„W obronie jedzenia”

Jeżeli odrobiliście zadanie domowe i przeczytaliście książkę „Mordercza gumowa kaczka”, to mam dla Was kolejną pozycję do przeczytania. Jeżeli nie przeczytaliście jeszcze tej pierwszej, to najlepiej przeczytać jedną i drugą. Chociaż zdaję sobie sprawę, że pierwsza pozycja nie jest łatwa do przeczytania, ale nie wszystko się miło czyta ;-)

Dziś chciałabym Wam polecić książkę „W Obronie Jedzenia – Manifest Wszystkożerców” – Michael Pollan. Na 230 stronach znajdziecie samą prawdę o tym, co tak naprawdę trafia na nasz talerz. I chociaż większość tych spraw była mi znana, to przeczytałam książkę w jeden wieczór. Autor omawia wiele produktów tj. chleb, mąka, margaryna, jajka, mięso, itp. Porusza także wiele ważnych problemów, które krótko i sensownie opisuje:

-  O szkodliwości margaryny, która nie jest już ani produktem roślinnym, ani tym bardziej zdrowym. Dlaczego do margaryny ładuje się tak ogromne ilości tłuszczów trans – tłuszcze transgeniczne (ang. trans fat), które są bardzo szkodliwe dla zdrowia?

- Dlaczego wraz z wielkim uprzemysłowieniem, tak bardzo pogorszyło się zdrowie?

- Dlaczego fałszowanie produktów spożywczych przekształciło się w naukę o żywności i dlaczego etykiety na produktach nie opisują produktu w 100%?

- Dlaczego od niskotłuszczowej diety Amerykanie tak bardzo utyli? I dlaczego Francuzi są tacy szczupli? Kto się tak naprawdę pomylił, co do roli tłuszczu w codziennej diecie.

- Kto wymyśla kolejne diety i dlaczego zarabiają na tym wielkie firmy?

- Co to znaczy: najadać się w 80 procentach?

- Dlaczego powinniśmy unikać mleka w proszku i produktów seropodobnych?

Jeżeli interesują Was powyższe tematy to przeczytajcie w „W Obronie Jedzenia”. Trzeba świadomie wybrać prawdziwe jedzenie, a nie jego imitację stworzoną przez technologów żywności w laboratoriach i fabrykach.

Dodano 25. 05

PS

na koniec jeszcze tylko pewne zdanie z książki „W Obronie Jedzenia”.

„Organizacja Narodów Zjednoczonych podała niedawno informację, że liczba osób borykających się z problemami zdrowotnymi wynikającymi z przekarmienia przerosła właśnie liczbę osób cierpiących z niedożywienia”.

Wszystko dlatego, że zalała nas fala taniego, przetworzonego jedzenia i łatwy dostęp. Duże koszyki w sklepie, duże markety i jedzenie 50% gratis w opakowaniu XXL. Cieszę się, że jestem bardzo daleka od tego i żywię głęboką nadzieję, że uda mi się przynajmniej parę osób nakłonić do zmiany życia na lepsze i prostsze. Wszystko zależy od nas samych!

Z góry dziękuję za pozytywny i spokojny odbiór.

****

****

Od lewej, zgodnie ze wskazówkami zegara:

rabarbar, wiejski sernik, kulki lodowe z melisą, miętą i owocami, moje poziomki, domowe ptasie mleczko, tradycyjny trdelnik.

francuskie śniadanko, moje zioła, riesling, grusza, domowa piekarnia, pizzetta.

Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Komentarze (83)

  1. Pauli’s avatar

    Polecam Pollana również. Ja czytałam jego druga książke i choć pisze on dosyć elementarne rzeczy to łatwo zapadaja one w pamięć i mimowolnie zmienia się nawyki żywieniowe :)

    Kulki lodowe z melisą – genialny pomysł :)

  2. llooka’s avatar

    Mimi to Ty powinnaś wydać swoją książkę okraszoną cudnymi zdjęciami! „Jak pięknie i zdrowo żyć” tak powinna się nazywać;)))
    O co chodzi z tymi produktami seropodobnymi?

  3. Mimi’s avatar

    Pauli -
    …a jakie pyszne były! Pasują do lemoniady, wody mineralnej, drinka :-)
    Łatwo się robi i są bardzo efektowne.

    llooka -
    :-) taa, ja? Kto mi wyda taką książkę?
    Odnośnie serów. Sprawa jest prosta, ale nikt w sklepie o tym nie mówi. Ser za 10 -15 zł/ kg nie jest już serem tylko czymś seropodobnym. Ma w sobie ukryte tłuszcze, skrobię pszenną i inne emulgatory i wypełniacze. To pomagają wyprodukować dużo i tanio. Niestety taki skład może być ukryty. Wyrób seropodobny powinien być dokładnie oznaczony „sztuczny ser”. Takie sery idą też do zapiekanek i na pizze. Tu jest więcej na ten temat:
    http://jejkuchnia.pl/uwaga-produkt-seropodobny#13062668614631&250Xwidget-1306266860865

  4. Aneczka’s avatar

    Mimi co racja – to racja! karmia nas okropnymi rzeczami! Ciesz sie, ze masz swoja piekarnie ;), ze masz ogródek :)) Szczęściara z Ciebie :))

    ksiazki przeczytam obie! odrobię zadanie na piątkę ;)

    A ze zdjęć najbardziej lubięfrancuskie sniadanko i trdelnik!!! nasza czeska miłość!

    buziaki!

  5. ewelajna’s avatar

    Mimi zadania domowego nie odrobiłam, choć zapisałam książkę do kupienia – ale coś mi się zdaje, że lepiej ją zamówić – od razu obie, bo będzie szybciej.
    Większość z tego, co pisze-sz Ty i Pollan wiem i stosuję, albo nie w razie potrzeby. Margaryna już dawno nie gości w mojej kuchni, a ze względu na to, co robię, jak pracuję i jak chcę przez to żyć, wiele propozycji jest moim nawykiem i oczywistością samą w sobie. Do tego wszystkiego moja mama mam ogród więc wiele dobra z tego dostaję:)
    Buziaki, MImi, bo o tym trzeba przypominać, gdyż jak do tej pory wielu wierzy reklamom margaryny…

  6. stula’s avatar

    Bardzo dziękuję za propozycję obu książek, zakupiłam je przed chwilą na allegro.
    Odkąd żyję metodą Montignaca – wszystko co związane z jedzeniem i życiem bardziej eko jest mi cenne. Zmieniłam swój sposób żywienia o 180 stopni:) i jestem szczęśliwa.
    POZDRAWIAM!

