Z cyklu – Ukryty skarb
Część I
Do firmy E. DEHILLERIN wybraliśmy się już na drugi dzień pobytu. Pewnie wybralibyśmy się jeszcze szybciej, gdyby nie fakt, że przylecieliśmy do Paryża w sobotę.
Drugi powód, tak szybkiej wizyty był również bardzo ważny. W naszym mieszkaniu, w którym mieliśmy żyć i gotować przez bite 10 dni, nie było porządnej patelni. Brak innych gadżetów kuchennych zupełnie mi nie przeszkadzał, ale widok zmęczonej i do tego jeszcze teflonowej patelni był nie do przyjęcia. Więc ruszyliśmy na zakupy.
W metrze kręciłam się, jak dziecko, które za chwilę dostanie zabawkę. Marzyła mi się stalowa patelnia o jakiej pisał Anthony Bourdain. Ciężka, masywna z grubym dnem. Byłam podekscytowana i nie mogłam się doczekać wizyty.
Dzielnica Les Halles wzięła swoją nazwę od krytych targowisk. Te stare targowiska określał Emil Zola, jako „brzuch Paryża”. Był to centralny punkt dystrybucji świeżych produktów z Francji, zwłaszcza na potrzeby kateringu. Tu kucharze mogli też kupić patelnie, miedziane rondle, przyprawy. Targ zakończył swój żywot w latach sześćdziesiątych. Mimo zamknięcia targu, na niektórych ulicach tej dzielnicy wciąż można poczuć dawną atmosferę. Tu nadal działa kilku hurtowników i bez problemu kupicie garnek wystarczająco duży, by móc się w nim wykąpać ;-)
Tak więc pod numerem 18 mieści się Dehillerin. Największa i najbardziej stylowa hurtownia, jaką kiedykolwiek widziałam. Już od wejścia wiedziałam, że spędzimy tu parę dobrych godzin. Ludzi tłum. Głównie znawcy tematu i restauratorzy, ale turystów też widziałam ;-) Miejsce nie zmieniło się chyba od 1820 roku. Dodam jeszcze, że na kulinarnych blogach czytałam, że obsługa bywa tu dziwna i mało uprzejma.
Na początku trochę nie ufnie, ale po chwili stwierdziliśmy, że można śmiało pobuszować w tym sezamie akcesoriów kuchennych. Zawrót głowy – murowany! Wśród tutejszych skarbów można wymienić, między innymi słynne francuskie miedziane garnki, brytfanny, gęsiarki, koszyki rozrostowe do chleba oraz całe tuziny foremek do wykrawania ciastek. Ba! Były nawet w kształcie Wieży Eiffla ;-)
Rozczulił mnie dział mini foremek do tartinek o średnicy od 1 centymetra. Dalej idąc, mini nożyków i dziwnych przedmiotów. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Ja tylko kocham gotować!
Przez chwilę trochę zapomniałam o patelni, która nas tu przygnała i nie bardzo wiedziałam, co chcę kupić. Chyba dawno żaden sklep nie zrobił na mnie takiego wrażenia. Podobał mi się ten artystyczny nieład, zapach, a nawet wszechobecny kurz, który tak naprawdę jest moim wielkim wrogiem. Byłam głodna, ale zapomniałam o tym. Byłam rozkojarzona, ale podobało mi się to. Obserwowałam kupujących i ich rozmowy, które nabierały coraz większego tempa, a ich zakupy nie mieściły się w ogromnych siatkach i kartonach. Byłam w innym świecie…
Największym rarytasem okazała się jednak piwnica do, której prowadziły stare, kręte schody. Tu na półkach piętrzyły się stosy miedzianych garnków, garów i rondli. Po dłuższej chwili odnajdujemy to, co chcemy. Teraz pora na ciężką prawdę – jaka jest tego cena? Obsługuje nas bardzo oryginalny pan z aksamitką we włosach. Pan ma włosy związane w lichą kiteczkę i stoicki spokój. Idealnie pasuje do tego miejsca. Jest bardzo pomocny i zdaje się, że wszystkie ceny ma w głowie. Kupujemy 4 rzeczy, ale o tym napisze już wkrótce MyZorki. Nie zabiorę mu tej przyjemności :-)
Sprzedawca odprowadza nas do drzwi. Wychodzi na próg swojego sklepu i spogląda na rue Coquillere. Mówi trochę do nas, trochę do siebie.
- Czemu ten świat tak gna?
Po czym szybko znika w tłumie innych kupujących i pytających, którzy go bardzo potrzebują.






Indeks z cenami. Wszystko ukryte pod kodem, tysiące pozycji. Trzeba się trochę naszukać ceny ;-)
E. DEHILLERIN — Le spécialiste du matériel de cuisine
18 et 20, rue Coquillière – 51, rue Jean- Jacques Rousseau – 75001 PARIS
****
Na pocieszenie dla wszystkich osób, które nie mogą odwiedzić tego sklepu osobiście, podaje link do polskiej strony, która ma również wspaniały i podobny asortyment.
http://tomgast.pl/
Podobne wpisy:
Tagi: Anthony Bourdain, E. DEHILLERIN, Les Halles, Ukryty skarb
-
Cudnowna historia. A ten sklep jest zupełnie odlotowy:)
Widziałam podobny w NY, choć już bez tego klimatu.
