż pozwolić sobie na leniwe dni. Chwila spędzona na kontemplowaniu mojego otoczenia – żywi mnie i daje spokój. Odpowiednie odpoczywanie, małe przerwy, nieśpieszne posiłki. To wszystko funduje nam lato. Trzeba korzystać, bo lato krótkie jest… A ja jestem dziecko słońca :-)

Dobrego, słonecznego i bardzo smacznego weekendu Wam życzę.

Od lewej, zgodnie ze wskazówkami zegara : maliny ze śmietaną, młode rzodkiewki, letni rosół, domowy serek, goździki ogrodowe, kanapki z ziołami.

****

Pamiętajcie również o konkursie u naszej Ani z KUP! cookbook. Do wygrania przepiękne pudełko – segregator na przepisy.

Konkurs trwa do końca czerwca. Więcej na ten temat znajdziecie tu.

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

« Starsze wpisy

close