  7. Mimi’s avatar

    Aneczka -
    no to dostaniesz piąteczkę, chlebuś i bułeczkę :-)))
    Trdelnik uwielbiam :-) Niezmieniony od lat i bez oszukaństwa!
    Czeska miłość, ano!
    Buzi :*

    ewelajna -
    no właśnie! Rama pomaga rosnąć dzieciom i najlepsza do wypieków. Lub margaryny dla osób starszych, które obniżają cholesterol – podwyższają chyba!
    Wiem, że u Ciebie kuchnia bardzo przemyślana i Twój sposób życia jest bardzo dobry!
    Ja jem „ubogo” od ponad 3 lat i nie chcę już inaczej. Trochę zmusiła mnie alergia na ziarna i pestycydy, ale też dużo własne obserwacje i przemyślenia.
    Polecam Ci te lektury, bo są tam też tematy, których raczej nie znaliśmy…
    Dobrej nocy moja Droga!

    stula -
    SUPER!!!
    Jestem głęboko przekona, że dobre jedzenie daje nam dobre samopoczucie i szczęście. Cieszę się, że Ty też tak masz!
    Pozdrawiam ciepło!

  8. ella’s avatar

    ech… ciężki temat dla mnie…
    Ja np. nie mogę po prostu wytlumaczyc teściowej, żeby NIE dawala mojemu dziecku zupek na kostkach rosolowych. No nie da rady, sami maja ogródek,jedzą wiele naturalnych produktów, ale vegeta,kostki i inne dziwne rzeczy jak coś tam drobiowego w folii (ma to być szynka niby ) jest na porządku dziennym. Przecież nie zabronię dziecku kontaktu z dziadkami ….
    Dla mnie zdrowe jedzenie jest naturalne jak oddychanie. Ale dla moich bliskich jestem dziwadłem i wymyślam ….
    Ciągle mi dogryzają i naigrywają sie z mojego sposobu jedzenia … Taka mentalność nasza. Czlowiek nie potrafi uwierzyć, że nas trują. Nie przyjmuje do wiadomości takch faktów.
    Powiem tak, nie umiem kupić w warzywniaku niczego poza czosnkiem, bo wszystko inne wydaje mi sie dziwne (dlaczego marchewka nie zwęza się ku dolowi ?) . Jednak mam swoje grzechy – na wyjazdach, u rodziców/tesciów. Cięzko jest się odciąć, ciężko nic nie jeść przy wspólnym obiedzie. Sytuacja patowa!
    Kolejny temat to mleko. Karmilam ile moglam , później polecone przez pediatrę nestle (żaluje, ze nie doczytalam o nim ). Teraz kupuje BIO, ale jedak w proszku.
    Zyjemy w naprawdę cieżkich dla żolądka i naszego zdrowia czasach.
    Niby jest juz wybór, ale nie zawsze dostepny, niekiedy trzeba sie nieźle naszukać.
    Polecm też film ‘korporacyjna zywność’ – brrr….
    Przepraszam, że tak chaotycznie, ale temat dla mnie drażliwy :)

  9. Ewa’s avatar

    Mimi, super, że poruszasz tak ważny temat! Książek, które przedstawiasz nie czytałam. Od lat „studiuje” zawartość, wiele produktów wykluczyłam z jadłospisu. Serów żółtych nie jadam – wogóle! Podobnie jak mięsa. Dla mnie najważniejszy jest jak najprostszy skład i żywność wyprodukowana w zgodzie ze środowiskiem naturalnym w oparciu o sprawiedliwy handel. W grę wchodzi jeszcze emisja dwutlenku węgla, ale to już temat rzeka.
    Ogromną wagę przywiązuję nie tylko do produktów, ale również do przygotowania posiłku i atmosfery w jakiej go zjadam.
    Kulki lodowe też robię – z miętą. U mnie dzisiaj rabarbarowo: ciasto i kompocik :-) A jutro kalarepa w roli głównej.
    Dobranoc :-)

  10. ula’s avatar

    tak, to ciężki temat, ja mam tez swoje przemyślenia na te sprawy, jako, że świeżo jestem po lekturze książki „Terapia doktora Gersona”, sporo tam na temat właśnie jedzenia, które nas truje i o tym głośno się nie mówi, i szkodliwych chemikaliów wokoło nas, jako, że temat jest rozległy i trudno coś nagle w swoim życiu zmienić radykalnie z dnia na dzień, to przynajmniej można zacząć i pomału wdrażać te zdrowsze nawyki, co też dawno już poczyniłam i w naszym domu nigdy więcej ni zagości np. olej płynny, bo okazuje się, że to lipa, najzdrowszymi tłuszczami do smażenia np. są wyłącznie masło sklarowane, smalec oraz olej palmowy, a do sałatek i spożywania na zimno używamy wyłącznie oliwy z oliwek, oleju z orzechów czy lnianego.
    Moje córki np. nie używają żadnych kupnych scrubów o ciała, nauczyłam je robić naturalne, ze składników dostępnych w domu :), wiadomo, to co się da ,można zmienić od razu, i powoli jednak iść w stronę tego zdrowszego odżywiania :)
    nigdy tez nie używaliśmy margaryny do smarowania ani do pieczenia tym bardziej.
    Mimi, książki znam – ale ich jeszcze nie mam, niebawem zamierzam kupić :)
    Moje dziewczyny bardzo się interesują zdrowym odżywianiem, więc mam z kim o tym pogadać i razem szperamy w tym temacie. Ostatnio poję je sokiem z trawy pszenicznej, nawet nie protestują :)
    Pisz więcej takich postów, bo są ciekawe i bardzo przydatne, no i te zdjęcia… aż proszą by zasiąść z Wami do śniadania :) a kulki z melisa i owocami wypróbuje :)
    pozdrawiam ciepło.