Zdjęcia super.PS Doszły plakaty – wielkie dzięki – na żywo jeszcze ładniejsze:)
-
alez dziwne miejsce!takie troche jak graciarnia,stary magazyn.tajemnicze,nawet odrobinke straszne:)uwielbiam takie miejsca.oh poszperalabym wsrod foremek.szczesciara z Ciebie!
-
wow! poszalałabym w takim miejscu :)
-
oj ja bym przygarnęła paryską foremeczkę bez dwóch zdań :) miejsce troszkę spowite grozą :))) ale jak chętnie bym je odwiedziła … a z tom gastu mam dwa garnuszki – pamiątka z czasów pracy w hurtowni gastronomicznej (prezent od właścicieli :))) są ze mną przez lata i wyglądają jak nowe , a na brak rozrywki to one nie narzekają :))) pozdrawiam cieplutko Kochana ..
-
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm ale czad no graciarnia total !!! ale miałaś fajnie w tej zwariowanej krainie – mimi widziałam twoją walizkę na wyjazd – jsestem ciekawa jak wyglądała powrotna ?! piękny kolejny wpis ech och ach !!!! buziole :)
-
Uwielbiam Cie…:):* zawsze kiedy mam gorszy dzień zaglądam do Mimi i od razu żyć się chce..:) pozdrawiam
-
A ja czytam i czytam i wydaje mi się jakbyś o jakimś nierzeczywistym miejscu pisała… Najpierw u Seba przeczytałam i obejrzałam patelnie:), teraz u Ciebie . Mimi, jak dobrze, ze pokazujesz takie miejsca:)
Rozglądam się za książką i czekam u Seba co tam ciekawego kupiliście!
I snów pięknych Ci życzę!
P.S. Ja tak późno z pracy wracam, stąd życzenia snów szczęśliwych! -
miejsce wygląda niezwyle ciekawie :) A ta uwaga sprzedawcy o gnającym swiecie mnie zasmuciła, bo to prawda, a ja chyba tak nie chcę …
-
Oj Mimi – dzięki Twoim opowieściom człowiek może dalej marzyć… Ta wszechogarniająca komercha tak przytłacza, że Twoje relacje wydają się być jak nie z tego świata. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że gdzieś jeszcze są takie miejsca… Czekam na więcej… Śpij dobrze i jak by to powiedział mój synek – niech Ci się śnią motylki:-)
-
Ach marzę o wizycie w Paryżu. Byłam raz jak mialam 19 lat ale dwa zabiegane dni. Mało zwiedzania. O tym miejscu czytałam na kulinarnym blogu i już wtedy zamarzyłam aby tam być. Jutro jedziemy po garnki i patelnię i teraz nie wiem co zrobić. Jestem w kropce co wybrać. Czy emaliowane garnki nadają się do kuchni indukcyjnej. Jaka patelnia? Mam już działającą kuchnię a nie mam na czym gotować i nie wiem co wybrać przy bardzo ograniczonych środkach finansowych bo nie planowaliśmy na ten miesiąc zakupu garnków wiadomo święta przed nami a te które w pudełku czekały od ślubu okazały się nie nadające.
Wspaniała wizyta w Paryżu. Podziwiam zdjecia. Pozdrawiam serdecznie! -
WOW no i znowu oszalałam… Mimi w cudowny sposób przenosisz mnie do Paryża.. niby jestem w domu a jednak…pan z cienka kitką otacza mnie swoją przedziwną aurą i proponuje kolejny nieziemski garnuszek..
Moja podróż do Paryża zbliża się do mnie małymi kroczkami i już wiem że ubrania zostaną w domu..
Hmm już czuję zapach omlecika według Julii Child z mojej nowej, niedużej patelni..pozdrowionka Mimi
Ellu -
Co za miejsce…
Przypomina trochę graciarnię, uwielbiam takie miejsca.
Jak sięgam pamięcią do czasów dzieciństwa moja ciocia pracowała w magazynie SPHP (czy cos takiego)- no nie był w takim stylowym budynku, ale oczami dziecka widziałam pomieszczenie z małymi okienkami przykurzonymi i z pajęczynami, rzędy wysokich metalowo-drewanianych regałów a na nich stosy akcesoriów kuchennych: garnki wszelkiej maści, naczynia, porcelana, ceramika… a na końcu był kantorek a w nim pan magazynier w granatowym fartuchu i takich zarękawkach na gumkach w rogowych okularach pijący herbatę ze szklanki w uchwycie i taki jakby też przykurzony i obrośnięty pajęczyną. Byłam tam tylko 2 razy ale pamiętam do dzisiaj jakie wrażenie zrobiły na mnie te stosy przeróżnych artykułów.
