Styczeń 2011

Przeglądasz archiwum miesięczne dla Styczeń 2011.

Mam słabość do ładnych opakowań, które przyciągają moją uwagę i kuszą. Jestem wzrokowcem. Kupuję oczami. Oczywiście nie kupuję dla samego opakowania, ale jest ono bardzo ważne. Ładne opakowanie nie zawsze świadczy, że towar jest wartościowy, ale przynajmniej zachęca do zapoznania się z nim. Mało ciekawe opakowania nie potrafią mnie zainteresować. Sukces jest, gdy jedno i drugie idzie z sobą w parze. Wtedy produkt ma u mnie spore szanse na zakup.

Gdziekolwiek jestem szukam nowych, lokalnych produktów, które nie są u nas dostępne lub są w lepszych cenach. Dziś parę artykułów spożywczych, które przykuły moją uwagę i postanowiłam je kupić.

Zdrowe chipsy z warzyw: marchewka, buraczki, pietruszka + sól morska. Takie przekąski, to ja lubię! Made in England. Dostępne w sklepach Carrefour – Francja.

Ta sama firma „Tyrrells” robi też chipsy z ziemniaków. Bez konserwantów i złego tłuszczu. Szata graficzna tej firmy mnie zauroczyła. Smak również doskonały.

Mój faworyt! Nierafinowana sól morska z Piranu. Wydobywana w naturalny sposób w Parku Secovlje Saline w Słowenii.

Po zakupach. Ceny bardzo przystępne. Najwyższa jakość.

„Fever – Tree” – Tonic. Gustowna, szklana butelka ozdobi każdy piknik i party ogrodowe. Prosty, naturalny skład. Smak – prawdziwy! Made in England.

I na koniec dwa smaczne produkty -  dostępne na polskim rynku. Belgijskie powidła bez cukru, słodzone sokiem z owoców oraz francuskie ciasteczka „Bonne Maman”.

cdn.

* * * *

I na koniec to & tamto, bo dawno nie było ;-)

Dla przypomnienia wcześniejsze this & that.


Kuchnia Aga – design: Emma Bridgewater oraz sukienka w grochy

Mój typ!

Lizaki i kultowy, analogowy aparat Holga.



Podobne wpisy:

Tagi: , ,

Jest to jeden z moich ulubionych przepisów na domowe, kruche ciasteczka. Zwykłe – niezwykłe. Dlatego nazwałam je Mimi’s Cookies. Smak i zapach przypomina mi moje dzieciństwo. Takie robiło się u mnie w domu, kiedy nie było tego całego „zachodu”.

Ciasteczka mają wyraźny, maślany smak. Idealne do herbatki na Five O’clock. Można je zrobić z dżemem, cukrem, migdałami lub zupełnie proste – bez dodatków. Takie „ubogie” mi najlepiej smakują. Sam maślany posmak robi tu najlepszą robotę.

Ciasteczka robi się bardzo szybko i można je przechowywać w szczelnej puszce. Niestety nigdy nie dotrwały zbyt długo…

Można zrobić ich całą górę – to bardzo przyjemne zajęcie i słodkie dobrodziejstwo na zimowe dni. Jakoś trzeba sobie poprawiać nastrój, prawda..?

Przepis jest na 15 – 20 ciasteczek. Ja zawsze robię x2 lub nawet x3 :-)

  • 250 g mąki
  • 90g drobnego cukru
  • szczypta soli
  • 150g posiekanego masła
  • 2 żółtka od szczęśliwych kur ;-)
  • nasionka z całej laski prawdziwej wanilii
  • dodatki wg uznania: dżem, cukier kryształ itp.

Do dużej miski przesiej mąkę. Dodaj cukier, sól, wanilię. Dodaj masło i rozetrzyj tak aby ciasto miało konsystencję okruchów. Dodaj żółtka i zagnieć gładkie ciasto. Zawiń w folie i wstaw do lodówki na 30 minut. Przełóż na posypaną mąką stolnicę i rozwałkuj na grubość od 6mm do 10 mm. Dowolnymi foremkami wykrój ciasteczka. Ułóż na blasze i piecz około 20- 25 minut w piekarniku nagrzanym do 160 st. aż będą rumiane. Długość pieczenia zależy od grubości Waszych ciasteczek.

Ciekawostka foto:

Dzisiejsze zdjęcia zostały zrobione z lampą błyskową. Jak widać efekt bardzo naturalny. Jestem nawet zadowolona. Lampa nie jest taka zła, jeżeli nauczymy się z nią pracować i umiejętnie używać. Oprócz tego wykorzystałam światło odbite z lustra i białego prześcieradła. Taka amatorska, domowa – blenda :-) Wszystkie zdjęcia są też zrobione jednym obiektywem Canon Macro 60mm, 1/2,8. Ciekawa jestem Waszej opinii.

Mam nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia chociaż troszkę dadzą Wam dobrego ciepła i światła.

Miłego weekendu moi Drodzy. Jutro już piątek!

Dodano: 12.01.2011

Takie śliczne zdjęcie dostałam od mojej Drogiej Czytelniczki- Ellu. Dziewczyny Ela i Iga zrobiły Mimi’s Cookies w kształcie ciasteczkowych ludzików – potworków. Super!

Podobne wpisy:

Tagi: , , ,

Okruchy dnia

Światła jak na lekarstwo, ciągle mało… Bywają takie dni, że od samego ranka jest szaro i buro. Poszłam na adekwatny do pogody – spacer. Czasem lubię te stare mury, oplecione w bluszcze. Witryny znane i stare okna. Bez koloru, bez fasonu. Na stole filiżanki. Na ścianach malowane szyldy… Są takie miejsca do, których lubię wracać. „Zaułek Niewiernego Tomasza” i inne kąty.

W „Cafe Camelot” są zawsze świeże kwiaty w oknie. A w „Cafe Moment” ciągle dobra kawa. W „Alchemii” się jakoś rozjaśniło, ale to nie moje miejsce. W „Cafe Dym” już nie ma dymu ;-) Ktoś próbował czerwoną kokardą ozdobić Kazimierz. Hm…

Pozaglądałam, odwiedziłam i poszłam dalej…W melancholijnym trochę nastroju. A wszystko to z winy aury oraz wszechobecnej ciemności.

Oby do wiosny, wtedy wszystko będzie wyglądać inaczej, prawda..?

Zaułek Niewiernego Tomasza

„Cafe Camelot”

św. Tomasza 17 – Kraków

19 lutego godz. 20:00
JAGA WROŃSKA
w recitalu
„Uliczka Piaf”
koncert piosenek francuskich
Bilety po 35 zł

Podobne wpisy:

Tagi: ,

« Starsze wpisy

close