  11. Joanna’s avatar

    Mimi, Temat jedzenia jest mi bardzo bliski. Zawsze wydawało mi się, że te wszystkie sprawy związane z zdrowymi, fajnymi i pysznymi produktami każdemu są znane i oczywiste.
    Co i rusz spotykam takie książki, które rzekomo odkrywają dla nas nowość w tej dziedzinie. Otwierają oczy. Jednak sięgają po nie osoby zainteresowane a więc automatycznie „wiedzące”. Na co dzień borykamy się z tak wieloma zadaniami i myślami, że tracimy czujność. Sytuacje, które powinny nam sprzyjać automatycznie, koncerny za nasze własne pieniądze myślą tylko o korzyściach indywidualnych – to wielka zdrada, że wciąż musimy być czujni.
    Napisałaś, że większość spraw była Ci znana – myślę, że wszyscy o tym wiemy tylko nie chce nam się myśleć i czytać na zakupach. Swoją drogą co za straszne świństwo, że człowiek w sklepie, gdzie poniekąd powinien spokojnie i bezpiecznie „polować” bardziej zagrożony jest niż, niegdyś ten człowiek co naprawdę polował.
    Ella – mam to samo od kiedy skończyłam 20 lat. Np. Dlaczego nie daję dziecku masła – weź tu tłumacz – że to nie tak, że to nie nie do końca, że przecież daję a że właściwie to… nie daję etc. nie wiele osób zrozumie a jednocześnie po co tłumaczyć – szkoda czasu i energii. Te wszystkie zarzuty. Kpiny. Wręcz szykany w niektórych sytuacjach, których nie sposób uniknąć.
    Fantastycznie, że znalazłam tu tyle podobnie myślących osób.
    Dziękuję Mimi, że poruszasz tematy trudne. Serdeczności dziewczęta :)

  12. kit@autograf.pl’s avatar

    Najbardziej budujace jest to ze sa ludzie ktorzy podobnie mysla!tak jak ktos wczesniej wspomnial uchodzi sie za dziwaka,nie ma sie co tym przejmowac,ale nie jest latwo,a z biegiem czasu niestety nastepuje „wymiana” znajomych…no i chyba najdluzej trwa wpajanie dzieciom{zwlaszcza chlopakom}ale z kazdym dniem do przodu.Ksiazki warto przeczytac i mozemy sie cieszyc ze mamy dostep do takich ksiazek.A ja chcialabym sie dowiedziec co to jest trdelnik?pozdr.i dzieki za fajny wpis az chce sie zyc na mysl ze tylu ludzi tak podobnie mysli.

  13. Mimi’s avatar

    ella -
    co Ci mogę doradzić.
    Kup swojej teściowej zapas kostek rosołowych BIO. Są takie na rynku i daj jej. Powiedź jej, że są takie same, tak samo wyjdzie na nich zupa, tyle tylko, że nie mają ukrytych tłuszczy trans i glutaminianusodu i innych trudnych do przeczytania nazw. Głównie w kostkach typu knor lub winiary jest bardzo szkodliwy utwardzony tłuszcz. Zresztą Ty to wiesz. Tobie nie muszę tego tłumaczyć. Wiem, że jest Ci ciężko. Mi też nie jest łatwo. Ja już od ponad 3 lat jem po swojemu i wiele osób mnie potraktowało jak totalnego dziwaka. Nie przejmuj się tym! Ty wygrywasz! Ty rób swoje! Mi jest o wiele łatwej. Nie ma rodziny, dzieci… Chociaż smutniej – taka ciężka prawda :-(
    Moja druga połowę do wyżywienia, która je to samo co i ja.
    Jestem z Ciebie dumna, że idziesz w to w zaparte, a nie jest Ci łatwo. Tak trzymaj! Brawo!
    PS
    nestle to dramat. Ku przestrodze innym!
    Film film „korporacyjna żywność” – znam.

    Ewa -
    cieszę się, że temat jest Ci bliski. Ja mięso jem raz w miesiącu lub rzadziej i tylko z gospodarstwa od rolnika. To taka dieta prababek :-) Głównie jest to wiejska kurka. Sery żółte tylko w małych ilościach, jako deser. Wybieram te prawdziwe – czyli u nas bardzo drogie. Kupuję po 70 -100 gram. Jak jestem gdzieś na urlopie np. Francji to więcej bo są tańsze. Cieszę się, że piszesz, że przygotowywanie i spożywanie posiłków jest dla Ciebie bardzo ważne. Super! Też tak mam i bardzo te doceniam. Pozdrawiam ciepło.

    ula -
    dokładnie tak jak piszesz. Trzeba wrócić do tego, co nasze babcie i prababcie używały w kuchni. Wiem, że dziś nie jest już łatwo, ale przynajmniej podstawowe składniki diety warto zmienić. Ja po mleko, śmietanę, jajka jeżdżę ponad 30 km. w jedną stronę. Wcale nie mam ich u siebie na wsi. Myślę, że każdy ma w obrębie 60 km. jakiegoś rolnika, który może coś sprzedać bezpośrednio.
    Scrubów do ciała też nie kupuję od lat. Wymysł przemysłu kosmetycznego i nic więcej. Wystarczy naturalna gąbka lub loffa lub domowe sposoby. Wiem, że Ty znasz.
    Dziękuję za dobry odbiór i wierzę, że moje czytelniczki nie traktują mnie jak dziwaka.
    Uściski!

    Joanna -
    no właśnie! Bardzo dobry temat tu poruszyłaś. Po takie książki sięgają osoby, które znają zło tego świata i wielkiego przemysłu. To jest smutne! Wiem, że tak jest.
    Trudno jest przekonać innych. Każdy na start powie, że to jest drogie, trudno dostępne i trzeba na to dużo czasu. To prawda, ale życie jedno! Ja do najbliższego gospodarstwa ekologicznego też mam daleko. W mojej wiosce nie można kupić nawet pół jajka. Jest jeden mały sklepik, gdzie pani ma towar z giełdy i macro. Czyli mini market! Zero lokalnych produktów. Wiem dziewczyny, że nie jest łatwo, ale cieszę się, że mamy wspólny język i chęć do zmiany na lepsze!

    Ja nie piszę na blogu o swojej własnej diecie, ale jem naprawdę ubogo, ale dobrze.

  14. kasia’s avatar

    namieszalam w tytule.