Chętnie bym zagościła w tym paryskim składzie…może kiedyś…
Fajnie oddałaś klimat tego miejsca, dzięki za wrażeniamiłego dnia
-
Cudowny wpis, cudownie opowiedziana relacja z zakupów w raju. Czytałam o tym miejscu na blogach kucharskich, ale myślałam, że to maleńki sklepik a nie taka obszerna hurtownia. Dobrze, że są jeszcze miejsca w których czas się zatrzymał. Pewnie spędziłabym w piwnicy bardzo dużo czasu, ja należę do tych osób, które zakupów nie lubią za bardzo, zwłaszcza chodzić po sklepach z ciuchami, ale sklepy z rzeczami do kuchni uwielbiam. Pewnie bym straciła głowę przy foremkach do ciasteczek, bo zbieram je od kilku lat, myślę, że mam już ich kilkaset pogrupowanych tematycznie, ale ciągle mi mało :-) Obok takiej patelni też nie przeszłabym obojętnie. Mimi dziękuję Ci serdecznie za ten wpis, na pewno to będzie jedno z pierwszych miejsc do odwiedzenia przy okazji wizyty w Paryżu, która kiedyś mam nadzieję dojdzie do skutku :-)
Dobrego dnia! -
byłam wiele,wiele razy w Paryżu,odwiedziłam wiele ciekawych miejsc , ale jak teraz pojadę , to będę go poznawać Twoimi oczami Mimi. Skrzętnie notuję adresy miejsc
o których tak pięknie piszesz.
Wielkie dzięki moja Przewodniczko Magicznych Miejsc !
Pozdrawiam… -
Mimi, wpadłam dzisiaj na trop pewnego bloga i od razu pomyślałam o Tobie :) Może już go znasz, a jeśli nie, to mam nadzieję, że Ci się spodoba: http://lawendowydom.blogspot.com/
Buziaki!
-
Ten sklep jakby z innego swiata jest…to cudowne,ze takie miejsca choc nieliczne,nadal istnieja!Te malenkie poleczki z przegrodkami,patelnie zawieszone na scianie… :) Eh…zaszylabym sie w takim sklepie na dobre pare godzin! :)) Mimi,jestes niesamowita,jak Ty odnajdujesz takie skarby??
Cieple pozdrowienia posylam!
-
Jak ja lubię takie tajemnicze miejsca gdzie czas płynie inaczej. Są trochę jak przygoda, a trochę jak stary znajomy z którym mówimy sobie po imieniu. Tyle tam skarbów. Strasznie mi się podoba jak te wszystkie rondle i patelnie wiszą sobie to tu to tam:) Miedziane garnki i formy robią wrażenie. Ja już wiem, że polubiłabym to miejsce bardzo. A kota nie było? Jakoś rudy kocur bardzo by mi tam pasował;)
Ściskam i buziaki jak misiaki posyłam!
Dobrej nocy Mimi i niech Ci się przyśni ….
p.s
I do tego Sprzedawca z duszą filozofa, idealne miejsce. -
Piękne. Do tego jeszcze stylowa duża kuchnia w klimacie Julie i Julia i można z kuchni nie wychodzić nigdy.
-
Uwielbiam buszować w sklepach z artykułami kuchennymi :) Już sobie wyobrażam jakie wielkie miałabym oczy będąc w tym sklepie! I na pewno rozczuliłyby mnie te miniaturowe foremki :D
Przesyłam wieczorne pozdrowienia o zapachu jabłkowego crumble, Mimi! :)
Mam nadzieję, że mój następny pobyt w Krakowie będzie już bardziej owocny ;) A czas wolny przynajmniej nie tak nagle ustalony :)))):*
-
…”Sprzedawca odprowadza nas do drzwi. Wychodzi na próg swojego sklepu i spogląda na rue Coquillere. Mówi trochę do nas, trochę do siebie.
- Czemu ten świat tak gna?
Po czym szybko znika w tłumie innych kupujących i pytających, którzy go bardzo potrzebują”…
Pytanie tak proste, a jednocześnie tak ciężkie by na nie odpowiedzieć … po za tym, że doskonale odzwierciedla stan mojej duszy… aaaa!
Dzisiaj, w świecie galopującej techniki i masowej produkcji, produkty proste ja ta żeliwna patelnia są na miarę złota.
Mimi -> Twoje wpisy tak często wprowadzają mnie w głęboką zadumę… bo poruszają tak wiele dziedzin życia – są swojego rodzaju wskazówką mówiącą – usiądź, zatrzymaj się na chwile, zobacz ile piękna otacza ciebie. Zadbaj o siebie, o swoich bliskich, o to co cie otacza …








Mam na imię Monika, ale mówią na mnie Mimi. Jestem uzależniona od poszukiwania pięknych rzeczy z całego świata. Nałogowo oglądam magazyny wnętrzarskie oraz piękne blogi. Bywam też dj-em na imprezach domowych. Kocham podróże i prace w ogrodzie. Nigdy nie rozstaje się z aparatem fotograficznym :) Preferuję żywność ekologiczną i prawie wszystko, co francuskie :-)


















Komentarze (44)
RSS dla komentarzy do tego wpisu
Trackback: http://bomimi.decostyl.pl/2011/04/13/dehillerin-nie-tylko-dla-profesjonalistow-les-halles-paris/trackback/