  15. kasia’s avatar

    Chyba cos nie doszlo.wiec pisze jeszcze raz,super wpis,budujace ze tyle ludzi mysli tak samo,jak wspomnial ktos wczesniej uchodzi sie za dziwaka,niestety.nie ma sie co tym przejmowac ale nie jest latwo,a zbiegiem czasu „wymienia sie” niestety czasami znajomych.Wlasnie wyruszam do mojego rolnika i bede stac godz. w kolejce ale warto.ksiazki super,dobrze ze mamy do nich dostep,pozdr.i chcialabym sie dowiedziec co to jest trdelnik?

  16. Mimi’s avatar

    kasia -
    nic nie szkodzi. Wiedziałam, że to Ty :-) Wszystko doszło. Jesteś powyżej w komentarzu :-) Nic się nie stało.
    Trdelnik – to ciastko z paleniska. Słowacki regionalny przysmak. Receptura nie zmieniona od lat. Bardzo dobre i proste. Ubogi skład. Pycha!
    Oj, Kasiu. Znam to, co piszesz „wymiana” znajomych. Przeszłam już to. Teraz mam WAS i dobrze, że tak się stało. Ja od paru lat uchodzę za dziwaka. Mało kto rozumie, że alergia moja powstała gdy polskie jedzenie zrobiło się przetworzone ( jakieś 5 -6 lat temu) Dlatego od paru lat jem monotonnie, ale zdrowo. Nie chodzę w gości i jestem dziwakiem. Jadę na urlop z własną patelnią i tam kupuję lokalne produkty od rolników, rybaków. Podziwiam wszystkie osoby, które wpajają swoim dzieciom dobre i zdrowe nawyki. Brawo dziewczyny!
    PS
    udanej wyprawy do rolnika. Bardzo mnie to cieszy!

  17. stula’s avatar

    Jak sobie człowiek poczyta z rana takie komentarze to … od razu wyszło słońce po nocnej wichurze.
    Dziś u mnie ciasto (bez proszku do pieczenia bez sody) z rabarabarem i truskawkami. A na jutro szykuję już listę zakupów – syrop z agawy, puerh, masło orzechowe, pęczak i warzywa warzywa warzywa.
    DOBREGO DNIA!

  18. Helena’s avatar

    Ja poprzednie zadanie domowe odrobiłam, książkę przeczytałam z zapartym tchem. Sporo się z niej dowiedziałam. Bardzo mi się podoba sposób w jaki ta książka została napisana. Dlatego wyżej polecaną książkę równie chętnie przeczytam. Wychodzę z podobnego założenia, że im mniej tym lepiej. Lubię proste smaki, szukam potraw, które mają mniej składników, bo nauczona doświadczeniem wiem, że to do nich wracam najczęściej i jem je z przyjemnością. Wolę kupić mniej a lepiej i to dotyczy wszystkiego. Wiosna, lato i jesień to dobra pora, bo łatwiej o dobre zaopatrzenie i smaczne jedzenie. Ja już nie mogę się doczekać młodych polskich ziemniaczków, takich malutkich jak orzeszki, które wystarczy porządnie umyć i lekko oskrobać, potem polać masełkiem, posypać koperkiem pychaaaa. Ale i o to coraz trudniej, bo w wielu miejscach królują „piękne” gigantyczne, umyte ziemniaki, które nie mają żądnego smaku. A do takich prawdziwych pierwszych ziemniaczków to jak byłam mała to Mama robiła jeszcze zsiadłe mleko, takie domowe, teraz już ze sklepowego mleka nie da się takiego zrobić, można kupić gotowe, ja wolę nawet tego wynalazku nie próbować żeby nie zepsuć smaku wspomnień. Trudne te nasze czasy.
    Słoneczka życzę!

  19. jaśminowasia’s avatar

    bardzo Ci dziękuję za ten wpis i czekam na więcej, mam ogromne problemy z alergią pokarmową, krzyżową, wielu produktów nie mogę jeść, i codziennie obiecuję sobie, że coś zmienię, że zadbam o siebie, że nie będę tak gonić, nie wiadomo gdzie i za czym, może małymi krokami to mi się uda, może możesz mi polecić jeszcze więcej do czytania? serdecznie pozdrawiam

  20. Mimi’s avatar

    stula -
    mniam!
    Ja sodę stosuję w swojej kuchni.To produkt starej daty. Tylko trzeba czytać opakowania, bo do sody też ładują konserwant lub antyzbrylacz.
    Zaś proszek do pieczenia kupuję od dawna eko. Kosztuje nie wiele więcej. Chyba jakieś 1,50 w zdrowej żywności. Tylko ciasta na nim nie są takie wyrośnięte i dobrze :-) Mniej się zje :-)
    Listę zakupów masz super! Syrop z agawy daję do ciast i bardzo lubię. Świetna lista.
    Kiedy jedziesz do Piranka? Mnie już nosi :-) Oj, bardzo. Codziennie myślę o tym i mam na tapecie komputera ustawioną ich pogodę :-)

    Helena -
    BRAWO! Masz 5 z kwiatkiem!
    W „Obronie Jedzenia” czyta się szybko i łatwo. Na końcu książki jest rozdział jak żyć i czego unikać, czyli to samo co w pozycji I. Książka jest dobra!
    Ja też czekam na młode ziemniaczki. Na szczęście mam dostęp do mleka wiejskiego – prosto od krówki, tylko muszę daleko jechać, ale jeździmy. Robię później też masło i serek. Tym sposobem mam 3 domowe produkty. Napiszę kiedyś o tym, bo to banalnie łatwe.
    No właśnie! Mniej znaczy lepiej! Cieszę się bardzo, że też tak masz!
    Posyłam uściski!

    jaśminowasia -
    polecam jeszcze „Sztukę umiaru” i „Sztukę prostoty”. Pisałam już o tym.
    Ja też mam alergię krzyżowe, właściwie większość u mnie to krzyżówka.
    Ja mam bardzo rygorystyczną dietę i alergia mi wtedy nie straszna. Jakieś 5 lat temu dostałam strasznego uczulenia od chleba, który podobno był tradycyjny i na zakwasie, i z czystej mąki, i drogi, i najlepszy! Ba! Niestety mąka była wzbogacana. Okazało się, że mam uczulenie nie na pszenicę tylko na pestycydy, które są na polu gdy pszenica rośnie. Z innym ziarnami – to samo. Proste! Teraz kupuję mąkę w „Bogutyn Młyn” i nic mnie nie uczula. Wiem, że Ci się uda. Spokojnie. Grunt to myśleć o tym i mieć pozytywne nastawienie. Trzymam kciuki!

  21. Celina’s avatar

    Mimi, dzięki Tobie przejrzałam na oczy , w łazience królują kosmetyki naturalne,
    próbuję kupować żywność eko, którą jest ciężko zdobyć .
    Smak bezcenny . Dziękuję !.
    Pozdrawiam serdecznie !!.

  22. ella’s avatar

    Miło mi, że przynajmniej tu mogę spotkać się ze zrozumieniem :) Mimi pięknie to napisałaś, aż mi się oczy zaszkliły, zwłaszcza, że dzis mam kiepski dzień.
    o kostkach bio myślałam, ale nie wiem jak zostana przyjęte.
    Moze wepchnę jej ksiażkę do przeczytania? ;)
    Joanna dzięki takim pogawedkom blogowym, wiem, że nie zwariowałam :)
    Ula -fajna z Ciebie mama :)

  23. Mimi’s avatar

    Celina -
    dziękuję! To jak nagroda!
    Wie, że o dobre jedzenie jest trudno, ale ten trud się opłaca. Wiem, że to rozumiesz!
    Kiedyś też tak było. Jadło się to, co było :-)))

    ella -
    …ja też mam dziś kiepski i smutny dzień. Bo zbliża się 26 maj :-(
    Smutne wspomnienia niosą łzy. Życie…
    Ella, jestem naprawdę z Ciebie dumna! Kostki bio kup i podmień opakowania. Czasem nie warto tracić energii na przekonywania. One w środku są w takim samym pazłotku i będzie po sprawie. Ty będziesz zadowolona i spokojna i teściowa też :-) Ja myślę, że to najlepszy sposób.
    Uściski Wielkie i do przodu! Razem raźniej :-) Pamiętaj!

  24. Karolina z Manderlay’s avatar

    Mimi, nas do uważnego patrzenia w talerz zmusiły trochę choroby i nietolerancje pokarmowe. Początkowo dziwnie czułam się czytając każdą informację na produktach i rezygnując z wielu zakupów. Dzięki Tobie wiem jeszcze więcej i pilniej studiuję temat. Jak Staś poszedł do przedszkola od razu dałam spis produktów, które może jeść, mimo to pakuję mu własne drugie śniadanie i podwieczorek. Trudno to wszystko pogodzić, zdrowsze jedzenie wcale nie jest łatwe do wprowadzenia w życie, gdy na każdym kroku częstują mi dzieci czekoladkami, lizakami i cukierkami. Trudno dziecku wytłumaczyć, że nie może tego dostać. Dodatkowo o kurczaka bez hormonów trudno, że już nie wspomnę o marchewce i innych rzeczach. Ważne by się jednak starać, prawda? Dla zdrowia i dla smaku:) Książkę zapisuję! Jak dobrze, że poruszasz takie tematy i mobilizujesz, by zdrowiej, lepiej i piękniej żyć. Fotki cudo, jestem za Twoją książką!
    Uściski posyłam:)

  25. Bree’s avatar

    Spisalam tytuly i musze zakupic gdy bede w pl, dziekuje, chyba zyje w wielkiej nieswiadomosci albo co gorsza nie chce o tym jeszcze myslec i zaglebiac w temat, a powinnam, po czesci to robie ale musze bardziej. Kulki lodowe – o rany jakie to proste a jakie piekne! Mimi -fajnie ze Jestes :D sciskam mocno :*

  26. agalu’s avatar

    Jejjjj! Ściskam Cię, Mimi, za ten post i wszystkie dziewczyny za komentarze!
    U mnie zmiany zachodzą bardzo powoli, bo wcale nie jest tak łatwo znaleźć bio produkty, mieszkając w środku dużej aglomeracji i nie dysponując ogromną ilością pieniędzy… Niestety. Nawet na naszym lokalnym targu nie wszyscy są w stanie powiedzieć mi skąd mają warzywa/jajka/owoce, a co gorsza – potrafią też mijać się z prawdą. A chemię w takiej marchewce czy sałacie można przecież wyczuć na kilometr.
    ALE. Powoli wprowadzamy takie jedzenie, które nie wymaga wyszukanych składników. Powoli poszerza nam się krąg zaufanych dostawców i miejsc, w których warto kupować. Sprawdzamy etykietki. Testujemy. Myślę, że każda, nawet najmniejsza rzecz, którą zrobimy dla siebie na tym polu – będzie cenna i wyjdzie nam na zdrowie :-)
    Takie wpisy i komentarze podnoszą na duchu, pokazują, że coraz więcej jest ludzi którzy nie mają ochoty traktować swojego ciała jak wysypiska. Jedzenie powinno być pod szczególną kontrolą, ale cóż… jest tak jest. Zyski ponad wszystko.
    Ale my się nie boimy :-))) O.

  27. Bree’s avatar

    jeszcze dopisze ze swietna wymiana dyskusja sie zaczyna :)

  28. kasia’s avatar

    Również wyznaję zasadę, im prościej tym lepiej. Kupując eko, tradycyjną żywność można nacieszyć się pełnią smaku, delektujemy się każdym kęsem. Nie oszczędzam na jedzeniu, ponieważ wyznaję zasadę jestem tym co jem. Gdy patrzę na koszyki w supermarkecie wypełnione przetworzoną żywnością, to dziwię się jak ludzie bezmyślnie podchodzą do tego tematu.

  29. alicebarto’s avatar

    Witam wszystkich – ja pierwszy raz, ale czytam Cię Mimi często i prawie od początku. A poniewaz temat jest mi wyjątkowo bliski – „wyrwałam się do odpowiedzi” :) Wszystko to, co zostało tutaj napisane jest dla mnie szczególnie ważne. Mam 2 córcie w wieku szkolnym i staram się jak mogę o wartościowe życie (również odżywianie) w moim domu. Piekę chleb i ciasta, mam swój mały ogródek i zielnik, supertatę, który dla swoich wnucząt specjalnie hoduje kurki i króliczki. Wiem wiem, jestem szczęściarą. Ale wiem też, że tato chętnie podwoiłby hodowlę, gdyby byli chętni. A nie ma.
    Moje dziewczyny uchodzą za dziwadła w szkole – nie kupują przeokropnych słodyczy w sklepiku szkolnym, chrupią marchewkę, jedzą czosnek, słodycze 1x w tygodniu i kochają sport i ruch na świeżym powietrzu. Niestety w pokoleniu urodzonym po 2000 r. to rzadkość. W dobrym tonie jest niećwiczenie na wf, unikanie boiska szkolnego i spędzanie czasu przed tv i komputerem. Takie czasy. Mało która zapracowana mama pakuje dzisiaj domowe sniadanko dziecku do szkoły. Każdy daje parę złotych na fast fooda „żeby zjadło coś ciepłego”. Niestety domowe obiady to w większości domów też rzadkość. Nie ma ani dobrego jedzenia, ani dobrego słowa. Widzę to na zebraniach szkolnych: taka kompletna ignorancja w sprawach żywienia i zdrowego trybu życia, że aż dech w persiach zapiera. Dzieci nie jadają surówek (widzę w szkolnej stołówce), nie znają smaku wielu owoców i warzyw wydawałby się popularnych i dostępnych.
    A najgorsze jest to, że nikt nie ma świadomości jak chore i wątłe pokolenie sobie wychowujemy. Jedzenie byle czego, brak ruchu na powietrzu to niska odporność, podatność na infekcje, krzywy zgryz, wady postawy itd. Problemy to się dopiero zaczną.
    Przepraszam za dość chaotyczną i radykalną wypowiedź.
    Mimi robisz wielką robotę uświadamiając nas i mówiąc głosno o tych sprawach. Może z czasem coś drgnie. Pozdrawiam wszystkich ciepło!

  30. Ola_83’s avatar

    Mimi, to chyba jeden z niewielu blogów, w którym czytam wszystkie komentarze czytelniczek:) Naprawdę można dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy:)
    U mnie to jest nadal pół na pół, mięso, jaja, warzywa mam od mamy z domowych hodowli,ale niestety niektóre produkty są ze sklepów i czasem, choć mam świadomość, że to jest złe, nie mam i nie wiem czym zastąpić:( brakuje mi wiedzy, ale dzięki Tobie wiele się wyjaśnia!
    Książkę na pewno zakupię:)
    Pozdrawiam i życzę uśmiechu!

  31. Mimi’s avatar

    Karolina z Manderlay -
    jest bardzo trudno, wiem! Ale tak jak mówisz: „ważne aby się starać”. Ludzie muszą być świadomi i sami wybierać drogę.
    Najgorszy jest brak wiedzy. Wiem, że Twoje chłopaki to alergiki i wiem, że masz ogromną wiedzę na temat ziół i zdrowego jedzenia.
    Książkę z moimi fotkami i linearnymi rysuneczkami bardzo bym chciała mieć, ale kto mi ją wyda??? W Polsce to chore pieniądze. Nie stać mnie. Ja nawet poległam na siatkach lnianych :-( Pamiętaj, że ja też Ci zawsze życzę – życzyłam albumu z Twoimi akwarelami.
    Trzymajcie się zdrowo i dzielnie. Buziaki :*

    Bree -
    super, że zapisałaś tytuły. Dziękuję!
    Kulki lodowe możesz zrobić nawet z soku z świeżych owoców i masz pyszny sorbet!
    Możesz dać maliny, truskawkę, arbuza lub zioła. Wszystko zależy od potrzeby i nastroju :-)

    agalu -
    świetny komentarz! Dziękuję! Mądre słowa! Powoli, ale do przodu. Wiedza jest najważniejsza! Ja chociaż mieszkam na wsi muszę po jajka, mleko, warzywa jechać ok. 60 km. Tym sposobem pomagam i wspieram małe gospodarstwa, którym nie jest łatwo, oj, nie! Ich też masowa żywność zdusiła. Bardzo Ci dziękuję za pozytywny odbiór!
    Jeżeli chodzi o wydawanie dużych pieniędzy to trzeba omijać drogie i modne sklepy z zdrową żywnością, bo tam nie zarabia rolnik tylko pośrednik i daje ceny z kosmosu. Szukaj rolników w swoim regionie. Tam nie jest drogo! Pisz też tu:
    http://www.odrolnika.pl/

    Bree -
    :-) wszystko dzięki WAM!
    Wasz odbiór jest najważniejszy!

    kasia -
    no właśnie! Kup mniej i zjedź delektując się. Jak deser! Super, że tak jest i u Ciebie!
    Ja ostatnio kupiłam oryginalny francuski ser bio. Raptem 100 gram bo cena bardzo wysoka, ale tam jest samo mleko i śmietana. Zapłaciłam 7 zł i jem go przez tydzień delektując się smakiem. Nie trzeba się najeść i dużo kupić. Później tylko źle się czujemy. Jesteśmy ospali i ociężali.
    Bardzo mnie przeraża dzisiejszy świat. Dużo i jeszcze taniej. I placki ziemniaczane z torebki, bo po co trzeć ziemniaki. Dramat!

  32. Mimi’s avatar

    alicebarto -
    Witaj! Dziękuję za pierwsze literki. Za wspaniały komentarz!
    Dziękuję, że do mnie zaglądasz. Twoje słowa to sama prawda. Niestety smutne to wszystko, ale tak jest. Kolejne pokolenia są coraz bardziej słabe, wątłe i tylko dochodzą kolejne choroby. Nie jestem lekarzem ani jakimś guru, ale jestem przekonana, że ADHD u dzieci jest ściśle związane z jedzeniem przetworzonej żywności. Zresztą są już prowadzone badania, które tego dowiodły. Kadm, pestycydy czy azotany, a szczególnie związki ołowiu zawarte w roślinach i w mięsie uszkadzają komórki nerwowe i wywołują agresję.
    Wraz z wejściem do Unii dostaliśmy gratis całe tuziny konserwantów.
    Pozdrawiam Twoje dziewczyny. Lubię takie dziwadła :-) i Twojego Tatę. Może wróci do hodowli. Mogę pomóc!

    Ola_83 -
    Jejku! Lepszych słów nie mogłam usłyszeć! Cieszę się ogromnie, że czytasz wszystkie komentarze. Zdaje sobie sprawę, że to Ci zabiera trochę czasu. Ja też dziś powinnam pracować i zarabiać na chleb, ale piszę z Wami. To są ważne sprawy i cieszę się ogromnie, że odbiór jest tak dobry!
    Dziękuję z całego serca!

  33. agalu’s avatar

    Mimi – będę szukać! Stronkę zapisałam, zajrzę wieczorem, na spokojnie, dziękuję!
    Placki z torebki – też mnie denerwują! Pomijając wszystko inne – ja kocham placki miłością wielką jak stodoła, a tu taka profanacja.
    I, jeśli można (ojej! wiem, ze można przecież :-)))), to chciałam napisać alicebarto, że mam podobne przemyślenia… Przerażają torebki chipsów w rękach dzieci, maluchy wychodzące z fastfoodów, taki widok naprawdę boli.

  34. gioia’s avatar

    Brava Mimi! Dzieki Tobie wiele z nas zaczelo zwracac uwage na to co wklada do garnka.Ciezki to temat i az nie chce sie wierzyc ze tyle sztucznosci wokol nas… :( Lepiej jesc ubogo a zdrowo,niz miec lodowke pelna chemii,truc nia siebie i bliskich.Moja rodzina pozytywnie przyjela moje „nauki” zaczerpniete od Ciebie Mimi :) ,zaczeli zwracac uwage na to co jest napisane na etykietach,siostra wymienila wszystkie kosmetyki na naturalne.Spotkalam sie jednak i z innym przyjeciem-pare znajomych mi osob ma mnie juz za dziwaczke i niewiele sobie robia z tego co im przekazalam. To ich wybor. Ciesze sie ogromnie ze trafilam tu do Ciebie i dzieki Tobie zyje nam sie teraz lepiej…zdrowiej! Caluje Mimi! :***

  35. ella’s avatar

    Mimi przykro mi … :( przytulam wirtualnie …
    Bardzo fajnie , że robisz taką dobra robotę. Bo ja też czytam komentarze i widze tu sporo ” nawróconych ” babeczek – dziękujemy i tak trzymać ! buziole:)

  36. Mimi’s avatar

    agalu -
    :-)
    w razie chęci trochę dalszej wyprawy masz we Wrocławiu ekobazar w weekendy.

    gioia -
    i ja się cieszę, że mogłam Ci pomóc.
    A dziwakiem to jeszcze nie raz się poczujesz. Niestety eko życie postrzegane jest jako zły przejawa zblazowania i snobizmu. To strasznie smutne.
    Ja nie raz usłyszałam takie słowa. Nie rani mnie to… I Ciebie też moja Droga niech to nie boli. My sami odpowiadam za swoje życie i swój talerz.
    Cieszę się z olbrzymich zmian w Twoim domu. Trzymajcie się kochani!

    ella -
    bardzo, bardzo dziękuję!
    Już mi lepiej :-)
    Super, że komentarze też są czytane. Taka rozmowa ma sens!
    Bardzo się cieszę!

  37. alicebarto’s avatar

    agalu- cieszę się, że podobnie myślisz, sprawa nie jest prosta, a chodzi przecież o nasze dzieci! Bezmyślność niektórych rodziców jest porażająca :(
    Jak by się tak dobrze zastanowić… no to same popatrzcie – wydajemy krocie na dodatkowe zajęcia dla dzieci, a nie zapewniamy im podstaw dobrego życia i rozwoju: zdrowego żywienia…
    Zgadzam się też z opinią, że na dobrym jedzeniu nie warto oszczędzać.
    I na pewno warto dzieciakom wpajać dobre nawyki żywieniowe i świadomość tego, co się je i po co. To w końcu nie taki wielki wysiłek, czasem wystarczy sięgnąć pamięcią do własnego dzieciństwa… A już wspólne gotowanie z pociechami i frajda przy tym są bezcenne :) Dobrego dnia!

  38. alicebarto’s avatar

    I jeszcze jedno: ten wszędobylski ostracyzm i silnie zakorzenione złe nawyki!
    Potwierdzam Mimi – nie warto się przejmować, trzeba robić swoje.
    Moja starsza córka ma 10 lat, stoczyłam prawdziwy bój o to, żeby rodzina i znajomi nie przynosili słodyczy dla niej, gdy nas odwiedzają. Wtedy każdy pukał się w czoło i nie widział w swoim zachowaniu niczego złego.
    Z biegiem lat mam większe doświadczenie i chyba grubszą skórę, nie daję się tak łatwo zranić głupim komentarzem czy uwagą. Po prostu robię swoje, staram się żyć w zgodzie z naturą i dać mojej rodzinie to, co najlepsze. pozdrawiam, :)

  39. magdetta’s avatar

    Zachęciłaś mnie to lektury! Muszę nabyć tą książkę! A zmieniając temat to na jednym ze zdjęć dojrzałam słoiczek z konfiturami Bonne Maman! To moje ulubione! :) pozdrawiam!

  40. stula’s avatar

    Piranek nasz stale mi w głowie ….
    A nawet nie mów.
    Nawet wczoraj pytałam męża kiedy znajdzie czas…
    Póki co się nie zapowiada ale we wrześniu… kto wie…

  41. Mimi’s avatar

    alicebarto -
    tak! Grubsza skóra jest czasem bardzo potrzebna ;-)
    Oby dalej w zgodzie z sobą i naturą!

    magdetta -
    tak, tak! Też je bardzo lubię chociaż jest w nich bardzo dużo cukru, ale przecież nie trzeba zjeść pół słoika :-) Wszystko z umiarem.
    Bonne Maman są obłędnie pyszne jogurty. Niestety u nas nie dostępne. Będę wkrótce na fotkach – „Śniadanka w Pari”.

    stula -
    My zawsze we wrześniu myślimy o wyjazdach – wakacjach.
    Muszę wrócić do mojego Pirano! Codziennie tam jestem myślami.
    Pamiętaj ten plakat ;-))) Jest pod tym wpisem:
    http://bomimi.decostyl.pl/2010/09/20/vsak-dan-riba/

  42. Ania z Krakowa’s avatar

    Zgadzam się z Wami dziewczyny w sprawie zdrowego jedzenia, ogólnie w zmianie nawyków, ja juz od jakiegos czasu staram się nie używać tzw. „chemii”, dokładnie czytam etykiety.
    W kosmetyczce też zmieniła się zawartość odkąd przeczytałam post Mimi o kosmetykach naturalnych. Wiem, że robię cos dla siebie i dla moich bliskich i mam ogromną z tego satysfakcję.
    Tytuły książej już zapisałam w notesie.
    Mimi jeszcze raz dziekuję za tak proste i cenne rady, zdjęcia jak zwykle urzekające.

    p.s. czy można zamówić buteleczkę toniku z róży?

  43. anna’s avatar

    kiedyś nie było dla mnie ważne co jem… choć to nie tak… po prostu nie zwracałam uwagi na skład chemiczny, myśląc (o naiwna!!), że masło to masło i już… od czasu kiedy zostałam Mamą (a w zasadzie gdy Staś był jeszcze w moim brzuszku) ważne jest dla mnie by nasze potrawy nie tylko pięknie wyglądały, ale były przede wszystkim zdrowe… jajka od chłopa ;)) wędlina z małej masarni (choc myslę tak na poważnie o rezygnacji z mięsa), pieczywo, które kosztuje majątek, ale i po tygodnu jest smaczne… owoce ze sprawdzonych uprawa (latem tylko z ogródka Rodziców)… fajnie, ze piszesz o ważnych rzeczach… bo naprawdę warto, mimo zabiegania, troszkę sie zastanowić nad zawartością koszyka przed kasą w supermarkecie…
    pozdrawiam Ania

  44. moni’s avatar

    Co prawda zadania domowego nie odrobiłam :) ale wierszyk 4,5 i 1,2….. zapamiętam do końca życia !( nie wspomnę ile już osób go nauczyłam ! ) Myślę, że tak naprawdę wszystkie te wielkie koncerny spożywcze, farmaceutyczne, łącznie z WHO nie dbają o nasze zdrowie. A wszystko dlatego, że zdrowie się nie opłaca, nie przynosi żadnego dochodu! I na tym to polega. Ale wierzę, że świat możemy zmienić, ale musimy zacząć od siebie ! Nie ma innej drogi.
    Dziękuję Mimi,że mi w tym pomagasz! Nawet nie wiesz jak bardzo.
    Serdecznie pozdrawiam :)

  45. Kinga’s avatar

    Jejku Mimi, Ty to masz wiedzę na temat zdrowego trybu życia. Książkę już zamówiłam, jestem jej bardzo ciekawa. Fajnie, że są ludzie dla których jest ważne to co jedzą, bo niestety u mnie w pracy patrzą na mnie z przymrużeniem oka i „radzą” zamknąć się w namiocie tlenowym:).

  46. Mimi’s avatar

    stula -
    ;-)

    Ania z Krakowa -
    można – nie ma problemu. Już Ci wysłałam maila. Cieszę się, że mogłam Ci pomóc i zmienić na lepsze Twoją kosmetyczkę. Pozdrawiam ciepło.

    anna -
    to bardzo dobrze, że u Ciebie zaszły takie zmiany. Cieszę się bardzo. Ja jem mięso raz na miesiąc lub rzadziej. Tylko takie wiejskie z gospodarstwa. Trudno je zdobyć, więc jemy tego bardzo mało i można. Pozdrawiam ciepło i życzę samych eko dni!

    moni -
    świetnie, że pamiętasz wyliczankę i uczysz innych! To mnie cieszy!!!
    Masz rację, że świat o nas nie dba, że zdrowie się nie opłaca. O tym też jest w tej książce. Liczą się tylko zyski koncernów spożywczych, farmaceutycznych. A soja modyfikowana jest już w lekach i poszło to masowo.
    Pozdrawiam ciepło.

  47. magdetta’s avatar

    Mimi, tak wiem wiem. Mam to szczęście, że mieszkam blisko Francji w której króluje Bonne Maman. Jadam konfitury, przepyszne ciasteczka, jogurty oraz desery tej firmy! Wszystko bardzo smaczne, a z konfitur polecam serię Fruit Intense, smakują prawie jak domowe i mają mniej cukru :) Czekam z niecierpliwością na post w którym napiszesz troszkę o Bonne Maman :) Pozdrawiam!

  48. konstancja30’s avatar

    Mimi książki muszę mieć … temat zdrowego żywienia jest mi bardzo bliski … od jakiegoś czasu staram się sama piec chlebek … ciasta … mięsko mam szczęśliwie wiejskie (głównie indyk, kaczka i gęś) … a prawdziwym rarytasem jest prawdziwy wiejski twarożek (kolejka długa:) ) … małe a cieszy i jakie ważne … wciąż jednak w swej pracy trafiam na osty na łące … dlaczego 10 letnie dziecko ma cholesterol wysoko powyżej normy … dlaczego 5 letnia dziewczynka ze świeżo rozpoznaną cukrzycą przekonuje mamę, że nie zje obiadku (indyk, ziemniaczki, brokuł) a chwilę potem z przyszpitalnego kiosku pochłania 2 „francuskie rogale z czekoladą” aż kipiące od spulchniaczy i puszkę pepsi … ? … takich pytań i takich ostów jest wiele więcej … i ta nieszczęsna vegeta i kostka rosołowa … powszechnie używana jak sól … dlatego dziękuję za ten wpis … chętnie się podpisuję … chętnie czytam i praktykuje … im więcej takich sygnałów tym większa szansa na zmiany :) … eko buziak :)

  49. ika’s avatar

    Mimi, temat bardzo ciekawy i bardzo na czasie!
    ja także jestem przerażona tym co jemy, faszerujemy się śmieciami i chemią a później dziwimy, że chorujemy. Niestety temat mi bliski bo pracuję w onkologii, gdzie liczba chorych na raka żołądka i wogóle przewodu pokarmowego wciąż wzrasta!!! i na nic zdają się badania profilkatyczne jeśli nie zmienimy sposobu żywienia.
    Sama przyznaję się, że dopiero teraz otwierają mi się oczy, ale nie ma się co dziwić, skoro informacje o produkcie na opakowaniu są niepełne lub tak zaszyfrowane, że trudno je zrozumieć i odczytać :( przykre to bardzo, tym bardziej, że ktoś ŚWIADOMIE na to zezwala dopuszczając taką żywność do sprzedaży. Czy pieniądze naprawdę już tak nami zawładnęły??! Ech…
    Ja sama cierpię z powodu złego odżywiania i ciągnie to się za mną od samego dzieciństwa kiedy to byłam faszerowana sztucznym mlekiem Humana dlatego cieszę się, że jesteś i poruszasz takie tematy bo przecież:
    JEMY ŻEBY ŻYĆ A NIE ŻYJEMY ŻEBY JEŚĆ!
    tradycyjnie ściskam :)

1 · 2 ·

Komentarze wyłączone.